24 lat
196 cm
siatkarka
Gigi Rogers
Awatar użytkownika
opis
dobrze, że 24 to liczba przejściowa, bo na wszystko czuję się za stara albo wciąż za młoda

042

changes come, i watch them grow
in your eyes, an ancient glow
i caught a glimpse, a dangerous smile
oh my god, she's a wild child no




Dwa tygodnie musiały wystarczyć, żeby nie tyle pogodzić, ile oswoić się z bolesnymi porażkami. Niedźwiedzie miały przed sobą do rozegrania kilka zaległych meczów w lidze, w której na razie plasowały się na czwartym miejscu. Przez udział w turnieju o mistrzostwo kraju, trzeba było poprzekładać kilka spotkań, ale wciąż mogły powalczyć o lepszą pozycję, żeby w play-offach trafić na słabszą drużynę z połowy tabeli. Do tego potrzebne były jednak porządne przygotowania, o co zadbał sztab drużyny. Trener Turner postanowił zorganizować wyjazd do Big Timber - malowniczej miejscowości w hrabstwie Sweet Grass na południu Montany, która praktycznie graniczyła ze stanem Wyoming. Miał to być ponad tygodniowy pobyt skupiony na intensywnych treningach i w grę nie wchodziły tutaj żadne pijackie wygłupy, bo jeśli Niedźwiedzie naprawdę chciały cokolwiek wygrać w tym sezonie, naprawdę musiały spiąć pośladki i wziąć się w garść.
Ich morały trochę zwiędły, o czym świadczyły nieobecne spojrzenia i jakiś brak motywacji, że jeszcze zdołają coś z siebie wykrzesać. Chyba każda z dziewczyn liczyła na medal w turnieju, a mecz o brąz jakoś wypłukał je z dalszej motywacji.
Nie chcę widzieć tych skwaszonych min – zastrzegł Turner, kiedy wysiadały z autokaru przed halą sportową mieszącą się tuż obok niedużego, ale przyzwoitego motelu. – Dzisiaj od razu zaczniemy od treningu, więc weźcie z bagażnika tylko podręczne torby. Mam dla was małą niespodziankę – dodał jeszcze, po czym w towarzystwie Stephena udał się do przeszklonego budynku.
Niespodziankę? – powtórzyła po nim Torres, zarzucając sobie swoją torbę na ramię. – Nienawidzę niespodzianek. O co może mu chodzić? – zerknęła na koleżanki z wysoko uniesionymi brwiami.
To Turner – oznajmiła Gigi i po tym, jak wygrzebała z bagażnika swój ekwipunek, zanurzyła się wewnątrz autokaru jeszcze głębiej, żeby sięgnąć po torbę Cooper. – To może być dosłownie wszystko – stęknęła głośno, a kiedy już udało jej się chwycić sportowy bagaż Lizzy, wręczyła go jej z uśmiechem. Odkąd zaczęły spędzać ze sobą więcej czasu, ich relacja nabrała zupełnie innego poziomu. Tylko że tutaj, w Big Timber, znów będą musiały trzymać dystans, żeby nie narazić się na uszczypliwe docinki dziewczyn, a zwłaszcza Villedy, która w dalszym ciągu traktowała Tuman jak powietrze.
Och, mam nadzieję, że nie rzuci nas od razu na głęboką wodę – westchnęła Hentz między jednym a drugim rozciągnięciem ramion. – Po tych wszystkich wolnych dniach nie jestem gotowa na żadne większe wyzwania – wyznała i Rogers utożsamiała się z nią w stu procentach. Sama zdążyła się porządnie rozleniwić, zupełnie odcięła się od ćwiczeń i zamiast siłowni, wybierała serialowe seanse u Cooper. A grać, to co najwyżej grały w planszówki albo w szachy, bo Gigi obrała sobie za punkt honoru, że nauczy libero czegoś więcej niż zwykłych podstaw składających się na poruszanie figurami po szachownicy.
Ej, a jakiś obiad? – odezwała się z tyłu Villeda. – Nie mogę tak funkcjonować z pustym żołądkiem – złapała się teatralnie za brzuch i w normalnych warunkach usłyszałaby od Tuman kąśliwą uwagę, ale ta postanowiłam nie reagować; stała gdzieś z boku i pomagała Smith naprawić suwak przy torbie, który podczas próby odsunięcia zamka przytrzasnął od wewnątrz kawałek materiału.
Hala w ośrodku sportowym Big Timber robiła wrażenie. Nie to, co w przypadku ośrodka w Highwood, bo chociaż ten sentymentalnie przypominał Gigi o wielu miłych chwilach, to jednak nie umywał się do tego, co ujrzała w środku. Wszystko było świeżo odmalowane i wyremontowane - ściany, parkiet, długie korytarze z plakatami informacyjnymi. Nawet szatnie, w których zwykle cuchnęło stęchlizną, to tutaj nie można było się do niczego przyczepić.
Na pewno z twoim palcem jest już w porządku? – zwróciła się do Cooper, kiedy przebierały się w treningowe koszulki. Dobrze wiedziała, że po kontuzji wcale nie tak łatwo wracało się do formy. Niby chodziło tylko o kciuka, ale w ich zawodzie sprawne ręce stanowiły podstawę. Nie można dobrze przyjąć piłki czy zaatakować bez w pełni zdrowej dłoni. To znaczy można, ale to narażało na powtórny uraz, co wiązało się z wykluczeniem z rozgrywek, czego zwykle każda siatkarka wolała uniknąć.

Lizzy Cooper
24 lata
159 cm
siatkarka
Lizzy Cooper
Awatar użytkownika
opis
Pogodna, lecz charakterna. Uwielbia sport, dobrą książkę i masło orzechowe w nienaturalnych ilościach.

Dla Lizzy dwa tygodnie były zdecydowanie długim czasem, by na spokojnie pogodzić się z porażką po przegranych mistrzostwach stanów. Naturalnie przeszła proces od obwiniania się o każdą nieodbitą piłkę, po co mogłam zrobić inaczej, przez złość, smutek i rozżalenie, by finalnie odhaczyć akceptacje i przede wszystkim motywację, by następnym razem być lepszą. Nie miała zamiaru się poddawać. To był sport. W sporcie nie dało się ciągle wygrywać, w nim trzeba było umieć wyciągnąć wnioski z porażek i iść przed siebie z wysoko podniesioną głową, wysokim ego i desperacją, by ciągle stawać się lepszym i lepszym. Dlatego kiedy Turner oznajmił im, że wyjeżdżają na tydzień do Big Timber, by przygotować się do drugiej tury ligi, Cooper była gotowa jak jeszcze nigdy. Z palcem było już wszystko dobrze, nawet miała już oficjalne przyzwolenie na granie w siatkówkę. Jedyne co, to dostała elastyczną ortezę stabilizującą na kciuka, w której musiała ćwiczyć przez co najmniej następne trzy tygodnie, ale to akurat był najmniejszy problem.
Z zadziwiająco dużym entuzjazmem wyskoczyła z autokaru, nie mogąc już się doczekać, by po tak długiej przerwie w końcu dotknąć piłkę. Złapała od Rogers swoją torbę, dziękując za wyciągnięcie jej z luku, doprawiając wszystko słodkim, lecz delikatnym uśmiechem. Ostatnio z Gigi wszystko układało się wyjątkowo dobrze. Ilość kłótni zniwelowały do absolutnego minimum, spędziły ze sobą praktycznie całą przerwę od grania i zbliżyły jeszcze bardziej, nie wspominając już o mniejszych lub większych dotykach, które niekoniecznie zawsze były z przypadku. Ale to była ich słodka tajemnica, skryta pomiędzy delikatnymi posunięciami obuszków po nagiej skórze, wydłużonymi spojrzeniami i drobnymi gestami, bez zbędnych słów i analizowania. Tak po prostu było i Cooper wcale to nie przeszkadzało.
Niespodzianka? – podłapała temat zarzucony przez trenera, w międzyczasie rzucając podejrzane spojrzenie w kierunku Stephena, który akurat wyciągał swoją mini walizkę z autokaru. – Weź zdradź rąbka tajemnicy – posłała mu zachęcające spojrzenie, jednak jak to na Morrisa przystało, Stephen zaciągnął jedynie czapeczkę na oczy i ruszył ślamazarnym truchtem w stronę wejścia.
Nic ode mnie nie wyciągniesz, Cooper – krzyknął jeszcze na odchodne, na co Lizzy jedynie rozłożyła ręce w geście zdezorientowania, jedynak szybko otrząsnęła się z tego dziwnego widoku i sama ruszyła w stronę wejścia do ośrodka w towarzystwie dziewczyn. ‘
Ośrodek sportowy w Big Timer miał w sobie o wiele więcej klasy niż ten w Highwood. Nie tylko sam obiekt sprawiał wrażenie stabilniejszego i nowszego, to hala znajdująca się tuż obok robiła ogromne wrażenie. W końcu to właśnie tutaj zawsze przygotowywała się reprezentacja juniorek Stanów Zjednoczonych do sezonu reprezentacyjnego. Musiał więc być idealnie przystosowany do szkolenia sportowców.
Chodźcie od razu do salki konferencyjnej – Turner odezwał się kiedy wszystkie znalazły się już w środku. – Potem się zarejestrujecie na recepcji i odbierzecie klucze – dodał, oparty o ladę, podpisując jakieś dokumenty, które następnie podał szeroko uśmiechniętej pani.
Ale trenerze, a co z siku?! – Villeda wyskoczyła przed szereg jako pierwsza. – Przejechaliśmy masę kilometrów, nie możemy mieć chociaż pięciu minut? – jęknęła teatralnie, pokazując, jak bardzo była zmęczona i jak bardzo potrzebowała tej niewielkiej przerwy na, chociażby złapanie oddechu. I jak większość dziewczyn wciąż miała z nią kosę i niewyjaśnione sprawy z meczu, tak niczym jeden mąż kiwnęły głowami, zgadzając się z jej słowami. Kurwa, jechały kilka dobrych godzin z jedynie jednym postojem, każdej przyda się szybka toaleta.
Czasami żałuje, że nie trenuje facetów – Turner westchnął pod nosem, rzucając uwagę bardziej do siebie niż do reszty zgromadzonych, jednak wciąż każdy znajdujący się w pomieszczeniu był go w stanie usłyszeć. – Dobrze, w takim razie macie dziesięć minut. Dokładnie piętnasta dwanaście widzę was w sali tej na końcu korytarza. Ta, która się spóźni, będzie robić cztery razy więcej okrążeń na rozgrzewce, rozumiemy się? – zagroził, po czym z gniewną miną odszedł w stronę maszyny z przekąskami. Kątem oka Lizzy zdążyła przyuważyć, jak kupuje sobie aż dwa czekoladowe marsy.
Na nieszczęście Tuman podział pokoi został już klepnięty i przypisany jeszcze przed meczem finałowym, dlatego biedna Taylor mimo błagań innych koleżanek musiała finalnie skończyć w pokoju z Villedą. I chociaż Lizzy było jej cholernie szkoda, sama nie miała zamiaru zamieniać się z nią miejscami. W końcu sama miała z Sonią wielką kosę i ostatnie czego by chciała, to spędzać z nią jeszcze więcej czasu, czego nie mogła oczywiście powiedzieć o Rogers, z którą finalnie przyszło jej ten pokój dzielić. Ba, na to cieszyła się jak jeszcze nigdy wcześniej, biorąc pod uwagę ich ostatnie relacje i jak dobrze czuły się w swoim towarzystwie. Nie mogła wymarzyć sobie lepszej współlokatorki na tak długi pobyt.
Myślisz, że co to za niespodzianka? – zagadała przez drzwi od kibla, kiedy to już odebrały swoje kluczyki i na szybko pobiegły się odlać. – Bo na początku w sumie pomyślałam, że może jednak obiorą nam tą podwyżkę do dostałyśmy za dobre wyniki po tym fuckupie na mistrzostwach, ale z drugiej strony powiedział, że niespodzianka, a te raczej są pozytywne, nie? Czy nie? – spuściła wodę, umyła na szybko ręcę i wybiegła z kibla, podbiegając do Rogers, która już trzymała otwarte drzwi. Miały cały trzy minuty, żeby znaleźć się w sali konferencyjnej. Bo jeszcze jak Cooper nie miała nic przeciwko bieganiu dłuższego dystansu na rozgrzewce, Rogers na pewno nie była na to skora, o czym świadczył jej dosłowny sprint przez korytarz.
Kto by pomyślał, że taka szybka jesteś, Rogers – zarzuciła, kiedy udało im się wbiec do sali na minutę przed końcem czasu. – Może pomyliłaś jednak dyscypliny – zajęła wolne miejsce pod ścianą, wysuwając obrotowe krzesło obok dla Gigi. Na szybko rozejrzała się po pokoju; chyba wszystkie były na czas. Szok. Turner na pewno będzie zawiedziony, zdążyła jeszcze pomyśleć nim podmiot jej rozmyśleń wszedł przez drzwi w towarzystwie wysokiej, krótko ściętej kobiety po czterdziestce. Zaraz za nimi w drzwiach pojawiła się również Jules Collins z Feniksów i wysoka, szczuplutka blondyneczka z wysoko upiętymi włosami.
O kurwa.

Gigi Rogers
24 lat
196 cm
siatkarka
Gigi Rogers
Awatar użytkownika
opis
dobrze, że 24 to liczba przejściowa, bo na wszystko czuję się za stara albo wciąż za młoda

Villeda narzekała, odkąd tylko wyszła z autobusu. A to jeść, a to siku, a to bolące kolano, bo źle nie miała jak wyprostować nóg podczas podróży. Gorzej niż z dzieckiem. Tylko tym razem wszystkie dziewczyny z drużyny pozostały niewzruszone na jej jojczenie i próby nieudanych żartów. Ale Sonia niestrudzenie nic sobie nie robiła z ignorancji koleżanek i była po prostu Sonią.
W szatni Gigi czym prędzej przebrała się w sportowy strój i wcisnęła na stopy adidasy. Nie miała zamiaru wykonywać dodatkowych okrążeń w ramach pokuty za spóźnienie do sali konferencyjnej. Raz, że lubiła być punktualna, a dwa - naprawdę nie znosiła biegać. Dla niej to była czysta katorga i chyba najgorsza kara z możliwych. Już wolałaby robić pompki albo wisieć na drążku, byle tylko nie musieć kręcić kółek wokół boiska.
Niespodzianka najczęściej jest czymś dobrym – odezwała się, poprawiając sobie sznurówkę przy bucie. – Gdyby Turner miał nam do przekazania coś niedobrego, to raczej powiedziałby, że ma dla nas przykrą informację. Ale nie wiem, może dla niego niespodzianką jest na przykład zdegradowanie do drugiej ligi, dzięki czemu jego zszokowana babka zmartwychwstałaby w magiczny sposób – zaśmiała się i przytrzymała Cooper drzwi, po czym obie pędem rzuciły się przez opustoszały korytarz. Wyszły jako ostatnie, a i tak musiały gnać, żeby zdążyć przed wyznaczonym przez trenera czasem. I po co to wszystko, skoro Rogers i tak musiała biec? Gdzie tu jakaś sprawiedliwość? W dodatku tak się zmachała, że dostała zadyszki.
Od dziś przerzucam się na biegi przełajowe – sprzedała Lizzy kuksańca w bok, sapiąc przy tym jak zdychający mamut. Ledwo usiadła na podstawionym pod tyłek krześle, a jej oczom ukazała się znajoma twarz.
W pierwszej chwili Gigi nie rozpoznała rozgrywającej Feniksów. Pewnie dlatego, że nie spodziewała się jej w Big Timber. No bo co niby tutaj robiła? Drużyna z Arizony chciała zaproponować rewanż czy co do cholery? Obok Collins stała wysoko, szczupła boldynka - włosy miała wysoko upięte w nienaganny kok, a jej smukła twarz nie wyrażała żadnych emocji.
Moje drogie, chciałbym wam przedstawić Claire Petit – Turner wskazał na kobietę w średnim wieku, która skinęła na powitanie głową. – Claire zadba o wizerunek naszego klubu. Zajmie się kontaktami z mediami, prasą i partnerami oraz będzie odpowiadać za realizację wydarzeń – wyjaśnił, po czym wskazał dłonią na szczupłą blondynkę. – W tym sezonie do drużyny dołączy również jej córka, Felicty. Felicity to grająca na przyjęciu reprezentantka Francji, więc każda przyjmująca powinna mieć się na baczności – w tym miejscu spojrzał wymownie na Hentz, Tuman, Miller i Despacito. – Jules Collins już znacie – zerknął na swoją byłą podopieczną, a ta machnęła do zgromadzonych ręką. – Collins to również nasz nowy nabytek. Jej kontakt z Feniksami zakończył się w zeszłym tygodniu, dzięki czemu będzie mogła wesprzeć nas w rozegraniu – tym razem rzucił krótkie spojrzenie Torres i Wurst. Ta pierwsza ściągnęła brwi i skrzyżowała ręce na piersiach, jakby już teraz nie miała zamiaru oddać swojej pozycji na boisku. – Dziewczyny już od dziś zaczną z nami wspólne treningi, dlatego chciałbym, żebyście miło je przyjęły – powiedziawszy to, skierował swój wzrok na Villedę, która chyba chciała wejść mu w słowo, ale zastygła w bezruchu z rozchylonymi ustami. – A teraz zapraszam na boisko. Wraz ze Stephenem podzieliliśmy was na dwie drużyny, zaraz poznacie szczegóły – po tych słowach wyszedł na korytarz w towarzystwie Claire i swojego asystenta, i chociaż przez dłuższą chwilę salkę konferencyjną wypełniła cisza, to po chwili aż w niej zawrzało.
Dziewczyny szeptały coś między sobą, przez co chyba nowe zawodniczki poczuły się trochę niekomfortowo, dlatego Gigi zerknęła porozumiewawczo na Cooper, dając jej do zrozumienia, że zamiast negatywnie nastawiać się na starcie, powinny wprowadzić Petit i Collins w ich skromne, niedźwiedzie progi.
Najpierw skopałaś nam tyłki, a teraz próbujesz wkupić się do drużyny? – Rogers podeszła do Collins, posyłając jej rozbawione spojrzenie, po czym wyciągnęła do niej rękę.
Ciebie też miło widzieć, Rogers – Jules z uśmiechem odwzajemniła uścisk dłoni. – Cześć, Cooper – dodała, potrząsając ręką Lizzy. – Twoje obrony były niesamowite – pochwaliła libero i chyba nie robiła tego wyłącznie z grzeczności, przynajmniej Gigi wywnioskowała to po jej tonie głosu.
Petit, tak? – tym razem Gigi zwróciła się do nowej przyjmującej. – Jesteś reprezentantką Francji i przywiało cię aż tutaj? – w sumie była ciekawa, co się wydarzyło, że ktoś, kto miał na swoim koncie niemałe osiągnięcia, wybrał dalszą ścieżkę kariery w niezbyt znanej drużynie z USA.
Po prostu jestem łasa na dobre pieniądze – wyjaśniła krótko Felicity, podpierając ręce na biodrach. No cóż, przynajmniej szczerze. – I w sumie nie gracie aż tak źle. Zwłaszcza ty, Rogers. Śledziłam wasze mecze. Trochę się tutaj marnujesz, wiesz? – puściła do Gigi oczko, a to sprawiło, że Gigi poczerwieniała. Nie wiedząc, co powinna odpowiedzieć i czy w ogóle powinna się odzywać, podrapała się w tył głowy i wraz z resztą załogi ruszyła na halę, gdzie czekał na nich Turner; w dłoni ściskał swój zeszyt z obszernymi notatkami i namiętnie dyskutował o czymś z Claire.
Kiedy wszystkie zawodniczki zgromadziły się w środku, dmuchnął w gwizdek i nakazał ustawić im się w jednym rzędzie.
Tak, jak wspomniałem, podzieliliśmy was na dwie drużyny i w takim wydaniu chcielibyśmy obejrzeć dzisiejszy trening. Drużyna pierwsza – oślinił palec i przerzucił kartkę w zeszycie. – Torres, Abebe, Hentz, siostry Bennett, Petit i Rogers – wyliczył, po czym zakreślił coś długopisem. – Drużyna druga to Collins, Villeda, Cortez, Tuman, Miller, Smith i Cooper. Despacito i Wurst są wymienne do każdej z drużyn – oznajmił i wcisnął kajecik za pazuchę. – Najpierw piętnaście minut intensywnej rozgrzewki, a potem chcę zobaczyć dobrą grę – przyklasnął w dłoni, tym samym pozwalając podopiecznym rozejść się i chwycić za taśmy.
Ale zmontował mi ekipę – Gigi nie omieszkała spojrzeć na Liz z nieukrywanym rozbawieniem. O ile miała w swoim składzie Torres i Hentz, to pozostałe dziewczyny, z którymi się trzymały, trafiły do tej przeciwnej. – Mam w szeregach obie siostry Bennett. Weź to przebij, Cooper – chwyciła gumę w obie dłonie i napięła ją najmocniej, jak tylko się dało.

Lizzy Cooper
24 lata
159 cm
siatkarka
Lizzy Cooper
Awatar użytkownika
opis
Pogodna, lecz charakterna. Uwielbia sport, dobrą książkę i masło orzechowe w nienaturalnych ilościach.

Spodziewała się wielu rzeczy. Zaczynając od jednej z wielu zjeb za ich ostatnie granie, kolejnego video wytykającego błędy czy może nawet miłą niespodziankę w postaci odpuszczenia im dzisiaj treningu na rzecz odpoczynku i możliwości zaklimatyzowania się. Rozważała naprawdę wiele scenariuszy, jednak żaden z nich nie przewidywał pojawienia się aż dwóch nowych zawodniczek w zespole. Dopiero kiedy Turner oznajmił wszem i wobec, że Collins i Petit dołączają do Montana Grizzlies, Lizzy przywołała wspomnienia, kiedy jeszcze chowały się w kanciapie trenera, obklejając jego pokój karteczkami i przez przypadek usłyszały rozmowę ochroniarzy. Mówili przecież o nowych transferach i pomocy z marketingiem jeśli chodziło o drużynę, a jednak Cooper jakoś kompletnie to wszystko umknęło przy wirze ostatnich wydarzeń i przede wszystkim przegranego turnieju. Jakoś odrzuciła to wszystko na bok, a teraz proszę. Dwie nowe zawodniczki. W pełnej klasie.
I z pełną klasą, a przynajmniej jeśli mowa była o Jules Collins. Collins była jedną z najlepszych rozgrywających w całych stanach. Nikt tak dobrze nie gubił boku jak jej mowa ciała, nie wspominając już o umiejętności grania środkiem przyśpieszonej. To była prawdziwa sztuka, a Collins przychodziło to z taką łatwością, jakby już po urodzeniu rzucała ludziom piłki pod ręce. Dlatego Cooper nawet nie sie zastanawiając, przywitała ją z wielkim uśmiechem i niekrytym entuzjazmem, że od teraz była częścią drużyny.
O tej całej Petit nie słyszała absolutnie ani razu w całym swoim siatkarskim życiu. Ba, nawet nie kojarzyła jej z rozgrywek reprezentacyjnych, więc z góry założyła, że chociaż reprezentantka, zazwyczaj pewnie grzała ławę lub wchodziła w pojedynczych akcjach. Rogers zresztą chyba też, bo musiała nawet dopytać się o jej nazwisko.
Lizzy zazwyczaj nie należała do osób zazdrosnych i przykuwających większą wagę do tego, co robią inni, jednak widząc dziwnie zaintrygowane spojrzenie w oczach Petit osobą Rogers, coś delikatnie ukuło ją gdzieś w brzuchu. Szczególnie, kiedy widziała delikatne rumieńce na twarzy atakującej.
Trochę się tutaj marnujesz, wiesz?
Petit rzuciła kolejną uwagą na temat świetności Gigi, a Cooper z jakiegoś powodu nie mogła powstrzymać się od głośnego i bezczelnego prychnięcia. Cóż za lizodup.
Co w tym śmiesznego? – nie uszło to jednak uwadze nowej przyjmującej, bo szybko odbiła piłeczkę, odwracając głowę w stronę Lizzy, krzyżując ręce na klatce piersiowej i spoglądając na nią z góry. Tyle że Cooper od początku życia funkcjonująca jak mały człowiek nic sobie z tego nie zrobiła, bo akurat to, że ktoś był od niej wyższy, już dawno przestał działać na jej niekorzyść.
Nie, nic, przepraszam – pokręciła delikatnie głową, wciąż walcząc z rozbawieniem.
No powiedz. Nie uważasz, że Rogers świetnie grała?
Oczywiście, że uważam. Po prostu rozbawiło mnie, że stwierdziłaś, że jest za dobra na tą drużynę, a jednak sama do niej przyszłaś. To trochę tak, jakbyś sobie samej ujmowałahipokrytko, miała ochotę dodać, jednak kultura osobista za nic nie pozwoliła, by takiego pokroju słowa opuściły usta Lizzy. Sama nie wiedziała czym Petit ją tak naprawdę wkurzyła. Przecież odkąd się tu pojawiła, powiedziała zaledwie trzy zdania, a przecież Cooper nie należała do tych, co oceniali ludzi na starcie, a jednak coś jej w niej nie podeszło..
Ej idziecie?! Nie wiem jak wy, ale ja nie mam zamiaru robić kółeczek – Smith wychyliła się zza framugi drzwi, zbawiając całą sytuację i kładąc kres potencjalnej nieprzyjemnej dyskusji, która powoli rodziła się między nimi. Dlatego Lizzy bez zastanowienia odwróciła się na pięcie i przytakując Smith, truchcikiem wybiegła z sali konferencyjnej, kierując się na halę.
Przystanęła gdzieś z boku, wysłuchując podziału drużyn do meczu sześć na sześć, przy okazji poprawiając niezdarnie zawiązane sznurówki, a kiedy nazwisko Collins padło z ust Turnera zaraz po tym Cooper, Lizzy posłała Jules wymowny uśmiech, ewidentnie dając jej znać, że cieszyła się z podziału zespołów. A potem rozpoczęła się pierwsza część rozgrzewki. Kółeczka, rozbieganie, rozruszanie kolan, wyskoki, przysiady, praca z gumą i wszystko inne, by w końcu mogły dobrać się w pary i rozpocząć faktyczne odbijanie piłki. Dla Cooper był to pierwszy porządny kontakt z piłką od kontuzji, dlatego humor miała przedni w dodatku jak to na libero i atakującą przystało, była w parze z Rogers.
Cóż, ty może i masz dwie siostry Bennett – zaznaczyła, śmiejąc się pod nosem na uwagę Gigi o rozłożeniu składów, w międzyczasie wystawiając piłkę sposobem dolnym, by po chwili Gigi mogła ją splasować. – Ale ja mam Villedę – zapodała kontrę, w tym samym czasie rzucając się do przodu i wybijając w górę plasa Rogers. – Fuczy i narzeka od samego rana. Myślę, że przy aktualnym stanie rzeczy wolałabym nawet cztery takie Bennett i to w zestawie z Despacito – dodała, tym razem to ona strzelając z otwartej dłoni w stronę atakującej, by ta mogła wykazać się swoimi zdolnościami obrony piłki.
Fajnie, że Collins przyszła do drużyny, nie? – rzuciła po chwili, przy okazji kątem oka przyglądając się, jak Jules odbija piłkę wysoko nad siebie kilka par dalej. – Ciekawe tylko co na to Torres.

Gigi Rogers
24 lat
196 cm
siatkarka
Gigi Rogers
Awatar użytkownika
opis
dobrze, że 24 to liczba przejściowa, bo na wszystko czuję się za stara albo wciąż za młoda

To prawda, nigdy nie słyszała o Petit, ale to dlatego, że nie śledziła poczynań ani francuskiej reprezentacji, ani francuskiej ligi, która raczej odstawała od tej włoskiej i tureckiej. Liczyła jednak na to, że nowa przyjmująca faktycznie wniesie do drużyny powiew świeżości. Zupełnie jak Collins, która w oczach Gigi była obecnie najlepszą rozgrywającą w amerykańskiej lidze. Oczywiście nie miała zamiaru ujmować tym żadnej z koleżanek, ale chyba Niedźwiedzie potrzebowały jakichś zmian, żeby znów wznieść się na wyżyny swoich możliwości.
Nie do końca rozumiała zachowania Cooper, ale najwyraźniej piąta przyjmująca w drużynie nie zrobiła na niej najlepszego wrażenia. Za to Rogers była szczerze ciekawa, co Petit ma do zaoferowania na boisku, bo o ile wiedziała, na co stać Collins, o tyle nie miała wcześniej możliwości przyjrzeć się grze Petit.
Odkąd Villeda ma kosę z Tuman, to stała się jeszcze bardziej nie do zniesienia – zauważyła, plasując piłkę wprost na przedramiona Lizzy. – A Taylor chyba próbuje namówić Hentz, żeby się z nią zamieniła, byle nie być z Sonią w drużynie – dodała i jak na zawołanie Turner oznajmił, że nie zgadza się na żadne zmiany składów, na co Tuman westchnęła ciężko i wróciła do odbijania piłki ze Smith. – Pilnuj tam, żeby Villeda nie panoszyła się zbytnio na boisku. Wiesz, że lubi sobie porządzić – tak, niewątpliwie Sonia miała dominujący charakter i już nie raz sugerowała trenerowi, że to ona powinna pełnić rolę kapitana w drużynie. Ale Turner prędzej strzeliłby sobie w łeb, niż pozwolił na coś takiego. Jej sposób bycia wprowadzał już w drużynie wyjątkowo dużo zamieszania. – Och, Collins jest świetna – zgodziła się z Cooper, nie kryjąc swojego entuzjazmu wobec pojawienia się nowej rozgrywającej. – Potrafi podstawić piłkę pod samiuteńką rękę – dodała z zachwytem, bo przecież każda zawodniczka chciała dostawać idealne dogrania, dzięki którym mogła skończyć atak. – A co na to Torres? – Gigi wystawiła nogę, żeby podpić piłkę, bo ta nieco zboczyła z kursu i zerknęła przez ramię na Cristinę; dyskutowała o czymś namiętnie z Cortez, a jej mina nie wskazywała na nic dobrego. – Jakoś nie skacze z radości. Pewnie wyczuwa zagrożenie. I wiesz co? Ja się jej wcale nie dziwię, chociaż powinna być wdzięczna Turnerowi, że nie będzie musiała grać w każdym meczu. Ewidentnie jest tym zmęczona, przyda jej się chwila odpoczynku – stwierdziła, a kiedy po hali rozległ się dźwięk gwizdka, chwyciła piłkę i wrzuciła ją do kosza na kółkach.
Po rzucie monetą mecz w ramach treningu miała rozpocząć drużyna Rogers. Petit z kamienną twarzą powędrowała na koniec boiska, kilkakrotnie odbijając żóło - niebieską mikasę o parkiet. Turner znów dmuchnął w gwizdek, dając przyzwolenie na serwis, a Felicity wzbiła się wysoko w powietrze i z hukiem posłała piłkę na drugą stronę boiska, a ta świsnęła Tuman koło ucha, nie dając jej najmniejszych szans na reakcję.
As! – zawołała Zola Abebe, oklaskując nową przyjmującą. Gigi uniosła brwi i ze zdziwieniem spojrzała przez siatkę na Cooper. Nikt w drużynie, poza Rogers, nie potrafił wystrzelić takiej rakiety, więc ta zagrywka zrobiła na wszystkich niemałe wrażenie.
Drugi serwis Petit wyglądał ponownie, tylko tym razem skierowała ją w stronę Miller, jakby Felicity doskonale wiedziała, żeby nie celować w libero. I to było mądre, bo Kelsey wprawdzie podbiła piłkę, ale ta poszybowała gdzieś daleko poza boisko.
Znowu as! – tym razem mniejsza Bennett podbiegła do Petit i poklepała ją ramieniu, co spotkało wywołało na twarzy Felicity lekki zarys uśmiechu. Rogers pokiwała z aprobatą głową i uniosła do góry kciuk, dając nowej do zrozumienia, że jeśli tak ma grać, to śmiało może kontynuować swój jednoosobowy popis zdobywania punktów.
Mocna ręka i precyzja, z jaką Petit wykonywała zagrywki, mogły się podobać. A na pewno podobały się Turnerowi. Nie wspominając już o Claire, która zagrzewała swoją córkę do boju gdzieś zza linii bocznej.
Nie no, wpuśćcie mnie, ja wam to wszystko przyjmę, bo idzie wam po prostu BEZNADZIEJNIE! – zajojczała Villeda, w oczekiwaniu aż w końcu będzie mogła zmienić Cooper. Oczywiście mówiąc to, swoje słowa kierowała bezpośrednio do Tuman, ale Taylor jedynie zgromiła ją ponurym spojrzeniem i wlepiła wzrok na drugą stronę boiska.

Lizzy Cooper
24 lata
159 cm
siatkarka
Lizzy Cooper
Awatar użytkownika
opis
Pogodna, lecz charakterna. Uwielbia sport, dobrą książkę i masło orzechowe w nienaturalnych ilościach.

Torres jest super, ale bywa za bardzo emocjonalna na boisku – stwierdziła Cooper, odbijając zaatakowaną przez Rogers piłkę. Oczywiście na niskich kolanach, doprowadzając ruch dłoni do samego sufitu, by nadać mikasie odpowiedniej trajektorii. – Same spiny z Cortez nie raz potrafiły totalnie wybić ją z rytmu podczas treningów, nie wspominając już o faktycznych meczach, kiedy o przegranym secie decydowała jedna zła wystawa – zauważyła, wystawiając rękę na bok i podbijając piłkę pięścią. Cooper nie miała nic do Torres. Ba, kochała ją jak siostrę, której nigdy nie miała, ale takie były fakty. Pozycja rozgrywającej była najbardziej wymagająca ze wszystkich; brało się udział w każdej akcji, do tego broniło, zagrywało, skakało do bloku i robiło wszystko inne, co reszta zawodniczek, ciągle jednak musząc myśleć o strategii i odpowiednim prowadzeniu gry. Musiała doskonale wiedzieć, kto ile piłek skończył, które kąty działały najlepiej, kiedy zagrać środek, a kiedy przyśpieszoną do skrzydła. I chociaż w telewizji i na video wszystko wyglądało cholernie proste, tak naprawdę wymagało to żałośnie dużo czasu, by opanować do perfekcji.
Dlatego właśnie Lizzy cieszyła się, że Torres będzie miała kogoś, od kogo będzie mogła się uczyć a drużyna prawdziwą gwiazdę, która zdobyła swoje doświadczenie nie tylko przez kilkakrotne wygranie ligi, ale przecież Collins była też kilka razy powołana do reprezentacji stanów, grając o naprawdę najwyższe stawki.
Gotowe do gry? – głos Turnera rozległ się echem po sali, a jego klaśnięcie w dłonie jeszcze długo dzwoniło w uszach Cooper. Odprowadziła wzrokiem piłkę, która rzutem wykonanym przez Rogers idealnie wylądowała w koszu na kółkach, a następnie stanęła po prawej stronie boiska razem ze swoją drużyną. – Ale zaraz, a gdzie są antenki?! Jak mamy grać bez antenek?! Steph…
BIEGNĘ!! – piskliwy głos Morrisa wybrzmiał gdzieś zza kantorka, by już po chwili ukazać się w pełnej okazałości z dwiema antenkami po pachą i po czerwonej fladze w jednej i drugiej ręce. Oczywiście nie wspominając o gwizdku w ustach i tablicy z punktami, którą podtrzymywał kawałkiem łokcia i biodrem. Lizzy uniosła wysoko brwi. To aż prosiło się o tragedię. I chociaż na początku jakoś mu szło, kiedy w polu jego widzenia pojawiła się nowa pani od marketingu, jego nogi w sekundę splątały się ze sobą, wyrzucając wszystko, co trzymał wysoko w powietrze. – OJEZUSMARIA – zdążył krzyknąć, zanim sam upadł na podłogę, odbijając się niczym piłka kauczukowa od swojego wystającego brzuszka.
Stephen, nic ci nie jest?! – Clare bez zastanowienia dokończyła do niego z troską wymalowaną na twarzy, przy okazji zbierając przyrządy z podłogi.
Ja ten, tego, oczywiście, że jest dobrze – Morris pojąkał trochę pod nosem, a potem jakby dostał drugie życie zerwał na równe nogi, poprawiając niebieską czapeczkę z daszkiem, która zdobiła jego łysą głowę. – No..normalnie mi się tak nie zdarza. Jestem bardzo wysportowany i ten – próbował podeprzeć się na jednej z antenek odebranych od Clare, by wyglądać klawo, ale antentki niestety miały to do siebie, że nie były zbyt stabilne, przez co biedny Stephen ponownie zachwiał się i w ostatnich chwili odratował przed zderzeniem z podłogą.
Morris do cholery, zawiesisz te kije czy pierwsze planujesz je połamać?! – Turner swoją wypowiedzią oczywiście tylko dodał zażenowania do koszyczka Stephena. Jego cała twarz już i tak była wystarczająco czerwona, by po tych słowach mienić się w prawdziwy purpur. Grubasek pokręcił cały zestresowany głową, wziął szybciutko wszystko pod pachy i pognał na środek boiska, przygotowując do gry.
Wurst, będziesz liniowym, razem ze Stephenem – zarządził trener, rzucając w stronę trzeciej rozgrywającej jedną z czerwonych flag i zwinnym gestem ręki wygnał ją na koniec boiska. Zapewne chciał jej znaleźć coś do roboty, bo jednak prawdopodobieństwo, że będzie potrzebna zmiana na tej pozycji było raczej zerowe.
Gotowe? To no gramy – Turner (mało)zgrabnie wdrapał się na słupek sędziowski, obierając stanowisko władcy punktów i już po chwili zarządził rozpoczęcie seta donośnym gwizdkiem.
Lizzy była bardziej niż gotowa, by skopać Rogers tyłek (oczywiście w dobrym, przyjacielskim stylu!). Była przekonana, że z Collins, jej drużyna miała naprawdę ogromne szanse na zwycięstwo. Nie przewidziała jednak jednego; żeby Jules mogła cokolwiek wystawić, trzeba było pierwsze dobrze odebrać. Albo chociaż jakkolwiek odebrać. Bo kiedy Petit zaserwowała, piłka w ułamku sekundy śmignęła koło Tuman.
Boisko! – Stephen wyprostował się niczym w wojsku na baczność, zaciskając górę flagi w dłoń, pokazując jasno “sędziemiu”, że piłka wylądowała w pomarańczowym polu.
No nieźle, pomyślała Cooper, unosząc wysoko brwi i z pewnego rodzaju respektem spoglądając w kierunku Petit. Świetna zagrywka. Na pewno przyda im się w drużynie ktoś z tak dobrym serwisem. I chociaż ogólnie cieszyła się dobrem drużyny, tak kiedy przeciwny zespół zdobył kolejnego już asa, nie mogła się nie wkurwić.
Miller, z sekundą, w której Petit podrzuci piłkę, zamieniamy się miejscem, okej? – zarządziła jako tymczasowy kapitan drużyny, kiedy po kolejnym straconym punkcie spotkały się na szybko w kółeczku pocieszenia. – Koniec z darmowymi punktami – dodała jeszcze na odchodne posyłając Collins wzrok pod tytułem przygotuj się, będziesz wystawiać piłkę.
Ustawiła się na swoim miejscu, a kiedy Felicity podrzuciła piłkę do samego sufitu, szybko przeskoczyła na środek boiska, posyłając Miller na stronę. I faktycznie. Ogromna bomba poleciała prosto na dłonie Cooper, co w połączeniu z jej desperacją i irytacją zaskutkowało idealnym przyjęciem prosto na ręce Jules, która bez zbędnych ogródek odważyła się na zagranie środka z Cortez, wbijając efektywnego gwoździa w boisko.
Brawooo! – krzyknęła zadowolona Tuman, a Lizzy jedynie pokiwała z aprobatą głową. Chyba nie było drugiej takiej, która w pierwszej piłce granej w nowej drużynie ośmieliłaby się zagrać ze środkową. Proces grania środkiem wymagał zazwyczaj tygodni dopasowywania się.
Niesamowita – tyle tylko z siebie wydusiła, kiedy Collins minęła Cooper, zmierzając na zagrywkę. Niesamowita.

Gigi Rogers
24 lat
196 cm
siatkarka
Gigi Rogers
Awatar użytkownika
opis
dobrze, że 24 to liczba przejściowa, bo na wszystko czuję się za stara albo wciąż za młoda

Stephen co chwila potykał się o własne nogi i drapał niezdarnie po wystającym brzuszku, a Gigi widziała w nim ludzką wersję Sir Barkera, który był równie nieporadny. Brakowało jedynie, żeby zaczął puszczać za linią głośne, cuchnące bąki, chociaż akurat to raczej nie wpłynęłoby na wydajność drużyny. Chyba że miałaby cokolwiek osiągnąć, padając jak muchy od zaczadzenia toksycznymi gazami. W dodatku Morris wymachiwał flagą jak jakaś cheerleraderka - prężył się i przeskakiwał z nogi na nogę, po czym prostował na baczność, co z jego aparycją wyglądało dość komicznie. A kiedy Claire Petit zapytała troskliwie, czy nic mu się nie stało podczas niefortunnego upadku, zarumienił się jak dojrzała czereśnia.
Trzecia zagrywka Felicity nie skończyła się asem, bo tym razem do akcji wkroczyła Cooper, która bezbłędnie, czyli w typowym dla siebie stylu, przyjęła piłkę i posłała ją wprost na ręce Collins, a rozegranie do środka było tak szybkie, że Gigi nawet nie próbowała doskoczyć do siatki, żeby przynajmniej spróbować zablokować Cortez. Bennett niby coś tam chciała nieudolnie ratować, ale za nim w ogóle zorientowała się, co się wydarzyło, to rzuciła się teatralnie na kolana dopiero, jak mikasa toczyła się po parkiecie gdzieś na koniec hali.
Jules Collins miała coś, czego Niedźwiedzie nigdy nie doświadczyły u Torres - dokładność i szybkość. Ale to wcale nie sprawiało, że była gorszą zawodniczką. Po prostu te dwie były od siebie zupełnie różne. Już nie chodziło tutaj o temperament, który Cristina zawsze tłumaczyła swoim argentyńskim temperamentem, po prostu Rogers już w trakcie meczu z Feniksami zauważyła u Collins tę swobodę, z jaką odbija piłkę. I właśnie tej naturalnej swobody brakowało Torres w rozegraniu. Tego nie da się wyuczyć, z tym trzeba się urodzić.
Co tam mamroczesz, krasnalu? – zwróciła się do Cooper, zahaczając palcami o siatkę. – Już tak się nie ekscytuj, bo potem majtek nie dopierzesz – gdyby Lizzy była bliżej, Gigi pewnie kopnęłaby ją zaczepnie w łydkę, ale ta już ustawiła się na swojej pozycji.
Zagrywka Collins była podkręcona i opadała wraz z utratą prędkości, czym niejednokrotnie zaskakiwała Niedźwiedzie podczas ich ostatniego spotkania. Ale Hentz nie dała się na to nabrać - ofiarnie rzuciła się do przodu, wybijając piłkę do góry, a Torres przerzuciła ją tyłem na prawe skrzydło do Rogers. Gigi niewiele myśląc, wybrała kierunek do prostej i to był zdecydowanie słuszna decyzja, po mikasa nie dość, że otarła się o ramię Smith, to jeszcze wpadła gdzieś w boisko, a dokładnie w okolice dziewiątego metra. Tylko potem przyszedł czas na serwis Bennett, a ta spieprzyła go po mistrzowsku i piłka nawet nie doleciała do siatki.
Ale żałosne – podsumowała pod nosem Rogers, przypominając sobie, dlaczego to Villeda zajęła miejsce drugiej środkowej. Sonia miała trudny charakter, ale nie można było jej ująć siatkarskich umiejętności i zawziętości na boisku.
Kolejny punkt należał do drużyny Cooper i dopiero po udanej zagrywce Rogers i bloku złożonym z rąk Abebe i Petit, mniejsza Bennett dograła (byle jak, ale jednak) piłkę do Torres, a ta wystawiła ją do Petit. To nie była dobra wystawa i Gigi już spisywała tę akcję na straty, ale Felicity zrobiła coś, czego nie potrafiłaby zrobić niejedna siatkarka - zaatakowała z ciasnego skosu w sam narożnik pola. Sama liniowa Wurst zdziwiła się tym zagraniem, tkwiąc w przekonaniu, że piłka na sto procent wyleci poza boisko.
Łoo! – krzyknęła pełna podziwu Rogers, po czym uniosła obie ręce i zbiła z Petit wysoką, podwójną piątkę. – Czyli w tej Francji nie zajadacie się wyłącznie żabimi udkami i croissantami? – zażartowała, ale zanim udała się ponownie na zagrywkę, Petit przytrzymała w powietrzu jej dłonie.
Jak będziesz grzeczna, to może pokażę ci, czym jeszcze lubimy się tam zajadać – odparła beztrosko i zwolniła uścisk, a Gigi zamrugała kilkakrotnie i kompletnie skrępowana wróciła na dziewiąty metr. Słowa Petit speszyły ją do tego stopnia, że zaserwowana przez nią piłka poszybowała daleko poza boisko, dając drużynie Cooper kolejny punkt. Szczerze mówiąc, Rogers trochę zgłupiała przez bezpośredniość Francuzki i sama nie wiedziała, jak powinna się z tym czuć. Niby to był zwykły żart, a jednak wprawił ją w dość mocne zakłopotanie, co bez trudno dało się dostrzec na jej zmieszanej twarzy.

Lizzy Cooper
24 lata
159 cm
siatkarka
Lizzy Cooper
Awatar użytkownika
opis
Pogodna, lecz charakterna. Uwielbia sport, dobrą książkę i masło orzechowe w nienaturalnych ilościach.

Dużyna Lizzy naprawdę się starała. No może oprócz Villedy, która krzątała się po boisku bez większego sensu, skacząc krzywo do bloku, dając się obijać, nie wspominając już nawet o wystawie piłek sytuacyjnych, które OCZYWIŚCIE należały do libero, kiedy rozgrywająca była wyłączona z rozgrywania, a ona pchała się do nich, jakby od tego zależało jej całe, zasrane życie. I oczywiście robiła to źle, przez co biedna Smith nie mogła nic skończyć.
Znowu wystawiłaś mi za antenkę! – Megan złożyła reklamację z rozłożonymi szeroko rękami, spoglądając na Sonie z wyrzutem. Widać było w oczach Smith prawdziwą irytację, co było oczywiście zrozumiałe. Bo chociaż nie był to mecz, to jednak pierwszy trening przygotowujący do drugiej części ligi, nie wspominając o chęci wypadnięcia dobrze przez nowymi koleżankami z zespołu. Każda chciała pokazać się z jak najlepszej strony i przede wszystkim każda chciała wygrać. Z Lizzy Cooper na czele. Ona to chyba chciała najbardziej ze wszystkich. I wcale nie dlatego, że po drugiej stronie była Rogers, której nie często można było skopać tyłek, nie wspominając już o Petit, która z zadartą brodą spoglądała na wszystkich dookoła. Oprócz na Gigi, bo na nią to akurat patrzyła się zdecydowanie za długo i za bardzo. Cooper dlatego było do prawdziwej zazdrości, jednak z jakiegoś powodu nie potrafiła nie patrzeć w ich stronę, kiedy wymieniały poszczególne zdania, a twarz Rogers robiła się czerwona niczym burak. Dokładnie tak samo, jak kiedyś robiła się w obecności Lizzy…
Cooper! – głos Cortez wybił ją z rozmyśleń i dopiero wtedy uświadomiła sobie, że wciąż tępo spoglądała na drugą stronę siatki, gdzieś w okolice ósmego metra.
Co? – wstrząsnęła głową, zamrugała kilkakrotnie i po chwili doszło do niej, że czas na kolejną akcję, a ona wciąż stała w kółeczku, które już dawno rozeszło się na boki. – A tak, już, sorki – mruknęła, pociągając nosem, po czym wróciła na linię przyjęcia. Zanim jednak Hentz wykonała swoją zagrywkę, Lizzy spojrzała na niewielką tablicę wyników, trzymaną przez Turnera tuż przed sobą na słupku sędziowskim; dwadzieścia jeden do osiemnastu. Kurwa.
Zaklaskała kilkakrotnie, by chociaż trochę zmobilizować drużynę do lepszego grania. Musiały wyjść na wyższy poziom, jeśli chciały cokolwiek zdziałać jeszcze w tym secie. Najwięcej punktów udało im się zdobyć, kiedy Villeda była na ławie, czekając na swoją turę przy siatce. Udało im się nawet wyjść na prowadzenie, ale szybko zagrywka Petit pochowała głęboko pod ziemią te dwa punkty z przodu i wyprowadziła je z rytmu tak bardzo, że finalnie drużyna Cooper przegrała pierwszego seta dwadzieścia pięć do dwudziestu trzech.
Lizzy lekko poirytowana podeszła do ławki, by złapać za swoją wodę i ręcznik. Nie podobał jej się ten wynik, szczególnie biorąc pod uwagę, że naprawdę mogły to wygrać. I jak nie miała w zwyczaju zwalania na innych winy, tak w tym przypadku była wręcz przekonana, że gdyby Villedy nie było u nich w drużynie, miałyby szansę zakończyć seta na swoją korzyść. Ale już trudno. Teraz najważniejsze było zapomnieć o tym co było i skupić się na kolejnej części treningu. Zarzuciła ręcznik przez ramię i ruszyła na drugą stronę boiska, po drodze mijając Gigi. W sekundę złapała jej turkusowe spojrzenie, a jej kąciki ust w sekundę podniosły się ku górze.
Nieźle wam poszło, Rogers – kiwnęła głową z respektem, przystając na moment, by chociaż przez te kilka sekund móc wymienić dwa zdania z Gigi. Czasami miała wrażenie, że potrzebowała jej bardziej niż powietrza. – Ale nie myśl sobie, że na drugiego seta dostaniesz taryfę ulgową na ładne oczy – dodała, przysuwając się kroczek bliżej.
Jak dalej tak będziecie przyjmować, nie będzie nawet takiej potrzeby – głos Petit wybrzmiał gdzieś koło ucha Cooper, w sekundę niszcząc przyjemne motylki w jej brzuchu i chęć przyjacielskiej rywalizacji. Czy ktoś pytał ją o zdanie? Nie. To po co w ogóle wtrącała się do ich rozmowy? Bądź miła, krzyczała jej głowa, bijąc się z tą drugą stroną, która wręcz błagała o ostrą ripostę. Najlepszym rozwiązaniem wydał się więc pewnego rodzaju kompromis. Lizzy w sekundę odwróciła się na pięcie, stając twarzą w twarz (a raczej czołem w brodę) z Felicity, spoglądając jej wyzywająco w oczy.
Zacznij strzelać we mnie, Petit, to zobaczymy – rzuciła odważnie, nawet na moment nie wahając się przy ani jednym słowie. Co jak co, ale Cooper była pewna siebie w tym aspekcie i znała swoje zdolności na boisku, których nie zawahała się wykorzystać, szczególnie kiedy ktoś ubliżał jej drużynie.

Gigi Rogers
Lizzy Cooper pisze: 14 lut 2024, 19:37 Seta numer jeden wygrywa

1. Drużyna Rogers
2. Drużyna Cooper
24 lat
196 cm
siatkarka
Gigi Rogers
Awatar użytkownika
opis
dobrze, że 24 to liczba przejściowa, bo na wszystko czuję się za stara albo wciąż za młoda

Gigi lubiła zdrową rywalizację. Jako córka sportowca, miała to wszczepione pod skórnie. Ojciec, nawet kiedy grali w monopoly, nigdy nie dawał jej taryfy ulgowej. Uważał, że porażki kształtują charakter i pozostawał niewzruszony, jak jego kilkuletnia wówczas córka musiała oddać wszystkie papierowe dolary i karty, które udało jej się uzbierać przez całą rozgrywkę. Mama uważała, że to zbyt wiele i że przez to Gigi nie mogła się dobrze bawić, ale to miało napędzić dziewczynkę do ciężkiej pracy i pokazać jej, że w życiu nie zawsze było tak, jakby tego chciała. I rzeczywiście po latach jego szkoła znalazła zastosowanie w praktyce, bo Rogers już niejednokrotnie napotkała na swej drodze ludzi bardziej utalentowanych albo tych mniej zdolnych, którzy zawziętością potrafili wypracować sobie przewagę.
Dlatego w meczu treningowym, pomimo że traktowała sparing jako dobrą zabawę, dwoiła się i troiła, aby doprowadzić swoją drużynę do zwycięstwa. Oczywiście nie były w tym wyłącznie jej zasługi, wszystkie koleżanki spisywały się na boisku, ale kropkę nad i postawiła Petit, kończąc seta widowiskowymi atakami. Felicity była chodzącym przykładem talentu - wszystko przychodziło jej z zadziwiającą łatwością, bez jakichś większych starań, a kiedy znajdowała się na boisku, liczyła się tylko piłka. Nie musiała być nawet perfekcyjnie wystawiona, bo przy niedokładnej wystawie też umiała sobie poradzić. I chociaż Torres za każdym razem przepraszała ją za słabe rozegranie, machała tylko ręką, nie obarczając nikogo winą.
Taka jesteś bończuczna, Cooper? – zaśmiała się znad swojej butelki z wodą. – Gdybym miała wygrywać na ładne oczy, to już dawno zdobyłybyśmy mistrzostwo kraju – dodała, bo jakoś samo wodzenie wzrokiem po boisku nie przynosiło większych efektów.
Słowa Petit sprawiły, że Gigi zerknęła przez ramię, a później przyglądała się ze spokojem konfrontacji obu zawodniczek, co jakiś czas przykładając butelkę do ust. Ciekawe to było zjawisko. Dość nietypowe, musiała przyznać. Szczególnie mocno zdeterminowana Lizzy, która zadzierała wysoko głowę, żeby postawą dorównać Petit.
Znam twoje przyjęcia i obrony – oznajmiła Felicty, krzyżując ręce na piersiach. – Myślisz, że dlaczego w ciebie nie celuję? – kącik jej ust uniósł się w nieznacznym uśmiechu. – Nie jestem głupia. Chodź, Rogers, wracamy na boisko. To odpowiednia pora, żeby wygrać drugiego seta – powiedziawszy to, klepnęła Gigi w tyłek i ruszyła na drugą stronę siatki.
Gigi nie widziała w tym geście niczego niestosownego, przecież siatkarki non stop macały się po pośladkach. To było niczym rytualny zabieg, który w magiczny sposób miał zagrzać koleżanki do dalszej gry.
Strasznie dużo punktów tracicie przez Villedę – zauważyła, zresztą całkiem słusznie. – Gra jakby od niechcenia. Jeszcze chwila i Turner straci cierpliwość – wskazała podbródkiem na wąsacza; lustrował spojrzeniem swoje podopieczne i nie dało się nie dostrzec, że zatrzymując wzrok na Soni, mruży z niezadowoleniem oczy. – Dawaj, bo zaraz zacznie się wydzierać i porównywać nas do nieżyjącej babki – szturchnęła Liz ramieniem. – Powodzenia, Cooper – mrugnęła jeszcze do niej porozumiewawczo i w towarzystwie Hentz udała się na parkiet.
Drugi set należał do popisowych, ale za to bardzo nieudanych akcji Villedy - nierówno skakała do bloku, jej zagrywki lądowały daleko poza boiskiem, a zamiast wbijać gwoździe ze środka, ładowała piłki prosto w siatkę. I w dodatku jeszcze miała czelność przygadywać dziewczynom i zganiać wszystko na bogu winną Tuman.
Villeda, to jest moje ostatnie ostrzeżenie – zapowiedział trener ze słupka sędziowskiego. – Starasz się o pełen etat w cyrku? Już klauny mają więcej wdzięku. A może ty po prostu nie masz już ochoty grać w pierwszej szóstce? Może przebranżowimy na środkową którąś z twoich koleżanek? Tuman na pewno dobrze sprawdzi się w tej roli – ostatnie słowa podziałały na Sonię jak płachta na byka - najpierw zgromiła wzrokiem Turnera, później stojącą na tyłach Taylor, aż w końcu ze złości kopnęła piłkę, trafiając Stephena prosto w wystający brzuch.
Fajnie tutaj macie – odezwała się Petit, kiedy stanęła bliżej Gigi. – Dużo emocji i niesportowych zachowań. Ciężko to nazwać drużyną marzeń – stwierdziła, kiedy Villeda wyrzuciła ręce w powietrze i stanęła przy słupku sędziowskim, wylewając Turnerowi wszystkie swoje niezrozumiałe żale.

Lizzy Cooper
24 lata
159 cm
siatkarka
Lizzy Cooper
Awatar użytkownika
opis
Pogodna, lecz charakterna. Uwielbia sport, dobrą książkę i masło orzechowe w nienaturalnych ilościach.

Lizzy nie była wielką fanką konfrontacji. Zazwyczaj stroniła od wszelkiego rodzaju przekomarzanek i zbędnych dyskusji, jednak sytuacja z Petit wyzwoliła w niej pewnego rodzaju złość. Felicity nie dość, że nieproszona, rzucała niefajne komentarze na temat drużyny przeciwnej, usilnie pokazując swoją wyższość, a tego Cooper nie tolerowała. Może za dużo czasu przebywała z Villedą, ale nagle zapragnęła bronić swoich racji. Szkoda tylko, że Turner szybko wygwizdał je wszystkie z powrotem na boisko, tym samym przerywając te durną wymianę zdań.
Set drugi wcale nie zaczął się lepiej dla drużyny Lizzy. Villeda wciąż pieprzyła praktycznie każdą akcję, co znacznie zmienjszało motywacje drużyny, bo każda obrona i tak kończyła się spaleniem piłki o blok lub strzelenie gdzieś w aut. Collins nawet przestała już grać środek, ale w pewnym momencie Sonia wkurzyła się tak bardzo, że skoczyła do drugiego tempa i zaatakowała piłkę, która była zadedykowana na skrzydło.
Nie no koniec tej farsy – Turner wyrzucił ręce w powietrze. – Villeda, okulary ci trzeba kupić? Nie widzisz, że to nie jest środek siatki tylko skrzydło? Co ci przyszło do głowy, że to jest piłką dla ciebie? – na twarzy trenera malowała się charakterystyczna, wielka zmarszczka w kształcie sygnału wifi, a jego mowa ciała zwiastowała same kłopoty. Cooper znała już Turnera wystarczająco długo, by wiedzieć, kiedy był bliski wybuchnięcia. – Despacito, będziesz teraz grać na środku – oznajmił bez najmniejszego zawahania, a na całej sali zapanowała cisza. Wszyscy momentalnie podnieśli głowy w szoku, a w największym ze wszystkich była sama Veronica, która ze stresu zaczęła się aż panicznie i histerycznie śmiać.
No chyba sobie Trener Turner żartuje?! – Sonie nie kryła oburzenia. Wplotła dłonie w kawałek siatki i szarpnęłą mocno w gniewie. Pewnie gdyby mogła (i wiedziała, że nie wyleci za to z drużyny) najchętniej wskoczyłaby ten słupek sędziowski i wyciągnęła Turnera za fraki i po prostu go rozszarpała. A przynajmniej to mówił w tamtej chwili jej wyraz twarzy.
Nie będę z tobą dyskutować – William nie dawał za wygraną. Nachylił się tuż nad głową Sonii, wsadził sobie gwizdek do ust i dmuchnął w niego z całej siły, zmuszając tym samym Villede, by w końcu zeszła z boiska.
Despacito, która normalnie była pewna siebie i cwana niczym list, stanęła pod siatką kompletnie przerażona. Zresztą co sie jej dziwić. Pozycja środkowej kompletnie różniła się od przyjęcia, zaczynając od ustawień do obrony, przechodzenia do bloku, a kończąc na samym ataku, który był w kompletnie innym tempie i z innym nabiegnięciem.
Dasz radę – Lizzy podeszła kilka kroków do przodu, po czym poklepała Descpacito po ramieniu, próbując dodać jej nieco otuchy. – I tak gorzej już nie będzie – dodała już nieco ciszej, tak żeby Sonia przypadkiem nie usłyszała lekko uszczypliwej uwagi, a następnie wróciłą na swoje miejsce, przygotowując się do przyjęcia zagrywki. Przez wybryki Villedy były już i tak na minusie całe pięć punktów, co nie będzie łatwo nadrobić, ostatnie czego potrzebowały to braku gotowości.
A przepraszam, co ja mam robić w takim razie?! – Villeda nie dawała o sobie zapomnieć i jeszcze zanim Turner gwizdnął na rozpoczęcie akcji, Sonia machała już ręką w jego stronę, opierając się o ścianę, wciąż oburzona. William westchnął głośno z ewidentnego przemęczenia połączonego z irytacją.
A co mnie to… – zaczął, jednak zamilkł na moment. – Albo wiesz co, Villeda. Podejdź no tutaj – przywołał ją do siebie jednym gestem, unosząc barierkę za sobą i schodząc po drabince, by już po chwili stanąć twarzą w twarz z kompletnie zdezorientowaną Sonią. – Będziesz sędziować. Co prawda to nie to samo co występy w cyrku, które tak bardzo byś chciała, ale gdzieś trzeba zacząć. Masz tu gwizdek i plansze z punktami. Ja idę wypić kawę z Clare i Stephenem i porozmawiać o ważnych, biznesowych tematach. Jak wrócę, cały protokół ma być wypełniony.
Ale trene…
Świetnie – przerwał jej w pół słowa jakiekolwiek sprzeciwy, po czym odwrócił się na pięcie, machnął do Stephena, zgarnął po drodze Clare i wyszedł z hali, zostawiając zawodniczki same sobie z Villedą na stołku sędziowskim i biedną Wurst, która została jedynym liniowym w tym dziwacznym meczu.

Gigi Rogers
24 lat
196 cm
siatkarka
Gigi Rogers
Awatar użytkownika
opis
dobrze, że 24 to liczba przejściowa, bo na wszystko czuję się za stara albo wciąż za młoda

Swoimi działaniami na boisku Sonia Villeda przekroczyła wszelkie granice dobrego smaku. Siatkówka w jej wykonaniu wywoływała u wszystkich ciarki zażenowania, a idiotyczne żarty już dawno przestały bawić. Nic dziwnego, że trener Turner w końcu skapitulował i w mgnieniu oka ściągnął ją z boiska, zastępując ją zestresowaną Despacito, która na co dzień grała na pozycji przyjmującej. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że wąsacz nagle zszedł ze stanowiska sędziowskiego i nakazał Villedzie zająć swoje miejsce.
To są jakieś kpiny – Torres pokręciła z niedowierzaniem głową. Mimo że jej drużyna chwilę temu zwyciężyła w pierwszym secie, to z góry zakładała, że Sonia skutecznie odbierze im przyjemność z treningu, a jej ocena meczu nie będzie adekwatna do tego, co działo się na boisku. I niewiele się pomyliła, bo kiedy tylko Collins ruszyła na zagrywkę, Villeda momentalnie dmuchnęła w gwizdek.
Dotknięcie siatki u Tuman! – wskazała ręką na przyjmującą, po czym podarowała darmowy punkt drużynie Rogers.
Co? – w odpowiedzi Taylor, która stała prawie na równi z linią dziewiątego metra, wybałuszyła na nią oczy. – Niby jak miałabym to zrobić?! Telepatycznie? Pomiziałam siatkę myślami? – prychnęła wyraźnie poirytowana i niewiele brakowało, żeby ona również za moment straciła cierpliwość.
Przepraszam bardzo, Tuman, ale ja sędziuję czy ty? No właśnie – powiedziawszy to, wypięła dumnie pierś i wskazała ręką na wyższą Bennett, która przygotowywała się na zagrywkę.
Gigi nie za bardzo wiedziała, co się właśnie wydarzyło i co ogólnie działo się podczas tego sparingowego meczu. Nawet nie miała siły wściekać się o niesłusznie zdobyte czy stracone punkty, po prostu co jakiś czas posyłała Cooper przez siatkę rozbawione spojrzenie, kiedy Villeda znów szalała ze swoimi absurdalnymi decyzjami.
Torres, granie w przestrzeni przeciwnika! – zagrzmiała Sonia z sędziowskiego stanowiska. Chyba za bardzo wczuła się w nową rolę, zapominając przy tym, że to był tylko trening, a ona realnie nie miała uprawnień arbitra.
Jakie przełożenie?! – wydarła się na nią Cristina, wymachując zamaszysty ruch ręką. – Chyba przyłożenie i to w twój pusty, kapuściany łeb! – wystartowała do Soni z zaciśniętymi pięściami, a Gigi asekuracyjnie chwyciła ją za ramię, żeby przypadkiem nie dała się zanadto ponieść wrzącym emocjom.
A później, wbrew temu, co Lizzy mówiła do Despacito, było już tylko gorzej. Doszło do tego, że żadna z drużyn nie mogła normalnie, bez pomocy błędów przeciwników, zdobyć punktów.
Wcale nie zdążyłaś podłożyć dłoni pod piłkę, Cooper – Sonia oskarżycielsko wymierzyła w Liz palcem, kiedy ta zanurkowała na parkiecie po kiwce Hentz. – Boisko! – oznajmił głosem nieznoszącym sprzeciwu i Gigi poczuła pilną potrzebę interweniowania. Nie dlatego, że dokładnie widziała, jak Lizzy wykonuje udanego panckake'a, chociaż to akurat przechyliło szalę. Ale zanim zdążyła zareagować, Petit i Collins podskoczyły do stanowiska sędziowskiego, osaczając Villedę z obu stron i zaczęły, za co zostały ukarane żółtymi kartami, które Turner przekazał jej, zanim wraz z Claire i Stephenem udał się na ważne spotkanie biznesowe.
Możemy już zakończyć tę farsę? Błagam – westchnęła Rogers, kiedy po tym jak wyskakując do ataku z prawego skrzydła, ledwo musnęła palcami piłkę, a już zostało odgwizdane na niej przekroczenie linii. A żeby było jeszcze zabawniej, to stało się to, zanim zdążyła wylądować na parkiecie. – Parada nonsensów – parsknęła pod nosem zduszonym śmiechem, bo sprzeczanie się z Villedą i robienie jej wykładów na temat porządnego sędziowania i tak nie przynosiło najmniejszych skutków. Najbardziej poszkodowana była w tym wszystkim Tuman, u której Sonia wymyśliła sobie osiem, nieistniejących przewinień, mając na swoje usprawiedliwienie jedynie to, że to ona miała gwizdek, więc mogła dyktować warunki gry według własnego widzimisię.
Gigi, po tym jak Villeda ZAUWAŻYŁA w jej drużynie cztery odbicia, przewróciła oczami i wymownie spojrzała na tabliczki z punktami. Drugi set ciągnął się jak flaki z olejem i chociaż aktualnie pisany był im remi, Sonia nie miała zamiaru zaprzestać swoich czarodziejskich sztuczek.

Obrazek


Lizzy Cooper
24 lata
159 cm
siatkarka
Lizzy Cooper
Awatar użytkownika
opis
Pogodna, lecz charakterna. Uwielbia sport, dobrą książkę i masło orzechowe w nienaturalnych ilościach.

To co działo się na boisku było absolutnym żartem. Sceną rodem z kabaretu i to w dodatku takiego niszowego. Ba, gdyby Cooper na własne oczy nie widziała jak Stephen rozkładał wszystko na hali, byłaby wręcz przekonana, że dookoła były poukrywane jakieś tajne kamery, a one same nie wiedzieć kiedy znalazły się w jakimś durnym programie. Bo przecież to nie mogła być rzeczywistość.
Villeda na stołku sędziowskim zachowywała się absurdalnie. Gwizdała błędu, których nawet nie było, wymyślała sobie swoje przewinienia, które nawet nie istniały w spisie jak ‘przekroczenie BOCZNEJ’ linii boiska, tylko po to, żeby móc odgwizdać wszystkich jak najwięcej razy, oczywiście na czele z biedną Tuman, której obrywało się chyba tylko za sam fakt, że miała z Sonią kosę, a ta była zbyt dumna by ją w końcu przeprosić więc łatwiej było się na niej wyżyć z gwizdkiem w ustach.
I właśnie idąc takim sposobem grania i chęci zemsty Villedy nad koleżankami z grupy, oczywiście drugiego seta zwyciężyła drużyna Rogers i to w dodatku na samych błędach swoich przeciwniczek. Serio. Nawet jednego nie dało im się zdobyć samodzielnie.
Cooper miała tego szczerze po dziurki w nosie. Po pierwsze była cholernie zła na samego Turnera za to, że zostawił je podczas treningu i sam sobie poszedł, gdzie powinien tu być i szkolić je na lepsze siatkarki, w dodatku była zła, że pierwszy trening Collins i Petit z nową drużyną okazał się takim cyrkiem na kółkach. Nie znała ich dobrze, ale jeśli to ona byłaby na ich miejscu, od razu po sparingu sprawdziłaby w umowie, czy jest jeszcze szansa się z tego zespołu po prostu wypisać. Już wolałaby zostać bezrobotną niż grać w takiej atmosferze.
Przysięgam, nie zawsze jest tak źle — Lizzy prychnęła, trochę żałośnie, trochę z bezsilności, kiedy razem z Collins zmieniały strony na trzecią partię.
Chcesz powiedzieć, że na codzień Villeda nie skacze wam wszystkim do gardeł, a wy wcale nie chcecie jej poszarpać na strzępy? — Jules zaśmiała się delikatnie, malując na twarzy pewnego rodzaju pokrzepiający uśmiech. Chyba gdzieś w środku zdawała sobie sprawę, że na codzień zespół z Montany grał o wiele lepszą siatkówkę, niż tą, którą właśnie prezentowały. Ale to nie zmieniało faktu, że Cooper było za to wszystko po prostu wstyd. Chociaż najbardziej to powinno być wstyd Torres, jako pni kapitan, ale ona odkąd pojawiły się dziewczyny była wyjątkowo nieobecna.
No mniej więcej. Chociaż akurat z tą chęcią rozszarpania Villedy na strzępy różnie bywa — dodała już z większym luzem. Sonie Villede dało się kochać, chwilami bywała nawet zabawna, ale jednak przez większość czasu była kompletnym wrzutem na dupie, który tylko siał chaos i zagłade gdziekolwiek by się nie pojawił. I szczerze? Lizzy chwilami naprawdę nie rozumiała Tuman i tego co tak naprawdę widziała z Villedzie. Ale taka chyba właśnie była miłość; niezrozumiała. Przychodziła nagle, chwytała za serce i tak już zostawała. Można było próbować z tym walczyć i się wypierać, ale finalnie i tak trzeba było odpuścić i po prostu to przyznać. Mimowolnie w tym całym zamyśleniu oczy Lizzy zawirowały gdzieś w okolice twarzy Rogers. To troche tak jak z nimi. Niby były tylko koleżankami, a jednak Cooper za każdym razem jak Gigi była obok czuła ciężę bicie serca i motyle w brzuchu, a kiedy nie było jej w pobliżu odczuwała ciągłą tęsknotę. I to taką troche większą niż to jak tęsknisz za ulubionym obiadem od babci czy za wakacjami. Była to bardziej tęsknota, która odbierała jej możliwość normalnego funkcjonowania i sprawiała, że wiecznie chodziło się zamyślonym.
To co myślisz? — urwany głos Collins doszedł gdzieś do jej ucha i dopiero wtedy Lizzy zorientowała się, że kompletnie jej nie słuchała. Że wyłączyła się jakoś w połowie, kompletnie odbiegając myślami w krainę Rogers i spółka.
Co? — potrząsnęła głową, spoglądając przepraszająco na Jules.
Pytałam co myślisz o tym, żeby po prostu olać ten trzeci set i sprzeciwić się Villedzie. Bo wiesz, to i tak nie ma chyba większego sensu — Collins powtórzyła swoje grzecznie słowa, jakby wcale nie miała Lizzy za złe, że nie słuchała. I było w tym jej pomyśle dużo racji. Bo przecież jaki był sens ciągnięcia tej farsy?
Cooper nie czekając ani chwili dłużej, zwołała resztę ekipy do niewielkiego kółeczka i na szybko przedstawiła plan działania. Dziewczyny od razu przytaknęły, w szczególności Tuman, która nie miała ani trochę chęci kontynuowania gry w takich warunkach.
Halo a wy co głuche?! Nie słyszycie jak gwizdałam?! — Sonia kwiknęła zza sędziowskiego stołka z groźną miną, ponawiając gwizdnięcie jeszcze trzy z trzy razy. — Jak zaraz nie wejdziecie na boisko to.. stracicie punkt, o — zagroziła z dumną miną, jakby ktoś faktycznie miał się jej wystraszyć.
Poddajemy się — Lizzy uniosła wysoko rękę, wychodząc na środek boiska i wzruszając ramionami.
Co? — na twarzy Villedy w sekundę pojawił się ogromny grymas pomieszany ze zdezorientowaniem.
To, co słyszałaś. Poddajmy się — Cooper natomiast nic sobie nie robiła z tego jej oburzenia. Przystanęła na moment tuż przy siatce, po czym zasiadła sobie wygodnie po turecku, machając głową na lewo i prawo. Chwile potem dołączyła do niej reszta grupy.
Ale przecież tak nie można! Wstawać i grać, no już!!! Rogers na zagrywkę, raz dwa! Najwyżej nabijesz im dwadzieścia pięć asów. Nie chodzi mnie to.


Gigi Rogers
24 lat
196 cm
siatkarka
Gigi Rogers
Awatar użytkownika
opis
dobrze, że 24 to liczba przejściowa, bo na wszystko czuję się za stara albo wciąż za młoda

Nie czuła z tego meczu ani krzty satysfakcji, więc po wygranym secie wzruszyła jedynie ramionami i zeszła z boiska. Chyba pozostałe dziewczyny odnosiły podobne wrażenie, bo mecz nie był ani dobry, ani nawet fajny. O ile na co dzień siatkówka przynosiła im radość, o tyle żadna nie chciała już uczestniczyć w przedstawieniu odgrywanym przez Villedę.
Co się z nią dzieje? – zapytała Petit, kiedy sięgały do kosza po butelki z wodą. – Z Villedą. Oglądałam nagrania z turnieju i wtedy naprawdę wydawała się solidną środkową, a wy wyglądałyście na zgraną ekipę – oznajmiwszy to, Gigi była przekonana, że Felicity za chwilę pobiegnie do pokoju obok, wyciągnie swoją matkę z biznesowego spotkania i czym prędzej obie popędzą na lotnisko, żeby złapać najbliższy lot do Francji.
Przegrane w turnieju nie wpływają na nią zbyt entuzjastycznie i chyba próbuje nieudolnie wyładować swoją frustrację na biedny gwizdku – mruknęła Gigi, bo nie była zobligowana, żeby opowiadać nowej zawodniczce o tym, jak Sonia pokłóciła się z Taylor. Właściwie to była sprawa pomiędzy nimi dwoma. A że nie umiały jej do końca wyjaśnić, bo Villeda wolała zamieść brudy pod dywan, ciągnęło się to za nimi jak smród po gaciach i przy okazji odbijało się na całej drużynie. Jakby tego było mało, kiedy któraś próbowała załagodzić spór, stając po stronie Tuman, to obrywała od Soni rykoszetem.
Dźwięk gwizdka odbijał się głuchym echem po hali, ale żadna z dziewczyn nie ruszyła się z miejsca, a na słowa Cooper, Gigi żywo przytaknęła skinieniem głowy.
My też już nie gramy – poparła ją natychmiast. – Ten mecz nie ma sensu, Villeda – uniosła ręce w geście poddania.
Dokładnie! Sama sobie serwuj na puste boisko – wtrąciła jeszcze Tuman. – Chociaż wątpliwa sprawa, że w ogóle piłka w ogóle doleci do siatki – uśmiechnęła się pod nosem, a to twarz Soni poczerwieniała. Ale nie ze wstydu, a z czystej złości; momentalnie zeskoczyła ze stanowiska sędziowskiego i podbiegła do Taylor, którą chwyciła za koszulkę i przycisnęła do ściany. Gigi mogłaby przysiąc, że zaraz obije jej gębę, dlatego już chciała ruszyć z odsieczą, jednak w pewnym momencie spojrzenie Villedy złagodniało i teraz wyglądała tak, jakby chciała wpić się w usta Tuman, inicjując gorący pocałunek. W końcu po prostu zwolniła uścisk, otrzepała ręce i obróciła się na pięcie, żeby finalnie usiąść samotnie na drewnianej ławce, pozostawiając Taylor samą sobie, czyli z lekko rozchylonymi w zdziwieniu wargami i dużymi jak monety oczami.
Okej, to było bardzo dziwne – wyszeptała Rogers gdzieś przy uchu Cooper. – Przez chwilę dałabym sobie rękę uciąć, że zaczną się tutaj gździć i wiesz co? Zostałabym teraz bez ręki – zaśmiała się krótko i odwróciła do pozostałych dziewczyn. – No dobrze, to co teraz? – popatrzyła na nie, oczekując jakichś propozycji.
Wypadałoby się zintegrować – odezwała się Collins, stając bok Lizzy. – Dzisiejszy trening nie definiuje waszych umiejętności, bo wiem jak gracie, ale nic poza tym o was nie wiem – rozłożyła ręce i trzeba przyznać, że Jules to jednak miała klasę samą w sobie. Potrafiła przymknąć oko na dzisiejsze wybryki na boisku, nie chowała urazy i doceniała zawodniczki Montany. No i chciała je lepiej poznać, a to już w ogóle wywołało na twarzach Niedźwiedzi szerokie uśmiechy.
Jeśli to miasteczko ma do zaoferowania coś więcej niż hala sportowa, to chodźmy się przebrać i trochę pozwiedzajmy – dodała Petit, która może i poruszała się po boisku, jakby chciała udowodnić wszystkim, że to należy do niej (Gigi na pewno nie musiała niczego udowadniać, w jej oczach Felicity, po kilku bezbłędnych atakach, niewątpliwie zasługiwała na miano królowej parkietu), nie miała zamiaru izolować się od grupy.
W drodze na trening widziałam kręgielnie – wtrąciła nieśmiało Hentz. – Mają tam też piłkarzyki, rzutki, cymbergaja i promocje na drinki – to ostatnie sprawiło, że Villedzie aż zabłyszczały oczy; poderwała się z ławki i chyba była gotowa na podbój Big Timber w takim wydaniu, w jakim obecnie się znajdowała, czyli w treningowej koszulce, krótkich spodenkach i nakolannikach.

Lizzy Cooper
ODPOWIEDZ