26 lat
175 cm
emerytowane pracujące dziecko
epiphany hart
Awatar użytkownika
opis
Lately it's been hard. They're selling me for parts. And I don't want to be modern art... But I only got half a heart to give to you.

Doświadczenie pierwszego całusa od koleżanki miało być piękne, i wyzwalające, i otwierające oczy na swoją tożsamość - ale nie było. Całość przyćmiło zupełnie przypadkowe spotkanie, na które Epiphany nie zareagowała dobrze i miała to sobie za złe.
Jednocześnie nie potrafiła spojrzeć Castorowi w oczy po tym jak zasugerował, że to mogła nie być koleżanka - mówił rzeczy prawdziwie dla niej koszmarne, prawdziwie straszne i prawdziwie przerażające; rzeczy których nie wypowiedziałaby sama o sobie. Ba, nawet by nie pomyślała!
Dlatego... W tym tygodniu ominęła grupę wsparcia, skazując się na gniew pracownika socjalnego który podejrzewał ją o przećpanie i zaskoczył bardzo niemiłą wizytą domową i testem na obecność narkotyków na żądanie.
Starała się nie bywać w domu, co było trudne, bo generalnie nie miała ani trochę ochoty przebywać wśród ludzi - obawiała się jednak, że Castor zapuka, żeby zapytać, a ona nie będzie miała żadnych dobrych słów.
Zmasakrowała swoją rękę, od nadgarstka aż po łokieć, w fizycznym bólu ran ciętych szukając jakiejkolwiek ulgi od cierpienia jakie wypełniało głowę. Przesadziła, ręka wymagała szwów, które puściły pod wpływem napaści w centrum miasta. Bradykardia się odezwała, Epi zemdlała obcemu w taksówce w drodze na kolejne awaryjne szycie, gdy jej kremowy płaszcz niczym kameleon przybierał krwistą barwę.
Po tych wszystkich przebojach, dziesięć dni później, przygnębiona, samotna i pokonana chciała poszukać spokoju. Spokój jednak przychodził wraz z obecnością Hathawaya, którego nie mogła unikać w nieskończoność, zatem postanowiła wspiąć się na wyżyny dojrzałości i przeprosić, ale po swojemu.
Wczoraj zapukała do jego drzwi na zaledwie dwie minutki. Zapytała, czy jutro będzie miał czas a gdy potwierdził, poprosiła żeby ubrał się ciepło i był gotowy do wyjścia około południa.
Upewniła się, że miał czapkę i rękawiczki, a nawet dopięła jego kurtkę pod szyję nie chcąc mieć jego przeziębienia na sumieniu; sama oczywiście była aż po same uszy owinięta szalikiem, który dla niej zrobił. Na jego oczy założyła opaskę gdy tylko wsiedli do taksówki, a jej plecak w żaden sposób nie zdradzała zawartości.
- Gotowy? - spytała - jak gdyby nigdy nic, oczywiście - pomagając mu wyjść z taksówki. Mogło się wydawać okrutnym pozbawianie go kolejnego zmysłu, bez którego nie mógł nawet pisać, ale Epiphany zależało na elemencie niespodzianki. Zsunęła naoczkę z twarzy mężczyzny, by ukazał mu się skąpany w południowym słońcu las; śnieg mienił się niczym brokat, w puszystych chmurkach okalając wysokie drzewa, przyjemnie trzeszcząc pod podeszwami zimowych butów. - Co myślisz? Wygląda jak w twoich snach?
Jedyne dane jakie miała, to: "równo posadzone drzewa, niemal wszystkie należą do tego samego gatunku i nie ma tam złej pogody czy nocy". Z gatunkiem się udało, nie było natomiast równych rządków. Pogoda, mimo pory roku, zdawała się dość dobra - a od nocy byli jeszcze daleko. - Kilkanaście minut stąd powinna być ławeczka z widokiem na zamarznięte jezioro. Mam herbatę w termosie i rogaliki... - w ciągu wypowiadanych słów przyszło jednak zwątpienie, że po ich ostatniej interakcji, jej dziesięciodniowej nieobecności i serii wybuchów których był świadkiem - Castor nie będzie w nastroju na leśny, zimowy piknik w jej towarzystwie. - Ale możemy też wrócić do domu, jeśli wolisz.

castor hathaway
32 lata
188 cm
czy można stracić coś, czego się nigdy nie miało?
castor hathaway
Awatar użytkownika
opis
A potem świat znowu zaczął istnieć, ale istniał zupełnie inaczej.

Cisza go dusiła; otaczała z każdej strony, łamała kości i ściskała klatkę piersiową. Poranki ze świadomością, że właśnie zaczynał się dzień, w którym znów nie porozmawia z Epiphany były przyczyną niekontrolowanego odruchu wymiotnego i drżenia rąk — oddałby wszystko, żeby tylko cofnąć czas i żeby tamtego dnia nie wyjść na korytarz i nie widzieć.
Czas pozwolił mu na zrozumienie, że nie chodziło o jego reakcję i o spokojnie (chociaż ono również było beznadziejne) — na podstawie obszernej analizy sytuacji wysnuł wniosek, że najbardziej chujowe było to, że obdarł dziewczyny z intymnego momentu; stał się podglądaczem, który zrujnował atmosferę i za sprawą którego negatywne emocje przykryły pozytywne doznania.
Długo zbierał się w sobie, by pójść i przeprosić (a przy okazji b ł a g a ć o powrót do wcześniejszych ram znajomości). Ostatecznie nie zdążył; stanęło na tym, że Epiphany go uprzedziła (i zaskoczyła). Gdy widział ją, stojącą w jego drzwiach, miał wrażenie, że szalony rytm jego serca był słyszalny na drugim końcu ulicy; prędko zgodził się na jej pomył, a zamykając drzwi, niecierpliwie zastanawiał się, co takiego wymyśliła.
Zgodnie z jej prośbą ubrał się ciepło, zgarnął swój zeszyt, a kiedy siedzieli w taksówce, pozwolił, by zakryła mu oczy opaską. Pozbawiony kolejnego zmysłu czuł się trochę nieswojo, ale jej ufał; przeczucie podpowiadało mu, że nie wiozła go na pewną śmierć, dlatego siedział spokojnie i wsłuchiwał się w odgłosy otoczenia.
Gdy wysiedli z taksówki, w odpowiedzi na jej pytanie uniósł kciuk, sygnalizując, że był gotowy. Gdy zdjęła opaskę, zamrugał kilkukrotnie, przyzwyczajając wzrok do jasnego światła. Orientując się, gdzie się znajdowali, omiótł obszar uważnym spojrzeniem.
Drżącą ręką wyciągnął zeszyt z kieszeni kurtki i złapał za długopis; już po jego spojrzeniu było widać, że trafiła w dziesiątkę i że pomysł go wzruszył. Epi, to najlepsza rzecz, jaką zrobił dla mnie ktokolwiek. Kiedykolwiek. Niekontrolowane, emocjonalne ruchy utrudniały mu pisanie, ale miał nadzieję, że dziewczyna zdołała odczytać słowa. Wygląda tak, jak go sobie wyobrażałem. Nawet nie wiedziałem, że takie miejsce istnieje.
Nieistotne było, że w śnie drzewa były posadzone w równych rządkach — ten detal był na tyle mało znaczący, że Castor postanowił go zignorować. I nie, nie wracajmy do domu. Jest Chciałbym tutaj zostać, z tobą.
Kusiło go, by spytać, czy mógł ją przytulić, ale powstrzymał się resztkami sił, bo nie chciał popsuć tak ważnego momentu.
Zamurowało mnie. Ale wiesz, pozytywnie. Naprawdę się cieszę. Zanotował, posyłając jej jeden z uśmiechów, które mogła oglądać na tamtym nagraniu.

epiphany hart
26 lat
175 cm
emerytowane pracujące dziecko
epiphany hart
Awatar użytkownika
opis
Lately it's been hard. They're selling me for parts. And I don't want to be modern art... But I only got half a heart to give to you.

Nie wiedziała, że Castorowi aż tak zależało na kontakcie - raczej przewidywała, że z ich dwójki to ona bardziej tęskni do tego, jak było. Za czym mógłby tęsknić on? Czego mogło mu brakować? Tego, że wiecznie wpędzała go w poczucie winy swoimi nieproporcjonalnymi do sytuacji reakcjami? Wybuchami, w których nie kontrolowała swoich słów? Było jej wstyd za wiele zachowań, wliczając ostatnie spotkanie pod drzwiami mieszkania. I nie zdziwiłaby się wcale, gdyby Castor powiedział że jazda na rollercoasterze nie jest dla niego, on wysiada, pozdrawia i życzy powodzenia. Zaś gdy ogarniał ją strach, że Castor odejdzie zmęczony tym, że Epiphany wszystko psuła koncertowo… Przypominała sobie, że i ona miała odejść - już niedługo, po zakończeniu obowiązkowych trzech miesięcy w grupie. Wtedy myśli blondynki wpadały w spiralę zamartwiania się przyszłością, mózg zaliczał zwarcie i wyłączał się na długie godziny.
Niewymuszona, natychmiastowa reakcja Castora od razu jednak wypełniła jej serce ciepłym uczuciem, którego nie potrafiła jeszcze nazwać. Gdy on się cieszył, ona się cieszyła. Gdy on się uśmiechał, ona uśmiechała się jeszcze szerzej. Gdy dostrzegała błysk życia w jego oczach, tak rzadki, tak cenny - sama na moment zapominała o tragizmie codziennej egzystencji. Wpatrywała się w niego bezpardonowo, chcąc zapamiętać jak najwięcej detali - jeśli nadejdzie moment w którym Hathaway powie dość, będzie mogła choć w myślach wrócić do momentu, w którym podarowała mu choć ten jeden szczery uśmiech.
To… Wiesz, miło mi się słucha komplementów, ale… Nie przesadzasz może? Troszeczkę? — spytała zakłopotana przeczytawszy karteczki. Okej, planowała miłe wyjście do lasu, postarała się, ale „najlepsza, kiedykolwiek”? Założyłaby się, że jednak były w jego życiu większe, ładniejsze, lepsze gesty niż PIKNIK W LESIE. Ruszyli więc spokojnym krokiem w stronę punktu widokowego, a Epiphany bez pytania wzięła Castora pod ramię - prawą stroną, bo musiała uważać na szwy z lewej.
Chciałam odezwać się wcześniej…
Brakowało mi ciebie.
Ale miałam trochę przygód…
Najpierw sama zrobiłam sobie krzywdę. Potem mnie napadnięto i zrobiono mi krzywdę. A potem moje serce się wyłączyło, ale to nic.
I nie chciałam…
Żebyś musiał dźwigać ciężar moich problemów, bo masz wystarczająco własnych.
Byłeś na mnie zły?
Czy już masz mnie dosyć, czy przegięłam o jeden raz za dużo, czy powinnam zacząć się przyzwyczajać do życia po wyjeździe z Sapphire Creek, w którym nie ma Pana Milczka?
Nie przyszedłeś… Tyle dni...
Chciałam, żebyś przyszedł. Czekałam.

castor hathaway
32 lata
188 cm
czy można stracić coś, czego się nigdy nie miało?
castor hathaway
Awatar użytkownika
opis
A potem świat znowu zaczął istnieć, ale istniał zupełnie inaczej.

Brakowało mu jej. Tylko jej i jej — brakowało mu każdej cząstki Epiphany, bo ją l u b i ł; z krzykami, nieporozumieniami i wstydem. Lubił. Z każdym spotkaniem stawała się mu coraz bliższa i mówił jej o wiele więcej, niż komukolwiek innemu. Powoli przekonywał się, że była przyjaciółką, a ich relacja, ze zwykłego układu, stawała się czymś, czego nie dało się cisnąć w kąt z dnia na dzień.
Pokręcił przecząco głową; Epiphany o tym nie wiedziała, ale w przeszłości niewiele osób starało się dla niego. Bo kto miałby? Ojciec pił i liczył się dla niego tylko alkohol. Matka? Ona się faktycznie starała, ale miała zbyt wiele problemów, by myśleć o czymkolwiek więcej niż zaspokojenie podstawowych potrzeb. A Castorowi brakowało sfery emocjonalnej; brakowało mu, by ktoś, tak jak teraz Epi, zrealizował jego marzenie senne i zabrał go do nieistniejącego lasu, w którym mógł czuć się bezpiecznie. Może odrobinę. Przyznał, by nie zawstydzać dziewczyny.
Dla Castora to nie było tylko wyjście do lasu na piknik; dla niego gest znaczył o wiele więcej — był sygnałem, że ktoś chciał się z nim widywać i że ich znajomość będzie trwała (przynajmniej do wyjazdu Epiphany). Poza tym, zaproszenie dało mu bodziec do cięższej pracy na zajęciach z logopedą — na razie nie zdradzał szczegółów, ale miał pewien plan.
Uśmiechnął się, gdy wzięła go pod rękę i ruszył do punktu widokowego. Milczał, dopóki nie zrobili krótkiego postoju; korzystając z okazji, że jego ręce były wolne, złapał za zeszyt i przelał słowa na papier: Bałem się, że się będę narzucał. Proste i szczere; przelał na papier prawdę, bo nie chciał wymyślać setek powodów, dla których nie odwiedził jej wcześniej.
Długo zbierałem się w sobie, ale byłaś pierwsza. Dopisał jeszcze, posyłając jej uśmiech. Już dawno doszedł do wniosku, że z ich dwójki to ona była odważniejsza.
Chwilę później znów chwycił ją za ramię i mogli ruszać dalej. Gdy dotarli na miejsce, przez chwilę podziwiał przyrodę, a później zerknął na Epi. Chętnie posłucham, co się u ciebie działo. Jeśli oczywiście chcesz mi o tym opowiedzieć.
Wolał zaznaczyć, że historia nie była obowiązkowym elementem ich spotkania — nie był ciekawski (już nie), więc to, czy dowie się o jej przygodach zależało tylko od niej. Ja się głównie nudziłem. Nadrobiłem kilka podcastów i zacząłem rozkładać na części pierwsze V Symfonię Czajkowskiego.
Lubił muzykę klasyczną i nie uważał jej za nudną. Podczas słuchania, skrótowo zapisywał wszelkie informacje i towarzyszące mu emocje. Tak oto, przy V Symfonii zanotował:
Czajkowski pisał ją u szczytu sławy; utwór nie ma jednoznacznej interpretacji. Per aspera ad astra. Posępna melodia powraca i niepokoi (dwukrotnie podkreślone)!!

epiphany hart
26 lat
175 cm
emerytowane pracujące dziecko
epiphany hart
Awatar użytkownika
opis
Lately it's been hard. They're selling me for parts. And I don't want to be modern art... But I only got half a heart to give to you.

Wszystko w Epi krzyczało, że potrzebowała tego narzucania. Potrzebowała żeby ktoś czynami, zachowaniem udowodnił jej że zasługiwała na czas, zainteresowanie. W życiu słyszała już wiele pustych słów, niepopartych działaniem. Słów za którymi nie stało nic. Tak bardzo pragnęła odmiany.
Powoli przestawała się tego wstydzić. Tego odkrycia wrażliwości, jakim było mówienie o potrzebach emocjonalnych, potrzebach w relacji. Tylko z Castorem i tylko dlatego, że był wobec niej aż tak cierpliwy. Jak nikt nigdy. Pozwalał jej być sobą. I raz za razem dawał znać, że taka jaka była, w zupełności mu wystarczała. Dlatego zrobienie mu niespodzianki było, w gruncie rzeczy, niczym - niczym przy tym, co Epi dostawała w tej relacji od niego. Tak to postrzegała.
Narzucaj się częściej — oznajmiła więc od razu, z pewnością i pełnym przekonaniem, bez najmniejszego zawahania. Komunikowała potrzebę jego towarzystwa głośno i wyraźnie, jednocześnie przyjmując, że cała ta sytuacja była jej winą. Nie powinna się płoszyć jak dzikie zwierzę i uciekać. — Następnym razem… — wiedziała, że prędzej czy później znów coś odwali i zepsuje — nie każ na siebie czekać, bo tęsknię.
W tej kwestii także była tą bardziej odważną.
Gdy usiedli na ławeczce w malowniczym punkcie, Epi wyciągnęła z plecaka dwa metalowe kubeczki które Castor musiał napełnić herbatą z termosu. Wyjęła też kartonowe pudełko z rogalikami, które podsunęła na ławce w stronę przyjaciela. — Czekoladowy, migdałowy… — wskazywała trzęsącym palcem. — Czekoladowy z migdałami…
Nie wiedziała, na jaki będzie miał ochotę więc wzięła wszystkie na wszelki wypadek. Sama oczywiście nie planowała jeść - a już na pewno nie w towarzystwie.
Nie przepadam za nią — zaczęła od kwestii wspomnianej symfonii, wzrokiem ogarniając zamarznięte jezioro pokryte śniegiem. — Sprawia że czuję, jakby za chwilę miało się wydarzyć coś bardzo złego. Już nie chcę tak czuć. Jestem tym zmęczona — westchnęła. Ta myśl sprawiła, że zdecydowała o podzieleniu się z Castorem wydarzeniami minionych dni. — Miałam ciężką noc i… Skończyło się na pogotowiu. Dwadzieścia szwów — uniosła rękaw kurtki by pokazać kawałek grubego bandaża zaczynającego się u nadgarstka lewej ręki. Było jej wstyd, więc używała eufemizmów i nie mówiła wprost. — Później taki mężczyzna rozpoznał mnie w centrum i chciał zdjęcie, a ja nie chciałam. Więc zaczął mnie szarpać i szwy puściły… — wspomnienie beżowego płaszcza nasiąkającego krwią sprawiło, że zadrżała ze strachu. — Taki księgowy mi pomógł. To znaczy później mi powiedział, że jest księgowym. Pojechaliśmy taksówką do przychodni, ale bardzo się zdenerwowałam… — uciekała spojrzeniem; mogło się wydawać że w tej historii także ważniejsze były czyny, a zatem samookaleczenie czy napaść. Otóż nie - to wypowiedziane słowa zostały w Epi najdłużej, raniły najbardziej. — Bo ten agresywny facet powiedział, że wyglądam, jakbym już dawno zdechła — powiedziała smutno po dłuższej ciszy i objęła się ramionami. Czy ludzie myśleli, że Epiphany nie ma lustra? Że nie wie jak wyglada i trzeba jej o tym powiedzieć? Wiedziała. Wiedziała aż za dobrze i brzydziła się sobą każdego dnia, ale komentarze z ust obcych były niczym setki żyletek tnące jednocześnie. — Mam chore serce… Nie dało rady i w tej taksówce się… Wyłączyło. Ale potem niestety mnie naprawili… I przespałam dwa dni. A teraz jesteśmy tutaj.

castor hathaway
ODPOWIEDZ