00 -
000 cm
konto specjalne
sapphire creek
Awatar użytkownika
opis
Meet me underneath that big Montana sky.

Legendy
Legenda o Białym Wilku
Legenda o Białym Wilku krąży wśród członków plemienia Cheyenne od wielu, wielu lat. Opowiada ona o wodzu plemienia o imieniu Unkhee. Mężczyzna słynął z ogromnej empatii oraz niesamowicie silnej miłości do zwierząt i natury, która go otaczała. W wiosce uważano go za wielkiego przywódcę, chroniącego swój lud przed złymi siłami.
Nieopodal miejsca, w którym znajdowała się wioska, zwana Innukash, położone było wzgórze (aktualnie znajduje się w centrum rezerwatu) porośnięte soczysto zieloną, świeżą trawą, którą chętnie zajadały się konie. Mieszkańcy wioski przychodzili na sam jego szczyt, obserwując z radością i spokojem pasące się konie, oraz rozciągający się wzdłuż linii horyzontu krajobraz. Błyszcząca nieopodal tafla jeziora, odbijające się w nim promienie słońca i dzieci pluskające się w wodzie były widokiem, któremu Unkhee nie mógł się nadziwić. Wiedział, że to była jego wioska, jego dom, a mieszkańcy, byli rodziną. Zależało mu na spokoju, lecz ten został zakłócony przez watahę wilków, która zamieszkała w jaskini wydrążonej we wzgórzu.
Konie, które pozostawały bez opieki, padały ofiarą wygłodniałych wilków. Jeden z mieszkańców doniósł wodzowi, że watahą przewodzi ogromny, biały wilk — mężczyzna opowiadał o nim z przerażeniem, podkreślając, że nigdy nie widział tak ogromnego wilka, który może zagrażać wiosce. Unkhee spojrzał z zadumą na mężczyznę, przeczesując palcami pióropusz założony na czubek głowy, po czym rzekł:
Potrzebuje trzech dni i trzech nocy, czwartego dnia wilk nie będzie nikomu zagrażał — obiecał. Wyminął mężczyznę, udając się w kierunku wzgórza.
Pierwszy dzień i pierwszą noc spędził, obserwując białego wilka oraz watahę. Siedział w pobliżu jaskini, przygrywając ulubioną, tradycyjną melodię na drewnianym flecie. Wilk, zajmujący legowisko, nie spuszczał oczu z przybysza.
Drugiego i trzeciego dnia Unkhee zmniejszał pomału odległość, dzielącą go od watahy. Wilki przywykły do jego obecności. Czwartego dnia, biały wilczur opuścił swoje legowisko, podchodząc do Unkhee. Mężczyzna stanął oko w oko z bestią. Patrzył w złote ślepia wilka, nie okazując cienia strachu. Biały Wilk skinął w jego kierunku łbem, jakby składał mu pokłon — wtedy udało im się nawiązać prawdziwą, przyjacielską więź, a Unkhee zyskał w wiosce przydomek Biały Wilk. Wataha nie atakowała więcej pasących się koni, a wilki zaczęto widywać między ludźmi. Z początku ogromne psopodobne zwierzęta budziły strach w mieszkańcach, lecz z biegiem czasu obydwa gatunki nauczyły się ze sobą żyć.
Wódz żył przez kolejne piętnaście lat, lecz jego czworonożny przyjaciel odszedł wcześniej, zostawiając mężczyznę pogrążonego w żalu. Unkhee nie chciał zostawić swojego przyjaciela w samotności. Towarzysząc mu w swoim tipi, zalewał się łzami, gdy sung'manitu tanka odchodził. Głaskał czule zwierzę po białym futrze, pragnąc, by ten miał spokojną śmierć. Wódz długo nie mógł pogodzić się ze stratą swojego wilka. Lata mijały, a Unkhee odwiedzał miejsce pochówku zwierzęcia, dopóki sam nie zmógł, umierając ze starości.
Według legendy, po śmierci wodza, jego dusza przyjęła kształt Białego Wilka, który zamieszkał na wzgórzu.

Mieszkańcy rezerwatu mówią, że wieczorami po rezerwacie przechadza się ogromny, biały wilk, a nocami słychać jego przeciągłe wycie. Ile jest w tym prawdy? Trudno orzec, najlepiej będzie, jeśli przekonacie się sami — spędzając noc w rezerwacie.

,,sung'manitu tanka" — wilk
Wielki Duch Manitou
Długa historia ciemności, która nęka ludzkie serca, wciąż się powtarza. Jedni noszą w sobie smutek, inni są wciągani w wojny.
Manitou był szamanem, a zarazem potężnym medium. Mówiono o nim w każdej części Montany, każde plemię niezależnie od miejsca, z którego się wywodziło, słyszało o niezwykle uzdolnionym medium, łączącym świat żywych oraz umarłych. Odsyłał na drugą stronę zagubione dusze, przyzywał tych, którzy chcieli pożegnać się z rodziną, pomagał odnaleźć drogę zagubionym duszom, a demony podszywające się pod ludzkie istoty, nie były mu straszne.
Zwano go Wielkim Duchem, człowiekiem, który po śmierci został okrzyknięty Wszechobecnym, najwyższym bytem, w który wierzyli rdzenni mieszkańcy — Naturą.
Przyjeżdżano do niego z różnych stron stanu, by sięgnąć po jego radę i podzielić się swoimi wątpliwościami czy duchowymi rozterkami.
Wraz z przybyciem do Montany pierwszych Białych Diabłów — jak zostali okrzyknięci pierwsi poszukiwacze złota, którzy przybyli do stanu, wśród pierwotnych mieszkańców pobliskich wiosek wybuchła panika. Kobiety uciekały ze swoimi dziećmi, chroniąc je przed nienawistnymi przybyszami, a mężczyźni, starając się bronić swoich rodzin, często padali ofiarą okrutnych zabójstw i tortur. Przybysze, słysząc o wielkim Szamanie, postanowili schwytać go do niewoli. Przywiązali do pala stojącego na środku pustego pola i torturowali w okrutny sposób, doprowadzając mężczyznę do stanu wyczerpania.
Manitou nie chciał się poddać — cechował się wielkim hartem ducha, którego nie pozwolił złamać najeźdźcom. Najeźdźcy, przerażeni faktem, że mężczyzna mimo braku pożywienia oraz wody, miał w sobie ogromną siłę, postanowili go zastrzelić. Wierząc w jedynego, prawdziwego Boga, uznali mężczyznę za opętanego. Chcąc uniknąć przejścia demonicznych mocy na swoich ludzi, pozbawili go życia.
Według legendy mężczyzna nie zmarł od razu — jego duch opuszczał ciało powoli, odrywając się fragment po fragmencie. Każda część jego duszy udała się w inny zakątek świata, tworząc kolejne wzgórza, jeziora i góry, by w pełni scalić się z matką naturą. Według wierzeń Cheyenne każdy mocniejszy zryw wiatru porywający w górę zielone liście oznacza nadejście Wielkiego Ducha Manitou. Szepty, dźwięki wydawane przez wiatr są modlitwą Manitou za wszystkich rdzennych mieszkańców, którzy stracili życie, by chronić własne domy, rodziny.

Według legendy, gdy wraz z silnymi porywami wiatru, nadejdzie ogromna burza, oznacza to, że Wielki Duch zstępuje na ziemię, by zemścić się na ludziach oraz ich potomkach, którzy odebrali mu życie i doprowadzili do okrutnej rzezi.
Kopalnia Szkarłatu
Poszukiwacze złota, któzy przybyli do Montany w XIX mieli tylko jeden cel — chcieli się wzbogacić. Podróżni, usłyszawszy wiadomość o rzekomo wyłowionym złocie w miasteczku, wsiedli na swoje konie i wyruszyli w podróż. Na teren mieściny przybyło wielu obcych, niektórym zależało tylko na znalezieniu złota, ale inni pragnęli czegoś więcej - bogactwa i statusu osiedleńca. Przeszukano wszystkie rzeki, oraz jeziora — a także kopalnie. Jedną z nich odkryto zupełnym przypadkiem. Pewien mężczyzna, oddzielając się od swojej grupy, udał się na eksplorację terenu, w poszukiwaniu dobrego miejsca do przesiewania złota. Zamiast tego, natknął się na zapadlinę w środku lasu. Intuicja podpowiedziała mu, że powinien zacząć kopać, a gdy to zrobił — nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Przesiewając ziemię, znalazł piękne, błyszczące błękitem szafiry, które mogły zapewnić mu bogactwo.
Mężczyzna zwołał kilku najwierniejszych przyjaciół, udając się wraz z nimi na miejsce, w którym mogły rozpocząć się wykopaliska. Kopano tam przez długi, naprawdę długi czas i znaleziono mnóstwo kamieni szlachetnych, które zaczęto sprzedawać. Trzy lata później Montane nawiedziła powódź. Woda, podmywając ziemię w kopalni, przyczyniła się do kolejnych zapadlisk oraz obruszenia gleby. Mężczyźni, którzy byli doświadczonymi kopaczami, wiedzieli, że nie powinni przez pewien czas prowadzić wykopalisk, lecz żądza posiadania pieniędzy była ważniejsza od życia.
Trzech mężczyzn straciło życie, gdy naruszając niestabilną glebę, doszło do zawalenia kopalni. Ziemia zabrała ze sobą trójkę kopaczy, przygniatając ich warstwami ziemi. Po tej sytuacji kopalnia została zamknięta i choć teraz, po wielu latach, nadaje się do użytku, nikt się tam nie zapuszcza z obawy o obsunięcie gleby. Plotki mówią, że wewnątrz kopalni, w beczkach przetrzymywane są toksyny, których wydostanie się, może spowodować skażenie powietrza w miasteczku.

Według legendy, przechodząc obok zamkniętej kopalni, można usłyszeć krzyki i lamenty wołających o pomoc mężczyzn, ale ile jest w tym prawdy? Wszak tego typu miasteczka, słyną głównie z legend...
Pensjonat Czarna Dalia
Czarna Dalia w latach osiemdziesiątych cieszyła się ogromną popularnością. Niewielki pensjonat, stojący na obrzeżach miasta, przyciągał wielu gości — głównie ze względu na malowniczą okolicę oraz niskie ceny noclegów. Osobami, wynajmującymi na noc, bądź dwie, pokój, często byli niewierni mężowie, szukający miejsca, w którym będą mogli spędzić noc z kochanką — choć widok kobiety z obrączką na palcu, w towarzystwie młodego, przystojnego mężczyzny, również nikogo nie dziwił.
W roku 1985 do pensjonatu przyjechała młoda kobieta. Atrakcyjna dziewczyna o kruczoczarnych, kręconych włosach i błękitnych oczach, samym spojrzeniem kokietowała mężczyzn. Panowie obsługujący pensjonat wspominali o niej z zachwytem, powtarzając jednogłośnie, że nigdy wcześniej nie widzieli tak atrakcyjnej kobiety. Sarah James, jak się później okazało, umówiła się w pensjonacie z niedawno poznanym mężczyzną, z którym wdała się w pełny uniesień romans. Spotykali się w Czarnej Dalii dość długo, stali się częstymi gośćmi w pensjonacie, wynajmując za każdym razem, ten sam pokój, co zwykle.
Pewną jesienną nocą kobietę wynajmującą pokój obok wybudził ze snu kobiecy krzyk, przytłumiony szlochem i podniesiony głos mężczyzny.
— Proszę, przestań! Słyszysz?! Odłóż ten nóż, komuś stanie się krzywda! — załkała młoda kobieta.
Sąsiadka zareagowała niemalże od razu, informując obsługę pensjonatu o sytuacji, która miała miejsce za ścianą. Mężczyzna, pełniący funkcję ochroniarza, zerwał się jako pierwszy na nogi i pobiegł schodami na górę. Korytarz otulała głucha cisza, a mężczyzna szedł odważnie przed siebie, trzymając w dłoni niewielki pistolet. Z każdym krokiem, włosy na ciele coraz bardziej stawały mu dęba, a ciało pokryła gęsia skórka. Zatrzymując się przed drzwiami, dostrzegł na jasnej podłodze stróżkę krwi, wyciekającą spod nieszczelnych, drewnianych drzwi. Nabierając powietrza w płuca, otworzył je z całej siły, a widok, który zastał po otwarciu ich, był... odrażający.
Ciało mężczyzny leżało oparte o ścianę obok drzwi, a nóż leżący obok oraz podcięte gardło, mogły być pozostałością po samobójstwie. W salonie, na kanapie leżało ciało czarnowłosej dziewczyny, pokryte ranami zadanymi nożem. Ochroniarz wezwał policję oraz właściciela pensjonatu, a wszyscy goście, jeszcze tej samej nocy masowo zaczęli się wymeldowywać.
Czarna Dalia została okrzyknięta pensjonatem śmierci, który w przeciągu kilku następnych lat, opustoszał. Właściciel wystawił obiekt na sprzedaż za niewielką cenę, a osoba, która zakupiła budynek, ogrodziła teren, chroniąc budynek przed wścibskimi oczami poszukiwaczy zjawisk nadprzyrodzonych.

Pensjonat mimo upływu lat zachował się w dobrym stanie. Po miasteczku krąży historia, że o drugiej w nocy, w pensjonacie pod pokojem z numerem 13 wciąż można usłyszeć przerażający krzyk mordowanej kobiety. Pogłoska, legenda, czy fakt? Przekonaj się sam i zajrzyj do Pensjonatu Śmierci.
Wierzenia
Złota Żaba
Historia o złotej żabie krąży po mieścinie już od wielu, wielu lat. W Sapphire Creek istnieje rzadko spotykany gatunek złotych żab. Pojawiają się one w okolicy niezwykle rzadko, choć ich wzmożona aktywność została zauważona od maja do lipca. Mieszkańcy wierzą, że odnalezienie złotej żaby pod wodospadem Nupika Falls, zapewni im szczęście oraz przypływ gotówki na najbliższy rok.
Tradycją w mieście stały się coroczne zawody na odnalezienie złotej żaby. Zwierzątku oczywiście nie dzieje się krzywda! Zostaje wypuszczona do zbiornika wodnego niedługo po tym, jak zostanie z niego wyjęta.
Ci, którzy nie biorą udziału w zabawie, często wybierają inny termin, w którym udają się na poszukiwanie zwierzątka.
Skały poświęcenia
Legenda głosi, że w XIX wieku, podczas epidemii ospy, pustoszącej plemię Wron, dwóch chłopców zjechało na białym koniu w dół skał, aby poświęcić swoje życie i uratować plemię przed chorobą. Epidemia zabrała ze sobą wiele żyć, lecz według wierzeń ustąpiła niedługo po tym, jak dwóch chłopców odebrało sobie życie. Miejsce to aktualnie wybierane jest przez samobójców oraz szukających wrażeń nastolatków, którzy chcą napić się w plenerze.
Biegacz Widmo
Plotka głosi, że przejeżdzając wieczorem drogą, która prowadzi w stronę lotniska znajdującego się nieopodal Heleny, można spotkać przezroczystą, szybko poruszającą się postać. Niektórzy uważają, że to duch mężczyzny, który podczas ucieczki został potrącony przez ciężarówkę, inni mówią, że to unosząca się para wodna, która na tym odcinku drogi, jest najbardziej widoczna.
Zablokowany