24 lat
196 cm
siatkarka
Gigi Rogers
Awatar użytkownika
opis
dobrze, że 24 to liczba przejściowa, bo na wszystko czuję się za stara albo wciąż za młoda

037
Po powrocie z Alaski, gdzie Niedźwiedzie przegrały w półfinale najważniejszy mecz w karierze klubu, Gigi musiała stawić czoła rzeczywistości i obrać za cel inne priorytety. Turniej trwał, dryżyna wciąż miała szansę na brązowy medal. Trzecie miejsce, wbrew pozorom, nie było najgorszym miejsce na podium. Dawało poczucie bycia lepszy od pozostałych klubów, które nie plasowały się w pierwsze trójce. Zdaniem Rogers, najgorzej pogodzić się ze srebrem. Drugie miejsce to, tytuł wicemistrza, o którym i tak nikt nie pamięta. W dodatku pozostawał ten niesmak, że prawie się udało, że było było tak blisko. Bliżej już po prostu być nie można.
Gigi, między kolejnymi treningami i późnymi powrotami do domu, zmagała się z osobistą porażką. To czyła wewnętrzny bój i zastanawiała się, czy w wieku dwudziestu czterech lat osiągnęła już szczyt możliwości w siatkarskiej karierze. W życiu każdego sportowca przychodzi taki moment, w którym zaczyna poważnie roztrząsać dotychczasowe umiejętności i osiągnięcia. Bała się, że nie była wystarczająco dobra i że nie spotka ją już nic większego. Że jedyne, co jej pozostało, to gra w lidze stanowej i sporadczyne kwalifikacje do turniejów o mistrzostwo kraju. Co z tego, że bardzo pragnęła grać w kadrze narodowej i reprezentować USA na największych zawodach świata, skoro nic nie zapowiadało, aby kiedykolwiek sztab prowadzący drużynę Stanów powołał ją na zgrupowanie?
Siatkarski krąg posiadał wiele wspaniałych zawodniczek, które zasilały szeregi reprezentacji. Były zaangażowane, pracowite, piekielnie utalentowane, czym przyciągały uwagę szkoleniowócw. Ale to nie była Gigi.
Po zaprzeszczonych marzeniach o finale, przyszło jej zderzyć się z szarą rzeczywistością. I chociaż naprawdę próbowała skupić się na nadchodzącym meczu o brąz, bolesna przegrana wciąż wierciła jej dziurę w brzuchu i uwierała w potylicę. Ale w takich momentach pojawiał się on - jej najdroższy przyjaciel, z którym trzymała się od maleńkości. Właściwie Rogers nie pamiętała, jak wyglądał jej świat bez Barnesa. On po prostu był w nim od zawsze, co wydadawało się jej zupełnie naturalne i czasem nie rozumiała, jak to możliwe, że inni nie mają takiego swojego Otta. W dużej mierze zastępował jej rodzeństwo, którego nigdy nie miała. Był jej bliski jak brat i chociaż czasem wkurzał ją niemiłosiernie, nie wyobrażała sobie dnia bez zaczepienia go głupim memem czy nagrania mu głosówki, że jest głupi i śmierdzi.
Tę dwójkę połączyła miłość do sportu - Gigi przebijała piłkę nad siatką z prędkością ponad stu kilimetrów na godzinę, a Otto z podobną prędkością ścigał się na torach. Ona urywała się z mniej ważnych treningów i ligowych rozgrywek, żeby dpoingować go z trybun, a on oglądał każdą transmisję meczu, kiedy osobiście nie mógł kibicować jej na hali. Była to piękna przyaźń. Pełna rynsztokowych żartów, bezpordukcyjnego spędzania czasu, robienia rzeczy, na które Rogers nigdy nie zdecydowałaby się, gdyby nie Barnes. Kiedyś byli nierozłączni, nawet nauczyciele żartobliwie nazywali ich bliźniakami. I choć dopadła ich dorosłość, w której wiele przyjaźni nieco zmienia tory, Otto wciąż miał specjalne miejsce w sercu siatkarki.
To co właściwie będziemy robić? – zapytała, kiedy dochodzili do wypożyczalni zimowego sprzętu. W jego asotymencie znajdowały się narty, rakiety śnieżne i łyżwy, w których można było pojeździć po zamarzniętej tafli jeziora. Kątem oka Rogers dostrzegła również cięższe działa, jak skutery śnieżne, nartosanki czy dmuchane ślizgacze. Trzeba przyznać, że ten, kto otworzył zimą takie stoisko miał łeb do interesów, bo Sapphire Creek oszalało na punkcie śnieżnych aktywności. – Zbyt dobrze cię znam, żeby uwierzyć w bezinteresowny spacer wzdłuż jeziora – naciągnęła na czapkę kaptur od kurtki i spojrzała na Otto; był od niej o dziesięć centymentrów niższy, więc nic dziwnego, że cześto zerkała na niego z góry. Dosłownie. Było jedno takie lato, kiedy Gigi pojechała na obóz sportowy niższa od Barnesa i wróciła prawie o głowę wyższa. A potem rosła już bez opamiętania.

Otto Barnes
24 lata
186 cm
ściga się na motorkach
Otto Barnes
Awatar użytkownika
opis
Kretyn, który oklepanymi tekstami na podryw rzuca mniej więcej tak często, jak często sięga po zajęcia, które dostarczą mu kopa z adrenaliny. Kiedy nie startuje w wyścigach to je ostre jedzenie, wpada na głupie pomysły albo flirtuje ze swoją niepodrywalną sąsiadką. Albo wszystko to naraz, bo co miałoby niby go ograniczać?

Istniało coś takiego jak cheerleading, ale Otto wolał robić z siebie pajaca za gratis. A przynajmniej robił to dla Gigi, ale biorąc pod uwagę fakt, że dla niej zrobiłby niemal wszystko i nie musiałaby go o to prosić nawet dwa razy, to nie było to nic odkrywczego. Na meczach osobiście chciał być zawsze, ale dorosłość i inne przykre utrapienia ludzkiego życia sprawiały, że nie wychodziło mu to najlepiej, mógł się jednak pochwalić tym, że nie przegapił ani jednej rozgrywki, kiedyś nawet oglądając transmisję na telefonie na treningu, a że miał dar do wciągania innych w dopingowanie montańskich miśków, to wkrótce nad małym ekranem smartfona zebrana była cała grupa, ciesząc się z każdym zdobytym punktem i grupowo wyrażając zawód, gdy jakiś punkt został stracony, i może wtedy wcale sobie nie poćwiczyli, ale Otto zdecydowanie niczego nie żałował.
I tym razem nie dał rady dotrzeć na Alaskę, co nie przeszkadzało mu w tym, żeby wysłać Gigi setkę motywujących wiadomości, gifów i obrazków z Sir Barkerem z pomponami, żeby wiedziała, że był z nią duchem, po czym rozsiadł się na kanapie i uważnie śledził wszystko, co się działo, najwyraźniej drąc się miejscami aż za głośno, bo wkrótce do jego drzwi walił sąsiad, nie odpuszczając do momentu, aż Otto nie podbiegł do drzwi, tylko po to, by rzucić naprędce "mecz oglądam" i wrócić pędem na swoje miejsce. Nie zamknął drzwi i takim sposobem sąsiad z naprzeciwka wkrótce sam darł się na całe piętro, a towarzyszący Max (dzielna chihuahua, którą chyba gość zabrał ze sobą, gdyby okazało się, że Otto właśnie jest mordowany, a Max miał robić za mordercę jego mordercy) też wlepiał wystające oczka w ekran, chuchając przy tym tak, jakby sam biegał po boisku. Nie chuchał chyba jednak na szczęście, albo był po prostu zbyt mały, by wychuchać go dostatecznie dużo, bo mecz nie skończył się tak, jak wszyscy na to liczyli i Otto wiedział, że gdy tylko Gigi wróci do miasteczka, to będzie musiał porwać ją na jakąś przygodę, żeby nie oszalała przez uczucie porażki, które sam tak dobrze znał.
Aktywności chłopaka łatwo było podzielić na dwie bardzo ważne kategorie: te, o których mówi się Betty Barnes, oraz te, o których ona pod żadnym pozorem dowiedzieć się nie może. Do tych pierwszych można było bez problemu zaliczyć wycieczki poza miasto, wypady do restauracji ze znajomymi, czy nawet fascynację nowym ostrym sosem (chociaż warto było pominąć fakt, że pewnie byłby w stanie wypalić dziurę w jej białym obrusie). Do tych drugich za to można było zaliczyć wszystko to, co bez problemu wysłałoby ją na oddział szpitalny z podejrzeniem zawału i wszystko to, co Otto kochał najbardziej, bo dawało mu zastrzyk adrenaliny. I tego dnia oczywiście, że wybrał drugą opcję, a fakt, że nie mieszkał już z rodzicami, był naprawdę ogromnym plusem, bo nie musiał się tłumaczyć z tego, co właściwie idzie robić.
- Zabieram cię na zimowe szaleństwo w najdosłowniejszym tego słowa znaczeniu. - Odparł jej z uśmiechem, który nie wróżył niczego bezpiecznego, a który pojawiał się zawsze, gdy Otto miał myśl. I ta też nigdy zbyt bezpieczna nie była. - I możesz nawet wybrać, co będziemy robić. - Zaproponował, wskazując gestem na wypożyczalnię, bo po tym niefortunnym meczu zasługiwała na to, by wybrać sposób, w jaki będzie mogła się po nim odstresować. I zaakceptowałby nawet jabłuszka, bo nie byłby sobą, gdyby i z takiej zabawy dla dzieci nie spróbował zrobić czegoś, co przyprawiłoby jego matkę o zawał, gdyby tylko go zobaczyła.

Gigi Rogers
24 lat
196 cm
siatkarka
Gigi Rogers
Awatar użytkownika
opis
dobrze, że 24 to liczba przejściowa, bo na wszystko czuję się za stara albo wciąż za młoda

Otto mógł oficjalnie nie zdawać sobie z tego sprawy, bo pewnie duma Gigi nie pozwoliła jej mówić tego na głos, ale jego wsparcie podczas meczy, choćby mentalne, było dla niej naprawdę ważne. On był dla niej ważny. Niektórych rzeczy wcale nie trzeba było mówić głośno. Sam fakt, że na każdego gifa i przesłane zdjęcie reagowała którąś specjalnych emotek z ich twarzami, a przecież nie wszyscy posiadali w swoim telefonie naklejki na wyjątkowe okazje.
Kiedy zjawiał się na trybunach, zawsze znajdowała chwilę podczas rozgrzewki, żeby podbiec do niego i go wyściskać. No i gdyby nie Barnes, Gigi nigdy nie byłaby w posiadaniu takich fanstatycznych zdjęć.
Nie rozmawiali o przegranej. Każdy szanujący się sportowiec nie dyskutował o sromotnej porażce, zupełnie jak dżentelmeni nie rozmawiali o pieniądzach. To, co działo się na boisku czy na torze, zostawało w tamtym miejscu. Rogers sama musiała to sobie przepracować w głowie, oswoić z tym, co się wydarzyło i zmierzyć z wewnętrznym cierpienie. Towarzystwo przyjaciela był w takich momentach wręcz wskazane, a jego obecność wiele ułatwiała. Przede wszystkim sprawiał, że przestawała się zadręczać i wracać myślami do wydarzeń z Alaski.
Umówmy się, to nie był dobry mecz. Cała drużyna popełniła mnóstwo błędów i choć Niedźwiedzie miały dużo szans, żeby zmienić wynik rozgrywki, nie potrafiły tego wykorzystać. A nie od dziś, a nawet nie od wczoraj wiadomo, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Tym sposobem marzenia o finale zostały przekreślone, a Gigi czuła się tak, jakby ktoś zatrzasnął jej drzwi przed nosem. Pani tutaj nie chcemy, prosimy wrócić na koniec kolejki i zapraszamy następną osobę.
To może łyżwy? – wskazała podbródkiem na parę butów z ostrzami, ale potem przypomniała sobie o nieszczęśliwy wypadek hokeisty, kiedy to Adam Johnson, zawodnik Nottingham Panthers, stracił życie na boisko, bo przeciwnik za wysoko podniósł nogę i przeciął mu tętnicę szyjną. A Gigi była dość przezorna i nie chciała wykrwawić się na środku zamarzniętego boiska. – Albo nie. Narty? – tym razem spojrzała oparte o ścianę drewnianej budki płozy, po czym przeniosła wzrok na Otto. – Wiem, o czym myślisz, Barnes – wymierzyła w niego ostrzegawczo palcem. – Wiem, że chcesz wypożyczyć jeden z tych śnieżnych skuterów. Albo quadów. Znam cię. Znam cię lepiej, niż ty znasz siebie – popatrzyła przyjacielowi prosto w oczy, w których tańczyły wesołe iskierki. – Chryste, niech ci będzie. Tylko twoja mama znów będzie biadolić, że cię nie upilnowałam – wetchnęła ciężko, normalnie najciężej na świecie, bo zawsze obiecywała Betty Barnes, że tym razem nie pozwoli jej synowi na żadne wygłupy, a kończyło się zawsze tak samo - Gigi negowała jego decyzje, on ją nagabywał i finalnie dawała za wygraną. Ileż to razy nabawili się przez to kłopotów? Rogers była zdecydowanie za mało asertywna w stosunku do Otto. I nie chodziło o to, że nie chciała robić tych wszystkich szalonych rzeczy, po prostu w ich duecie ktoś musiał być bardziej odpowiedzialny. Dlatego to ona była mózgiem, a on klaunem. Na jej obronę działał fakt, że wiele razy udawało jej się odciągnąć Barnesa o durnych pomysłów, co można uznać za duży sukces. Gdyby nie Gigi, Otto już dawno skończył sparaliżowany w jakimś hospicjum, a wtedy ona przychodziłaby w odwiedziny, pochylała się nad łóżkiem i szeptała mu wprost do ucha coś na wzór a nie mówiłam?

Otto Barnes
24 lata
186 cm
ściga się na motorkach
Otto Barnes
Awatar użytkownika
opis
Kretyn, który oklepanymi tekstami na podryw rzuca mniej więcej tak często, jak często sięga po zajęcia, które dostarczą mu kopa z adrenaliny. Kiedy nie startuje w wyścigach to je ostre jedzenie, wpada na głupie pomysły albo flirtuje ze swoją niepodrywalną sąsiadką. Albo wszystko to naraz, bo co miałoby niby go ograniczać?

Otto kochał kłopoty i zapewne gdyby tylko jego matka wiedziała, na co właściwie wyrośnie, to dałaby mu na drugie Trouble, żeby już od początku wszystkich ostrzegać. Chociaż nigdy nie ostrzegłaby jego samego, bo nawet bez tego jakże szlachetnego dodatku przed nazwiskiem niezbyt jej to wychodziło, gdy mówiła mu, że jego kolejny brawurowy pomysł skończy się tragicznie. Zbywał ją machnięciem ręką i całusem w policzek i gnał ku kolejnej przygodzie, nie zważając na konsekwencje. A przynajmniej w większości wypadków.
Dobrze wiedział co on by chciał wypożyczyć w budce, ale grał zainteresowanego propozycjami Gigi, kiwając z uznaniem głową, jakby naprawdę rozważał zaproponowane przez nią sporty, a potem zrobił zszokowaną minę, gdy wymierzyła w niego oskarżycielskiego palucha.
- A ja znam cię i wiem, że blefowałaś. Na nartach byś się połamała, a łyżwy cię przerażają. - Przewrócił oczami, chociaż zaraz szeroko się wyszczerzył, wiedząc, że znów udało mu się wygrać i przekonać przyjaciółkę do uczucia adrenaliny w żyłach. - Jak jej nie powiesz, to się nie dowie. Będziesz paplać? - Uniósł wysoko brwi, bo oboje doskonale wiedzieli, że gdyby Betty dowiedziała się o tym, co najlepszego Otto wyrabiał, to dostałby wykład o tym, że zaraz zrobi sobie krzywdę. A Gigi siedziałaby tuż obok niego, no bo w końcu tez brała w zabawie czynny udział! Więc Rogers była skazana na Otto, jego głupotę i niebezpieczne pomysły, ale też na trzymanie tysiąca i jednego sekretów przed panią Barnes, która usłyszałaby wszystko, nawet będąc w bardzo głębokim śnie. Co innego gdy chodziło o jego ojca — wystarczyło mu dać do ręki wędkę, kij golfowy albo szpatułkę do grilla i można było mu powiedzieć nawet to, że właśnie planowało się skok na bank, po którym miał nastąpić efektowny skok z dachu do środka lecącego helikoptera, a on tylko pokiwałby głową z uznaniem i powiedział, że życzy powodzenia. Dwa minusy najwyraźniej faktycznie dawały plusa, bo z dwójki ludzi niezbyt kwapiących się do niebezpiecznych rzeczy powstał Otto, którego aż do nich ciągnęło.
Szybko podszedł do pracownika budki, wypożyczając nie tylko dwa skutery, ale też odpowiednie buty, kaski, gogle i rękawice, bo jednak chciał, żeby to była dobra zabawa, a nie coś nieodpowiedzialnego — zawsze starał się zachowywać choć odrobinę rozsądku, bo jednak, wbrew pozorom, nie spieszyło mu się na wózek albo bycie przykutym do łóżka. Sporty ekstremalne były niebezpieczne, fakt, ale były odrobinę bardziej bezpieczne, gdy najpierw odpowiednio się do nich przygotowało.
- Rundka wokół jeziora, czy inaczej to widzisz? - Zapytał, gdy byli już ubrani, a pracownik dał im szybką instrukcję obsługi pojazdów i tego, jak zachowywać się w trakcie jazdy — pod górkę wjeżdżać klęcząc i nie zatrzymywać się w połowie, a zjeżdżać bez dużej prędkości i siedząc głęboko w siedzeniu (chociaż to pierwsze akurat niezbyt mu się podobało). On był gotowy do jazdy i chociaż wiedział, że skuter nie ma szans, by zastąpić motor na podium, to był pewien, że i tak będzie się dobrze bawił, a już szczególnie z takim towarzystwem.

Gigi Rogers
24 lat
196 cm
siatkarka
Gigi Rogers
Awatar użytkownika
opis
dobrze, że 24 to liczba przejściowa, bo na wszystko czuję się za stara albo wciąż za młoda

Była zbyt wysoka, żeby móc poszczycić się wyjątkową koordynacją ruchową. Nawet na boisku Gigi zachowywała się dość nieporadnie. Wprawdzie dwoiła się i troiła, chcąc wesprzeć koleżanki w obronie, ale zwykle kończyło się to jakimś bezwładnym upadkiem; przewracała się na bok jak kłoda, wyrzucając nogi w powietrze. Nie miała nic wspólnego z byciem demonem prędkości, a jej refleks mocno kulał, bo zanim ruszyła do piłki, ta już odbijała się o parkiet. Nic dziwnego, że trenerzy zazwyczaj zwalniali swoje atakujące z przyjęcia i Rogers miała na boisku tylko jedno zadanie - zdobyć jak największą ilość punktów.
W wysłuchiwaniu morałów Betty Barnes najgorsze był fakt, że kobieta nie miała pretensji do niej. Wydzierała się na Otto jak szalona, po czym odwracała się do Gigi i używała słów w stylu dobrze, że nic ci się nie stało, kochanieńka. Zupełnie jak pani Weasley, która obwiniała swoich synów za wszystkie wybryki i chociaż Harry Potter również brał w nich udział, w jej oczach zawsze wyglądał niewinnie. Rogers wielokrotnie próbowała stawać w obronie przyjaciela. Ba, nie raz chciała wziąć całą winę na siebie, jednak Betty zbyt dobrze znała swojego syna, żeby uwierzyć w takie bzdury. I owszem, siatkarce można zarzucić wiele, ale na pewno nie można oskarżyć ją o bycie kapusiem!
Chyba cię prącie swędzi – skwitowała krótko, mierząc Otto chłodnym spojrzeniem. – Oczywiście, że nie będę paplać. Ale jeśli zobaczy nas ktokolwiek ze znajomych twojej mamy i dotrze do niej informacja, że jeździmy na skuterach śnieżnych, to ja umywam ręce – uniosła obie dłonie w obronnym geście, aby później Barnes nie miał jakichś wyrzutów.
Nietrudno zauważyć, że Gigi miała problem z asertywnością i po chwili już wciskała na siebie kombinezon z nieco przykrótkimi rękawami. W trakcie zakładania gogli, w których oboje wyglądali jak muchy, wpadła na świetny plan, żeby w trakcie jazdy komunikować się przy pomocy zestawu głośno mówiącego, bo przecież żadne z nich nie ruszało się z domu bez airpodsów. Nie obyło się też bez sprawdzenia, czy Otto aby na pewno dobrze zapiął kask. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Niby miał w tym wprawę, ale Gigi wolała się upewnić, tak dla świętego spokoju. Głupio byłoby, gdyby rozwalił sobie ten pusty łeb.
Ze skupieniem wysłuchała instrukcji, a kiedy Barnes chciał już ruszać, ona zaczęła zadawać jeszcze kilka pytań. Jak ta jedna uczennica, która po skończonych lekcjach na pytanie, czy są jakieś pytania, obsypywała nauczyciela setką zagwozdek. Dopiero po tym, jak dowiedziała się wszystkie, czego chciała, usiadła wygodnie za sterami pojazdu i zacisnęła palce na kierownicy.
Najpierw wokół jeziora, a później na polanę – skinęła głową, ale zanim uruchomiła skuter, wyciągnęła się jak długa i położyła Otto rękę na ramieniu. – Tylko nie gnaj jak wariat i mnie nie zgub – poprosiła i zamknęła szybkę od kasku, wykonując połączenie z kontaktem, znajdującym się na szczycie liście ulubionych. – Halo, ryba, tu akwarium. Jak mnie słyszysz? – zapytała, nasłuchując sapania po drugiej stronie słuchawki. – Dyszysz jak stara piaskarka – parsknęła pod nosem, jednocześnie wprawiając maszynę w ruch.
W prowadzeniu skutera śnieżnego najcięższe okazał się przejazd przez zaspy. Trzeba było mocno się trzymać, żeby nie stracić równowagi i nie spaść na ziemię i chociaż Gigi miała prawo jazdy odkąd skończyła szesnaście lat i uchodziła za nienagannego kierowcę, to jazda samochodem, nawet dużym pickupem mamy, wydawała się bezpieczniejsza.

Otto Barnes
24 lata
186 cm
ściga się na motorkach
Otto Barnes
Awatar użytkownika
opis
Kretyn, który oklepanymi tekstami na podryw rzuca mniej więcej tak często, jak często sięga po zajęcia, które dostarczą mu kopa z adrenaliny. Kiedy nie startuje w wyścigach to je ostre jedzenie, wpada na głupie pomysły albo flirtuje ze swoją niepodrywalną sąsiadką. Albo wszystko to naraz, bo co miałoby niby go ograniczać?

Gigi miała trochę racji w tym, że to koleżanki matki byłyby największym problemem, bo one nie miały wobec niego żadnej, ale to ŻADNEJ lojalności i gadały na niego, jak tylko nadarzyła się jakaś sposobna okazja. I dlatego też przestał im już dawno temu mówić dzień dobry, bo kto to widział, żeby podpierdalać tak bezczelnie syna przyjaciółki rzeczonej przyjaciółce. Dorosłego syna do tego, który w końcu nie robił nic nielegalnego. Zrozumiałby, jakby raczył się narkotykami, napadał na sklepy czy kradł dzieciom cukierki, ale on tylko czerpał z życia garściami i uważał to całe donosicielstwo za skandal. Betty jednak albo niezwykle mocno kochała swojego syna, tylko strofując go za bardziej niebezpieczne wybryki, ale jednak pozwalając mu robić to, na co miał ochotę, albo już dawno pogodziła się z faktem, że nawet jakby zamknęła go w jakiejś wieży dla jego własnego bezpieczeństwa, to on by i tak z niej wylazł i zszedł po ścianie i do tego by się cieszył, bo byłoby niebezpiecznie. No, w sumie obie te rzeczy się nie wykluczały.
Później wydarzyło się kilka rzeczy: najpierw Otto z radością zgodził się na genialny plan przyjaciółki z rozmową przez słuchawki, następnie przewrócił oczami tak bardzo, że prawie je sobie nadwyrężył, gdy niczym zatroskana matka pięciolatka sprawdzała, czy dobrze zapiął kask (zupełnie tak, jakby nie robił tego od lat), a na koniec w bardzo dramatyczny sposób opadł z jękiem niezadowolenia na kierownicę, gdy zamiast ruszyć, zaczęła wypytywać pracownika o jakieś kompletnie bezużyteczne, w jego mniemaniu, rzeczy. Dostali przecież instrukcję jak używać skuterów, wiedzieli, że trzeba jechać i się nie zabić i to, gdzie były hamulce. Jak dla niego wszystko było jasne.
- Zadałaś tyle pytań i nie słuchałaś, jak mówił, że szybsza jazda jest bezpieczniejsza od ślimaczego tempa? - Zapytał, zamykając własny kask i odebrał połączenie, W KOŃCU odpalając skuter, chociaż grzecznie czekał, aż Gigi zrobi to samo, taki był z niego dobry i wyrozumiały przyjaciel, wiadomo. - Słyszę cię, aż za dobrze. - Odparł, patrząc na nią ze zniecierpliwieniem, no bo nadal stali, niedopuszczalne. - A ty brzmisz, jakbyś miała zatwardzenie, zluzuj majty Rogers i wciskaj gaz, bo się tu zestarzejemy. - Zaczepił, zaraz ruszając z miejsca i w końcu czując tą jego ukochaną adrenalinę, gdy tylko lekko przyspieszył. - Dawaj młoda, pamiętaj, szybko znaczy bezpiecznie! - Rzucił ze śmiechem, ciesząc się, że mimo ładnej pogody zbyt wiele ludzi nie zdecydowało się na spacer w okolicach jeziora i mogli sobie bezkarnie szaleć, a przynajmniej Otto mógł, bo doskonale wiedział, że to on był tym bardziej powalonym z ich dwójki. - Założę się, że mnie nie dogonisz i pierwszy zrobię okrążenie. - Rzucił jej wyzwanie, manewrując nad kolejną zaspą śniegu. - Przegrany stawia obiad tam, gdzie sobie tego zażyczy zwycięzca. - Dopowiedział, żeby jakoś ją zachęcić do wyścigu i obejrzał się, czy na pewno jeszcze się za nim wlokła, po czym znów przyspieszył.

Gigi Rogers
24 lat
196 cm
siatkarka
Gigi Rogers
Awatar użytkownika
opis
dobrze, że 24 to liczba przejściowa, bo na wszystko czuję się za stara albo wciąż za młoda

Niby jakim cudem szybsza jazda jest bezpiecziejsza od tej spokojniejszej?! – rzuciła do słuchawki z nieukrywaną pretensją w głosie. – Nie ma w tym żadnej logiki! – dodała, a trzeba zaznaczyć, że Gigi lubiła, jak coś było spójne i posiadało sens. Potrafiła pojać, że wolna jazda na tarsie mogła stanowić zagrożenie dla innych kierowców, bo ślamazarnym tempem blokowało się ruch i ktoś mógłby z rozpędu wjechać im w tyłek, ale tutaj? Nad jeziorem? Stosując się do zaleceń Otto, to szybką jazdą pewnie zatrzymałaby się najbliższym drzewie.
Mimo to, Rogers wcisnęła gaz i skupiła się na tym, żeby nie zobczyć pojazdem z wyjeżdżonej ścieżki. Przez pewien moment nawet zrównała się Barnesem, do czego zmotywował ją darmowy obiad, ale przy kolejnym zakręcie znów straciła prędkość. Musiała hamować, nie chciała przecież wlecieć na zamarzniętą tafle jeziora, które - znając szczęście Gigi - pewnie pękłoby pod ciężarem śnieżnej maszyny, ona wpadłaby do wody, utknęła pod lodem i utonęła.
Ale wiesz, że to jest niesprawiedliwe? – na prostej znów prawie doścignęła przyjaciela, ale znów musiała zawalniać przy zakręcie, żeby nie wypaść z trasy. – Jesteś taki mądry, bo jeździ na co dzień, śmieciu. Ciekawe czy po drugiej stronie siatki byłbyś taki cwany, jakbym zafudnowała ci do dobioru gwoździa z prawego skrzydła – to oczywiste że nie mogła równać się z nim w jego dyscyplinie. Otto każdego dnia dosiadał crossa, więc dla niego jazda quadami i skuterami, nawet tymi śnieżnymi, nie stanowiła najmniejszego probelmu. Natomiast Rogers musiała wytężyć wszystkie zmysły, żeby utrzymać prawidłowy balans ciała, co przy jej wzrościę było nie lada wyzwaniem.
I nikogo nie powinno zdziwić, że to właśnie Barnes jako pierwszy pokonał okrążenie wokół jeziora. Sama Gigi nie była tym ani trochę zaskoczona. To wcale nie tak, że poddała się na starcie przez świadomość braku szans. Naprawdę robiła, co mogła, ale po pierwsze - trochę bała się iść na całość, a po drugie - z jeżdżeniem na podobnych machinach miała tyle wspólnego, co ją Otto podrzucał do szkoły i ze szkoły.
Składam zażalenie – oznajmiła, kiedy zatrzymali się po drugiej stronie jeziora. – Ty urodziłeś się za kierownicą, więc to oczywiste, że zawsze wygrasz ze mną w takich zawodach. Co z ciebie za facet? Powinieneś przynajmniej dać mi wygrać, żeby mnie to podbudowało. Mało się ostatnio naprzegrywałam? – fuknęła pod nosem, ale szybko podniosła w kasku szybkę i Otto mógł dotrzec niemałe rozbawienie w oczach Gigi. Była sportowcem, musiała jakoś sobie razdzić z porażkami, choć nie lubiła ich ponosić, chyba jak każdy człowiek. To śmieszne, ale najgorzej przeżywała te w grach planszowych. Szczególnoście podczas gry w monopoly i uno, o czym Barnes pewnie przekonał się niejednokrotnie na swojej skórze, kiedy Rogers ciskała w nimi papierowymi pieniędzmi albo kolorowymi kartami. – I co? Niby mam ci jeszcze obiad postawić? – pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem. – Dobra, lepiej gadaj gdzie pójdziemy. Ale za nim zaczniesz się obrzerać, oczekuję rewanżu – zabębniła palcami o kierownicę, dając mu do zrozumienia, że powinni wykonać kolejne okrężenie i zajechać na wspominają wcześniej, leśną polanę.

Otto Barnes
24 lata
186 cm
ściga się na motorkach
Otto Barnes
Awatar użytkownika
opis
Kretyn, który oklepanymi tekstami na podryw rzuca mniej więcej tak często, jak często sięga po zajęcia, które dostarczą mu kopa z adrenaliny. Kiedy nie startuje w wyścigach to je ostre jedzenie, wpada na głupie pomysły albo flirtuje ze swoją niepodrywalną sąsiadką. Albo wszystko to naraz, bo co miałoby niby go ograniczać?

Zaśmiał się krótko, słysząc jej słowa i nawet lekko pokręcił głową, bo oczywiście, że się z nim nie zgadzała i musiała znaleźć jakieś "ale" w jego perfekcyjnie logicznym planie.
- Takim cudem, że nie umrę dzięki temu z nudów! - Odparł, dociskając własnego gazu żeby udowodnić jej, jak świetnie się bawił. - Zresztą może zabierzesz tu koleżanki z drużyny na jakiś team building i będziesz mogła im pokazać, że nie jesteś frajer-ślimak. - Wzruszxyłby ramionami, gdyby nie był aż tak skupiony na jeździe i drodze przed sobą, ale niezależnie od wykonannych, czy też nie, gestów, bytł pewien, że gdyby Gigi faktycznie zabrała swoje Montańskie Miśki, jak to on lubił je nazywać, na zabawę na skuterach, to po tym hartowaniu się u jego boku wyglądałaby jak prawdziwy profesjonalista.
- Lubię sporty ekstremalne, ale jeszcze bardziej lubię moje nadgarstki w stanie nienaruszonym, więc za gwoździe podziękuję. - Parsknął śmiechem, doskonale wiedząc, że gdyby faktycznie zaserwowałaby mu taką piłkę, to pewnie, odebrałby ją, ale twarzą, ewentualnie zaliczył bliski kontakt z parkietem, próbując uciec przed atakiem. No bo nie mógł sobie pozwolić na złamany nos przecież! Mógł z nią ćwiczyć siatkówkę - sport, do którego sam sięnigdy nie przekoanł tak, by grać w niego z pasją, ale za to oglądał zawsze z zapartym tchem - poprzez odbijanie piłki czy wystawianie jej specjalnie bardzo złych serwów, żeby musiała się nabiegać, ale dogorywająca resztka jego zdrowego rozsądku mówiła mu, że raczej odbiór jej ataków nie był najlepszym pomysłem. Proszę państwa, oto dowód na to, że Otto Barnes miał jeszcze jedną szarą komórkę i zdarzało jej się czasem działać.
Prawda była taka, że nie dał z siebie stu procent, nawet jeśli jego duch rywalizacji niemal krzyczał, by zostawić Gigi w tyle i gnać przed siebie, chcąc sprawdzić, jak szybko maszyna mogła pruć przez śnieżne zaspy. W jego mniemaniu ten ich wyścig był sprawiedliwy, bo przecież przyhamował swoje umiejętności, by Gigi mogła mieć szansę na zwycięstwo.
- Dawanie fory jest niesportowe i niepedagogiczne. Porażki budują charakter, a zwycięstwa z litości tylko sprawiają, że przegrane później bolą bardziej. - Wyjaśnił, wzruszając przy tym ramionami, bo sam zdążył już w życiu przegrać i to nie raz (ani nie dwa!), a mimo to próbował dalej, każdą kolejną porażkę uznając za lekcję, z której można było coś wyciągnąć. Okej, prawie każdą, czasem po prostu się wkurzał i razem z kolegami zapijał smutki, ale był zdania, że każdemu czasem się to należało. - Nooo, taki był zakład, więc tak. Marzą mi się burgery z tej budy, co nie wygląda, ale potrafi. - Oczami wyobraźni już widział swój ulubiony punkt w menu, pełen ostrego sosu. - No to dawaj ten twój rewanż. - Zgodził, bo oczywiście, że się zgodził, nie powinno to nikogo dziwić, Otto rzadko kiedy odmawiał w końcu wyścigów czy innych rywalizacji.
I ruszyli, mknąc przez teren i zapewne znów by wygrał, gdyby nie jedna szczególnie niemiła zaspa, która zagrzebała mu nieco płozy, sprawiając, że stracił kilka cennych sekund. I to faktycznie bardzo cennych, bo ta mała wtopa sprawiła, że Gigi miała szansę go wyprzedzić, a że niebezpiecznie zbliżali się do umówionego miejsca, to Otto nie zdążył jej przegonić, gdy oboje zajechali na polanę niemal w tym samym momencie. Niemal, bo Otto doskonale widział, że wyprzedzała go przynajmniej o połowę długości pojazdu.
- I widzisz, raz przegrywasz, raz wygrywasz. Takie prawo świata. - Stwierdził, dając wcześniej czas Gigi, by ta mogła się pocieszyć z tego swojego sprawiedliwego zwycięstwa, bo w końcu jej się należało. I nie czuł żadnego ukłucia porażki, bo jednak był to przyjacielski wyścig dla zabawy, a nie mistrzostwa o tytuł najlepszego śnieżnego skuterowicza Montany i przegrał z Gigi, a jej zwycięstwa zawsze go cieszyły w końcu. No, może trochę mniej cieszyły, gdy oznaczały jego porażkę, ale nadal cieszyły! - To co, każdy kupuje obiad dla drugiej osoby, czy co robimy? - Zmarszczył brwi, choć pod kaskiem nie było tego widać, no ale kwestia nagrody za wyścig nieco się pokomplikowała, a wizja ostrego burgera zaczęła się rozmywać w niepewności.

Gigi Rogers
24 lat
196 cm
siatkarka
Gigi Rogers
Awatar użytkownika
opis
dobrze, że 24 to liczba przejściowa, bo na wszystko czuję się za stara albo wciąż za młoda

Gdyby miała zabrać koleżanki z drużyny gdzieś, gdzie miałyby wzmacniać więzi, pewnie - tak dla odmiany - zaciągnęłaby je na boisko do siatkówki. Zresztą właśnie na tym polegała ich relacja, na codziennych treningach. A po wygranych meczach (i w sumie po przegranych również) chodziły opijać zwycięstwo (albo porażkę) do lokalnych barów, w zależności, w jakim mieście akurat odbywał się turniej. Sporadycznie spotykały się poza miejscem pracy, ale ileż można ze sobą przebywać, jak i tak widywały się dzień w dzień, spędzając ze sobą kilka długich godzin? To już lekka przesada.
Nic dziwnego, że na wzmiankę o team buildingu wywróciła oczami, czego Otto nie mógł zobaczyć, bo miała na głowie kas, a poza tym gnał jak nienormalny, więc nawet nie zdążyłby dostrzec tego wymownego gestu.
Szczerze powiedziawszy, Rogers nie chciałaby narażać nadgarstków Barnesa na złamania otwarte. Nie uważała przyjaciela za jakąś miękką faję, ale niewiele miał wspólnego z siatkówką i piłkami lecącymi z prędkością ponad stu kilometrów na godzinę. Mogli co najwyżej poodbijać ją sobie przez siatkę górnym i dolnym sposobem, tak w ramach rekreacji. Chociaż uciekanie przed wystrzelonym pociskiem z rąk Gigi chyba powinno dostarczyć mu minimalną ilość adrenaliny, nieprawdaż?
Dobra, weź – odparła błyskotliwie na jego wymądrzanie się na temat niesportowego zachowania w postaci dawania taryfy ulgowej. Jakby sama nie była sportowcem i nie wiedziała, jak to działa. – Gadasz jak mój stary – teraz Otto już mógł dostrzec tę ostentacyjną przewrotkę oczami, bo akurat zatrzymali się na chwilę i Rogers z premedytacją podniosła szybę w kasku, żeby w całej okazałości zaprezentować mu, jak bardzo miała gdzieś to jego umoralnianie. – Najważniejsza rzecz w życiu to uczyć się czegoś za każdym razem, kiedy się przegrywa – zacytowała ojca, z którym praktycznie nie miała kontaktu, doskonale imitując jego głos. – Bla bla bla. Gówno. Jestem w rozsypce, Barnes. Przegrałam najważniejszy mecz w swojej dotychczasowej karierze, a ty nie możesz przez chwilę poudawać, że zapomniałeś jak jeździ się na tych motropodobnych machinach? Beznadziejny z ciebie przyjaciel – dodała poważnym tonem, ale oczywiście nie mówiła tego serio. Otto był najlepszym przyjacielem i nie mogła wymarzyć sobie lepszego. Ale prawdziwa przyjaźń opierała się na bezustannych docinkach, co było jej kwintesencją.
Nie miała nic przeciwko burgerom z budy, w której było tanio i dobrze. Nieczęsto jadała takie rzeczy, ale po porażce w półfinale miała do tego pełne prawo. Ale najpierw chciała skopać Otto tyłek w rewanżu. W zasadzie wiedziała, że nie jest to niemożliwe. Wystarczyło, że ten miał pecha na zaśnieżonej szosie, co znacznie go spowolniło i tym razem to Gigi mogła cieszyć się ze zwycięstwa. Wprawdzie w pierwszej chwili podejrzewała przyjaciela, że ten po prostu odpuścił i dał jej wygrać, tak dla świętego spokoju, ale po zmierzeniu go przenikliwym spojrzeniem wiedziała, że wygrała ten wyścig uczciwie.
Frajer jesteś i tyle! – klepnęła go z otwartej dłoni w kask z taką siłą, że pewnie zadzwoniło mu w uszach. – Ale wiesz co? Znaj łaskę pani, bo tak się składa, że ja też mam ochotę na burgera. Tylko nie z tym ostrym sosem, po którym zawsze piecze dwa razy. Oni tam takie turbo grube frytki z sosem ranch – przypomniała sobie i aż jej ślinka pociekła na samą myśl o tych ociekających tłuszczem ziemniakach. – Nie będziemy przecież teraz łazić po kilku knajpach tylko po to, żeby kupić sobie nawzajem obiady. Poza tym narobiłeś mi obrzydliwej ochoty na niezdrowego burgera z podwójnym mięsem – Gigi wymierzyła w Barnesa oskarżycielsko palcem, jakby to wszystko było jego winą. No bo było, przecież to akurat oczywiste.

Otto Barnes
24 lata
186 cm
ściga się na motorkach
Otto Barnes
Awatar użytkownika
opis
Kretyn, który oklepanymi tekstami na podryw rzuca mniej więcej tak często, jak często sięga po zajęcia, które dostarczą mu kopa z adrenaliny. Kiedy nie startuje w wyścigach to je ostre jedzenie, wpada na głupie pomysły albo flirtuje ze swoją niepodrywalną sąsiadką. Albo wszystko to naraz, bo co miałoby niby go ograniczać?

Na nic były jej oskarżenia i twierdzenia, że Otto był beznadziejny, bo Otto niestety miał w sobie tę jedną, bardzo brzydką cechę (dobra, miał ich więcej, ale w tym momencie najbardziej liczyła się właśnie ta jedna!), którą była niepodważalną pewność siebie i dobrze wiedział, że Gigi wcale tak nie myśli. A może wywodziło się to też z tego, że po prostu za dobrze ją znał i doskonale wiedział, że nie miała tego na myśli, ale chciała mu dopiec. On jednak się tym wszystkim nie zrażał, a przynajmniej do momentu, aż ta nie zada mu jakiegoś cios poniżej pasa, chociaż nie wiedział, czym miałby on być.
- Jestem zajebistym przyjacielem, szczery do bólu i za to mnie właśnie kochasz bezgranicznie. - Odparł jej tylko z pewnością, wzruszając przy tym ramionami, bo przecież było to coś niezwykle oczywistego, jak poniedziałek następujący po niedzieli — z wyjątkiem tego jednego razu, jak niedzielny dzień był intensywny, noc przeciągnęła się do białego rana, a gdy Otto padł na łóżko, to obudził się we wtorek po północy i teoretycznie poniedziałku nie zaznał, ale co pospał czternaście godzin, to jego.
Był pewien, że gdyby dał jej fory, to prędko by go przejrzała no i czy miałoby to sens, czy może tylko dałoby wrażenie, że nie wygrałaby, gdyby on nie oszukiwał na jej korzyść? A tak to wszystko pięknie sprawiedliwie, nic tylko klaskać. Albo ocierać łzy chusteczką, jeśli było się jego matką i ta wpadka w zaspie już aż tak człowieka zestresowała.
- Mhm, a frajerzy trzymają się razem, dlatego właśnie się przyjaźnimy. - Oznajmił, po czym skrzywił się, czując uderzenie w kask i przez moment rozważał odłączenie się i zostawienie Gigi z tyłu, ale szybko się tego pomysłu pozbył. - Zapomniałem o tych frytkach. Będziesz mnie wytaczać z lokalu. - Zagroził, bo miał zamiar najeść się jak głupi i niczego nie żałować, pewien, że i tak prędko to wszystko spali. - No to co, oddajemy skutery i idziemy podwyższyć sobie cholesterol? - Zapytał, ale nie dał jej zbyt dużo czasu do namysłu, bo zaraz ruszył przed siebie, robiąc pokaźne kółko wokół polany i czekając na jej ruch, bo jednak dla niego teraz wizja jedzenia była ważniejsza niż przyjacielskie wyścigi. No, chyba że mieli się pościgać w tym, kto szybciej zje swoją porcję.

Gigi Rogers
ODPOWIEDZ