29 lat
164 cm
pracuję w ratuszu i kradnę portfele
art foster
Awatar użytkownika
opis
Miała w życiu pecha, rodząc się wśród Fosterów, ale uśmiechnęło się do niej szczęście, kiedy doczekała się przeszczepu nerki. Pracuje w ratuszu żeby mieć dostęp do rzeczy, do których nie powinna, a dzięki temu łatwiej jej się kradnie.

- 5 -

Wciąż nie potrafiła odpowiedzieć sobie na pytanie, czy powrót do Sapphire Creek był dobrym pomysłem, ale za każdym razem kiedy jej myśli zawędrowały za daleko, żebrząc o ucieczkę, przywoływała przed oczy twarz młodszej siostry i docierało do niej, że jeśli ona nie zadba o młodsze rodzeństwo, to nikt tego nie zrobi, a być może żadne z nich nie będzie miało tyle szczęścia co Art, ani okazji na wyrwanie się z tej dziury. Dlatego każdego dnia grymas frustracji, zamieniała na wystudiowany uśmiech, którym witała interesantów rady miasta, z powściągliwą uprzejmością odpowiadając na ich pytania, nawet te, które nierzadko sprawiały, że miała ochotę wstać z krzesła i rzucić im w głowę zszywaczem.
Myślała, że powrót na spotkania grupy wsparcia coś zmieni. Poukłada jej bałagan w głowie i wskaże drogę, której do tej pory nie zauważyła. Ale nic takiego się nie stało. Po części mogła być za to odpowiedzialna, nie kwapiąc się do wylewności, kiedy padała jej kolej na opowieść. W przeciwieństwie do nowej koleżanki, wypluwała z siebie zdawkowe zdania, ale wciąż większość czasu spędzała tak jak ona, w milczeniu. Być może to właśnie dzięki Ophelii, jeszcze nie zrezygnowała ze spotkań, czując że bardziej pomagają jej wspólne wyjścia po meetingach, niż sama grupa wsparcia.
Nawet nie pamiętała jak doszło do tego, że wspólnie przypieczętowały decyzję o sobotnim wyjściu. Po prostu się stało, a ani Art, ani Ophelia nie oponowały. To było im potrzebne. Oderwanie się od codzienności, traumatycznych opowieści ludzi z ośrodka i dźwigania problemów, które przygniatały ich karki swoim ciężarem. Czasem dziewczyna po prostu musi wyjść, zdruzgotać się alkoholem, a następnego dnia przeklinać cały świat za cholernego kaca.
Podjechała pod dom Murdock taksówką, a kiedy brunetka podeszła do samochodu, odruchowo poklepała siedzenie obok. Wiedziała, że to absurdalne, ale czasami zazdrościła jej, że nie musi widzieć tego wszystkiego. To znaczy świata, brudnych tapicerek, zepsutych ludzi, przemocy i tak dalej. Dopiero potem strofowała się w głowie za takie myśli, bo przecież to przez to, została zmuszona, zupełnie jak Art, do powrotu do Sapphire Creek, z którego udało jej się wyrwać. Mimo, że wcale tego nie chciała, została bezpardonowo wciśnięta w ciemność i pozbawiona tego czego kochała. Tak, czasami myśli Foster bywały idiotyczne.
- Mam nadzieję, że jesteś gotowa na to, że wracając do domu, będziemy musiały się czołgać? - zagaiła wesoło na powitanie. W zasadzie to była jedna z chwil w których po jakimś czasie wzrok przestawał być potrzebny, bo i tak zaczynał w pewnym momencie szwankować. Przynajmniej w jej przypadku, bo paru zdecydowanie głębokich kieliszków, zarówno naczynia jak i ludzie, zaczynali się najpierw mnożyć, a potem zupełnie rozmazywać.
Kiedy dojechały do lokalu, kelnerka zaprowadziła je do stolika i zaczekała aż złożą zamówienie. White Wolf było jednym z niewielu miejsc, do których lubiła przychodzić. Zazwyczaj omijała zatłoczone miejsca w miasteczku, wciąż trzymając w sobie urazy z dzieciństwa.
- Dzisiaj chętnie wypiłabym drinka, nie w jakiejś fikuśnej szklance, tylko w wiadrze. Wiesz, takim jak dzieci zabierają do piaskownicy. Kilka razy spotkałam się z czymś takim, ale w Sapphire, musiałby się stać cud żeby gdzieś zaczęli coś takiego serwować. Muszę zamówić takie wiaderka i kiedyś ci coś takiego przygotuję. Znacznie większy komfort, nie trzeba ciągle dolewać - wyjaśniła pokrótce, przypominając sobie pewien raz sprzed dwóch lat, kiedy podczas wyjazdu trafiła do takiego lokalu. Sam fakt trzymania wiaderka za rączkę z wetkniętą weń słomką i grzechoczącymi kostkami lodu, sprawił, że była tym zachwycona, a dzisiaj rzeczywiście to był jeden z cięższych dni. Koniec miesiąca, koniec tygodnia. Marzyła o tym, żeby "zmyć" z siebie w jakiś magiczny sposób kurz każdego dnia.

Ophelia Murdock
29 lat
155 cm
próbuję uczyć muzyki dzieciaki, które nie mają słuchu
Ophelia Murdock
Awatar użytkownika
opis
Hello darkness, my old friend
I've come to talk with you again

012
Ostatnimi czasy, Ophelia coraz częściej zaczynała odnosić wrażenie, że jej życie kolejny raz od wypadku, zaczynało przypominać sinusoidę. Zdarzały jej się dni, kiedy humor jej dopisywał i nawet nadopiekuńczość matki nie potrafiła jej wyprowadzić z równowagi, zaś uśmiech dość często gościł na jej twarzy. Były jednak i takie dni, podczas których Murdock najchętniej nie wychodziłaby z łóżka, zakupując się coraz głębiej w pościeli i mając nadzieję, że wszyscy dookoła zapomną o jej istnieniu.
Zaczynała czuć, że ten chybotliwy spokój, który dla siebie zbudowała, powoli sypał się w posadach, tak jakby zapomniała w którymś momencie wzmocnić całą konstrukcję, by ta, stała stabilnie. Poniekąd, blondynka czekała na dzień, w którym to wszystko runie i pozostaną same zgliszcza, zaś ona, nie będzie miała pojęcia, jak to wszystko odbudować i sprawić, by po raz kolejny ten substytut życia, który dostała, zaczął funkcjonować.
Ophelia znała jednak doskonale powód, przez który nie mogła znów działać jak na autopilocie. Pojawienie się jej byłego narzeczonego w Sapphire Creek, sprawiło, że kobieta zaczęła coraz częściej wspominać swoją przeszłość i to, życie, które wiodła przed wypadkiem, i które tak bardzo kochała. Robert samą swoją obecnością sprawił, że Ophelia zatęskniła za tym wszystkim, co utraciła, i wspomnienia o czym, zepchnęła w najdalsze zakamarki swojego umysłu. Nie potrafiła się pozbierać, a przede wszystkim, nie wiedziała, jak miała na nowo, ogarnąć tę nową rzeczywistość. Czuła się trochę jak dziecko, które po raz pierwszy zostało pozbawione wsparcia przy próbach stawiania pierwszych kroków.
Nic więc dziwnego, że kiedy po jednym ze spotkań grupy wsparcia wpadły z Art na pomysł weekendowego picia, Murdock nie mogła się go wręcz doczekać. Zdecydowanie potrzebowała takiego resetu, a przede wszystkim, chociaż jednego wieczoru, podczas którego odetchnie i nie będzie musiała myśleć o tym wszystkim, co ją ostatnio dręczyło.
Jak na szpilkach czekała tego wieczoru na taksówkę i kiedy ta w końcu podjechała, zbyła jęczenie matki całkowitym milczeniem i ruszyła w kierunku auta.
- Możemy się czołgać, toczyć z jakiejś górki, cokolwiek. Byleby nie pamiętać nic z tej nocy. - Powiedziała rozbawiona, wsiadając do auta i zajmując miejsce na tylnej kanapie.
Była podekscytowana tak, jak już dawno jej się nie zdarzało. Specjalnie nie wzięła swoich leków, by móc raczyć się alkoholem nawet i do białego rana.
- Takie wiadra mieli chyba w którejś knajpie w Nowym Jorku. - Zastanowiła się przez chwilę, marszcząc lekko brwi. - To było lepsze, niż zamawianie drinka co pół godziny. - Dodała, przypominając sobie, jak kiedyś ze znajomymi zdecydowali się właśnie na taki sposób picia alkoholu. - A dziś żadnych kolorowych drinków. Najwyżej szoty we wszystkich kolorach tęczy, a na popitkę czysta wódka. - Zaproponowała, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że w ten sposób dość szybko się załatwią.

art foster
29 lat
164 cm
pracuję w ratuszu i kradnę portfele
art foster
Awatar użytkownika
opis
Miała w życiu pecha, rodząc się wśród Fosterów, ale uśmiechnęło się do niej szczęście, kiedy doczekała się przeszczepu nerki. Pracuje w ratuszu żeby mieć dostęp do rzeczy, do których nie powinna, a dzięki temu łatwiej jej się kradnie.

Może nie należało to do najbardziej solidnych podstaw relacji, ale kiedy życie wywracało się do góry nogami, rozumiały się bez słów. Art jak nikt inny potrafiła sobie wyobrazić jakie to uczucie, kiedy ktoś kto zniknął z Twojego życia, nagle pojawia się w nim bez słowa uprzedzenia. W końcu w ten sposób na nowo zaczął stawiać nieśmiałe kroki Anthony, którego pożegnała lata temu, przeganiając przez przeszło dekadę myśli w których zastanawiała się jak mu się wiedzie, a przede wszystkim czy dobrze zrobiła, pozwalając mu odejść, bez słowa zająknięcia się o swojej chorobie. W pewien sposób nawet już przywykła do myśli, że został tylko wspomnieniem. Duchem minionego czasu, który już nigdy więcej nie odwiedzi jej w zimie jej życia. Kiedy zatem pojawił się kilka dni temu na jej drodze, kompletnie się rozsypała wewnątrz, nie zdając sobie sprawy nawet jak bardzo ją to poruszyło. Mimo, że stał się realny, nabrał kształtów i wreszcie mogła go dotknąć, wciąż z tyłu głowy miała wrażenie, że to wszystko nagle zniknie.
Dochodziła jeszcze sprawa z jej młodszą siostrą. Arizona miała prawo być na nią wściekła. W końcu tym razem to Art odeszła, pozostawiając ją bez słowa, głucha na wiadomości i telefony, wierząc, że to wszystko robi w dobrej intencji. Cóż, młodsza Foster wcale nie podzielała tego zdania. Najchętniej skopałaby jej dupę, ale różnica ponad dziesięciu lat między nimi, wzrost i fakt, że to Art nauczyła ją wszystkiego, nie działał na jej korzyść. W przeciwnym wypadku była pewna, że ze spotkania wróciłaby z podbitym okiem.
Nic dziwnego, że każda z nich potrzebowała takiego wieczoru. Obie były zmęczone niekończącymi się wariacjami w życiu, a przede wszystkim destabilizacją tego co miały względnie poukładane. Pomysł weekendowego wyjścia zatem spadł jak długo wyczekiwany śnieg, na który zgodnie z niepisaną regułą potem wszyscy zaczęli narzekać. Podejrzewała, że tak samo będzie, kiedy obudzą się jutro z bólem głowy i posmakiem trucizny na języku, ale akurat o jej zupełnie nie przeszkadzało. Ważne było tu i teraz, a tu i teraz nie musiała prześlizgiwać się pod osłoną nocy między domami na osiedlu przyczep, tylko z pewną swobodą i ze spokojem przemierzać miasto, w całkiem ładnym stroju od którego prawdopodobnie niedługo zmarznie jej tyłek.
- Masz to jak w banku. Chociaż część rzeczy dobrze byłoby zapamiętać, przynajmniej na początku, wiesz, żeby do tego potem wracać - zaśmiała się, równocześnie ciesząc się w duchu, że jej przyjaciółka jest równie mocno podekscytowana ich wspólnym wyjściem co ona. Pogrzebała chwilę w odmętach torebki, wyciągając spomiędzy kupki śmieci, na wpół zużytych gum do żucia, niedokończonych paczek papierosów i kluczy, niewielką buteleczkę z kolorowym płynem.
- Zupełnie jakbym ci czytała w myślach! Proszę, to na rozgrzewkę. Kolorowa wódka, ale nie kolorowy drink - powiedziała uroczyście, wręczając jej w dłonie przysłowiową małpkę. Sama w dłoni trzymała swoją, którą stuknęła się z tą którą przed chwilą przekazał Ophelii. - Prawda? Nawet lód się wcale tak szybko nie rozpuszczał, więc to było zajebiste rozwiązanie - i równocześnie nieco zdradliwe, ale nikt nigdy się tym nie przejmował, popijając niekończącego się drinka z wiaderka, który zawsze był śmiesznie tani i wchodził jak woda.
- Żadnych kolorowych drinków. Masz to jak w banku. Możemy wypróbować wszystkie szoty jakie mają w menu. Nigdy nie próbowałam tych podpalanych, więc akurat mamy okazję żeby to zmienić - zapowiedziała głośno, przewijając w głowie listę szotów, którą zdarzyło jej się kilka razy już czytać. Taksówka powoli zbliżała się do lokalu. Kiedy przystanęła pod wejściem, Art rozliczyła się z mężczyzną zza kierownicy i zaczekała na przyjaciółkę, aż ta pierwsza opuści samochód.
- Niby przy barze pije się najlepiej, ale zarezerwowałam nam stolik. Jak już będziemy tak bełkotać, że się nie zrozumiemy, wtedy możemy przenieść się do baru - wyjaśniła, prowadząc Ophelię w stronę stolika w rogu. Tak po prawdzie, nieważne gdzie będą piły. Wszystko wskazywało na to, że nim upłynie godzina, będzie im już wszystko jedno.

Ophelia Murdock
29 lat
155 cm
próbuję uczyć muzyki dzieciaki, które nie mają słuchu
Ophelia Murdock
Awatar użytkownika
opis
Hello darkness, my old friend
I've come to talk with you again

Pierwszą rzeczą, której Ophelia nauczyła się tuż po wypadku, kiedy otworzyła oczy i zobaczyła jedynie ciemność, była świadomość tego, że życie wcale nie było tak proste, jak mogłoby się wydawać. A wszystkie marzenia, które nawet początkowo zaczynały się spełniać, dosłownie w każdej chwili mogły przestać istnieć, sprawiając, że wszystko to, co do tej pory tak bardzo się kochało, stawało się jedynie mglistym wspomnieniem, do którego wracać można było podczas bezsennych nocy.
W życiu nigdy nic nie było dane raz na zawsze, a jeden głupi błąd, czy nawet chwila nieuwagi, mogły sprawić, że wszystko wywracało się o sto osiemdziesiąt stopni, stawiając człowieka w zupełnie innej rzeczywistości niż ta, którą dotąd znał.
Ophelia dobrze wiedziała jak to jest. Zdążyła przywyknąć do nowych warunków życia, choć serce nadal wyrywało się do tego, co miała kiedyś. Być może udałoby się jej o tym wszystkim zapomnieć, ułożyć sobie wszystko na nowo, gdyby nie powrót Roberta. To on sprawił, że kobieta na nowo zapragnęła tego, czego mieć nie mogła i chociaż czuła, że popełniała błąd, nie potrafiła wyrzucić swojego byłego narzeczonego z tego nowego życia, które dla siebie stworzyła.
I był jeszcze Dermot, którego Murdock lubiła coraz bardziej, chociaż nie miała zielonego pojęcia, co tak naprawdę między nimi było. Był zupełnym przeciwieństwem Robbiego i chyba właśnie to najbardziej ją w tym wszystkim pociągało.
- Ważne, że będziemy pamiętały wejście do baru. - Stwierdziła rozbawiona, biorąc w dłoń podawaną jej przez Art małpkę. Otworzyła buteleczkę i wzięła solidnego łyka, krzywiąc się przy tym okropnie. - Podobno dobry alkohol można poznać po jego mocy. - Odezwała się po chwili, oblizując usta i biorąc kolejny, tym razem zdecydowanie delikatniejszy łyk. Zakręciła zaraz naczynie, kładąc je obok siebie na siedzeniu. Nie chciała się od razu urżnąć, więc dawkowała alkohol. Przynajmniej na razie, bo coś czuła, że później mogło być z tym różnie.
- Na moje, to takie wiadra powinny być podstawowym drinkiem serwowanym w każdym lokalu. Chociaż z drugiej strony, utarg mógłby być słabszy, bo jednak nie sądzę, żeby ludzie zamawiali ze dwa czy trzy takie wiaderka w trakcie jednej imprezy. No, chyba że chcieliby skończyć pod stołem. - Stwierdziła po chwili, szeroko się uśmiechając.
Po raz pierwszy od dawna Ophelia nie miała na sobie swojego standardowego szerokiego swetra, a całkiem ładną sukienkę i nawet nie przeszkadzał jej chłód, który panował na zewnątrz, i który poczuła, kiedy tylko wysiadły z taksówki.
- Ach, jeszcze jedna podstawowa zasada. - Zastrzegła sobie, kiedy przekroczyły próg baru, a do jej nozdrzy doleciał zapach alkoholu, wymieszany z perfumami i potem innych gości. - Żadnych rozmów o facetach. - Powiedziała, bo chociaż w ten jeden wieczór nie chciała myśleć o Robbiem, Dermocie i wszystkich mężczyznach jej życia, którzy z jakiegoś powodu z niego zniknęli.
- Dobra. Na razie możemy siąść przy stoliku. Potem idziemy podrywać barmana. O ile jest przystojny. - Dodała, parskając śmiechem, po czym usiadła na dość wygodnej i miękkiej kanapie, nie mogąc się doczekać tych pierwszych kolorowych szotów, które miały wprawić je w odpowiedni nastrój.

art foster
29 lat
164 cm
pracuję w ratuszu i kradnę portfele
art foster
Awatar użytkownika
opis
Miała w życiu pecha, rodząc się wśród Fosterów, ale uśmiechnęło się do niej szczęście, kiedy doczekała się przeszczepu nerki. Pracuje w ratuszu żeby mieć dostęp do rzeczy, do których nie powinna, a dzięki temu łatwiej jej się kradnie.

Jedna chwila potrafiła zaważyć na reszcie życia. Przeżyła to na własnej skórze. Wystarczył moment nieuwagi na drodze, a bogu ducha winna Art, zajmująca siedzenie pasażera przez następne lata żyła, żebrząc o każdy następny rok wypełniony dializami i wiecznym strachem, że kiedyś nadejdzie moment, w którym nastąpi ciemność, głodna i przerażająca, która połknie ją w całości. W pewnej chwili nawet była już przygotowana na śmierć. Po ciągłych latach zakwitła w niej rezygnacja. Mimo siły walki, którą pielęgnowała w sobie każdego dnia, nie mogła pozbyć się wrażenia, że jakaś siła po prostu działa przeciwko niej.
Rzadko wspominała na ten temat. W zasadzie prawie w ogóle, a na pewno nie na spotkaniach grupy wsparcia. Mimo, że minęły już od tamtego czasu ponad dwa lata, wciąż nie mogło do niej dotrzeć, że jakimś cudem jej się udało. Resztę życia mogła spędzić bez dializ i wykorzystać szansę na otworzenie nowego rozdziału. Po części była na to gotowa. Musiała tylko zrealizować swój plan. Zabrać rodzeństwo od rodziców i pozwolić im na życie z dala od przyczep i oceniających spojrzeń. Chciała dać im taką samą szansę, jaką dostała sama, ale wszystko zaczęło się komplikować. W pewnym momencie się pogubiła. Nie wiedziała którą drogę wybrać. Małymi krokami, ale cofała się.
Czasami wciąż nie mogła uwierzyć w to, że to właśnie jej się udało. Przecież byli inni ludzie, tacy jak Ophelia, którzy bardziej na to zasługiwali. Nie Art. Nie dziewczyna z osiedla przyczep, która kradła, przeklinała i zdecydowanie za dużo paliła.
- W sumie racja, o takim argumencie nie pomyślałam. Ale kiedyś obiecuję ci, że zrobimy sobie imprezę z wiadrami i nikt nie będzie się przejmował żadnym utargiem, bo ja stanę za barem - obiecała, jeszcze zanim opuściły wnętrze taksówki. Powietrze było rześkie. Pachniało chłodem i spalinami. Nad ich głowami błyszczały gwiazdy, rozświetlające bezchmurne niebo.
- Myślę, że to wspaniała zasada - zaśmiała się, z ulgą przyjmując fakt, że Kyle, Anthony i wszyscy inni mężczyźni wprowadzający komplikacje w jej życie w ostatnim czasie, przynajmniej na ten wieczór znikną z jej głowy.
- Powiedz mi lepiej, czy masz już jakieś plany na sylwestra. Bo jeśli zamierzasz spędzić go sama, to przysięgam, że sprawdzę twoją tolerancję na drinki z wiadra - sama w zasadzie niczego nie planowała. Zapomniała, że wielkimi krokami zbliżają się święta i okres, o którym tak na dobrą sprawę nie chciała myśleć, zważywszy na to, że jej młodsza siostra nie chciała mieć z nią nic wspólnego, a rodzice nawet nie wiedzieli, że wróciła do Sapphire Creek. Mimo to, koniec roku wydawał się być najprzyjemniejszą perspektywą na tle całej reszty.
- A barman? Zdecydowanie jest co podrywać, zwłaszcza jeśli lubisz wielkie, niebieskie oczy i ciemne, opadające na czoło włosy. No i widać, że lubi aktywnie spędzać czas - zareklamowała mężczyznę stojącego za barem, uważnie skanując każdy detal jego ciała, równocześnie starając się nie wypaść na stalkerkę.

Ophelia Murdock
29 lat
155 cm
próbuję uczyć muzyki dzieciaki, które nie mają słuchu
Ophelia Murdock
Awatar użytkownika
opis
Hello darkness, my old friend
I've come to talk with you again

Życie nie było fair i Ophelia doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Nie narzekała jednak na to, co ją spotkało, chociaż momentami naprawdę miała poczucie niesprawiedliwości. Nie mogła jednak cofnąć czasu, ani tym bardziej zmienić biegu wydarzeń z tamtego pamiętnego dnia, który w ułamku sekundy odebrał jej wszystko to, co znała i kochała.
Teraz, niemal po dwóch latach życia w ciemności, Murdock zaczynała się przyzwyczajać do tych nowych realiów, w których przyszło jej żyć, jednak nadal czasami wspominała minione lata, niezmiennie się nimi katując. Marzyła o tym, by chociaż jeszcze raz pojechać do Nowego Jorku i stanąć na deskach filharmonii, by znów coś zagrać, jednak wiedziała, że nie było to możliwe. Nie było już tam dla niej miejsca, a ona była skazana na to, by uczyć nastoletnich matołków muzyki.
- Trzymam cię za słowo. - Odpowiedziała ze śmiechem, kończąc swoją małpkę. - Albo załóżmy własny biznes i sprzedawajmy tam tylko wiadra. - Zaproponowała, oczywiście żartując, bo tak jak bezbłędnie znała się na muzyce, tak o niuansach prowadzenia własnej działalności nie wiedziała zupełnie nic.
Czuła powoli rosnącą w niej ekscytację, na myśl o tym wieczorze, spędzonym poza domem, a przede wszystkim, spędzonym bez obecności nadopiekuńczej matki, która przeżywałaby wszystko ze zdwojoną siłą, odbierając Ophelii chęć do zabawy.
- Na gadanie o facetach będziemy miały czas przez resztę tygodnia. Teraz powinnyśmy się porządnie zabawić. - Oznajmiła, a kiedy tylko opuściła taksówkę, poprawiła spódniczkę, którą na sobie miała i dziarskim krokiem — jak na osobę niewidomą — przekroczyła próg klubu. Jak na jej gust, muzyka grała odrobinę zbyt głośno i nie był to też żaden z preferowanych przez nią gatunków muzycznych, jednak nie miała zamiaru narzekać, wiedząc doskonale, że kiedy wleje w siebie kolejne porcje alkoholu, żadna melodia nie będzie jej już w niczym przeszkadzała.
- Jak na razie, zapowiada się na to, że spędzę sylwestra w domu. Z matką i ojcem. - Odpowiedziała zgodnie z prawdą, chociaż akurat ta jedna noc z rodzicami akurat jej nie przeszkadzała. Ophelia nie czekała zbyt mocno na nadejście nowego roku, bo dobrze wiedziała, że ten kolejny, będzie dokładnie taki sam jak obecny i powodów do jego świętowania nie widziała. - Chociaż nie powiem, że twoja propozycja nie jest kusząca. - Dodała jeszcze rozbawiona, bo może sylwester w towarzystwie Art byłby dla niej idealną alternatywą.
Słysząc opis stojącego za ladą barmana, Ophelia zmarszczyła lekko brwi, próbując go sobie wyobrazić.
- Ciekawa jestem, jakie ma dłonie. - Rzuciła po chwili, nie zastanawiając się nawet nad tym, jak absurdalnie musiało to zdanie zabrzmieć w jej ustach. - Mam jakiś dziwny fetysz dotyczący męskich dłoni. - Dodała, parskając śmiechem, po czym wypiła pierwszego z shotów, które dostały do stolika.

art foster
29 lat
164 cm
pracuję w ratuszu i kradnę portfele
art foster
Awatar użytkownika
opis
Miała w życiu pecha, rodząc się wśród Fosterów, ale uśmiechnęło się do niej szczęście, kiedy doczekała się przeszczepu nerki. Pracuje w ratuszu żeby mieć dostęp do rzeczy, do których nie powinna, a dzięki temu łatwiej jej się kradnie.

Dobrze znała cenę utraconych marzeń. Choć te jej nie były wcale skomplikowane, w pewnym momencie odsunęły się od niej o lata świetlne, stając się niemalże niemożliwymi do zrealizowania. Teraz, gdy wróciła do Sapphire Creek, wszystko miało stać się łatwiejsze, a było zgoła inaczej. Szeptane ciemną nocą w przyczepie życzenia, oblekł kurz. Powoli przykrywała je niewyraźna mgła wspomnień, a Art zastanawiała się, czy kiedykolwiek istniała szansa żeby je spełnić. Być może tak, ale nie dla niej. A przynajmniej nie kiedy wszystko się tak nagle skomplikowało.
Tu, na tylnym siedzeniu taksówki, nie musiała zastanawiać się co powiedzieć młodszej siostrze żeby jej wybaczyła, ani czy wpuszczanie po raz kolejny przyjaciela z dawnych lat, który złamał jej serce, było dobrym posunięciem. Mogła przez ten jeden wieczór poczuć się tak, jakby była licealistką, wymykającą się na imprezę. Zwłaszcza w pełnym ludzi barze, którego wieczorny gwar skutecznie zagłuszał wszelakie troski.
- Najpierw chyba musiałybyśmy znaleźć inwestora, bo nie wiem jak ty, ale mnie byłoby stać żeby zainwestować najwyżej w kilka wiaderek, a nie całe imperium. Niby dobra posada, a żebrak więcej pod Wallmartem wyciąga dniówki - zaśmiała się, oczywiście nie wspominając o drugim, bardziej intratnym biznesie który prowadziła. Zresztą nie było w tym niczego dziwnego, zważywszy na to, że był nielegalny, a każdy grosz odkładała na poczet życiowego celu - uwolnienia rodzeństwa z tej przebrzydłej nory jaką było Grizzly Terrace Park.
Wybór padł na White Wolf nieprzypadkowo. Może i miejscówka nie należała do największych imprezowni, ale takich raczej nie szukało się w Sapphire Creek, a w większych miastach. Najważniejszym aspektem tego miejsca zaś byli obłędni barmani - przynajmniej w opinii Art i dobre drinki, które potrafiły sponiewierać przez resztę wieczoru, a na tym im zależało. W tłumie ludzi zaś, dwie pijane dziewczyny nie będą się tak rzucały w oczy. Założenie wydawało się całkiem rozsądne, ale wiadomo - rzeczywistość nie zawsze spełnia wszystkie oczekiwania. W razie czego powinny się znaleźć jakieś pomocne ramiona, które w najgorszym wypadku zapakują je z powrotem do taksówki i odeślą bezpiecznie do domu.
- W takim razie czuj się zaproszona. Możemy zawsze wpaść tutaj, spędzić go u mnie albo zrobić coś bardziej szalonego i wbić na czyjąś imprezę. Masz dobry słuch, to zdamy się wtedy na ciebie i wybierzemy jakieś miejsce z dobrą muzyką - w końcu jeśli ktoś puszcza dobrą, głośną muzykę to może być dobry trop w wyborze odpowiedniej imprezy. Art zaś korzystając z tego w czym była dobra, czyli z obserwacji i znajomości bogatych posiadłości, mogła od razu wyeliminować potencjalne miejsca, w których spotkałyby je niedogodności. To nawet brzmiało jak całkiem niezły plan.
- Z tej odległości wyglądają jak całkiem zwyczajne męskie dłonie - odpowiedziała zupełnie niezrażona fetyszem przyjaciółki. W końcu każdy miał swoje dziwactwa, a Foster na swojej drodze spotkała ich mnóstwo i to znacznie dziwniejszych. - Na pewno nie są małe. Ale też nie jakieś wielkie. Takie nawet zadbane, tak mi się wydaje. Chociaż kto wie, może nie czyści paznokci? Jak siądziemy przy barze to się upewnię - obiecała, wczuwając się w swoją rolę obserwatorki. Zaraz potem poszła za przykładem Ophelii i sięgnęła po swojego szota, a kiedy go opróżniła, powędrowała dłonią do kolejnego.
- To co, po kolejnym? Podobno nieparzyście przynosi pecha - zaśmiała się, równocześnie zastanawiając się, czy to co zasłyszała o kwiatach, może też odnosić się do szotów i czy w rzeczywistości tak naprawdę nie było na odwrót.

Ophelia Murdock
29 lat
155 cm
próbuję uczyć muzyki dzieciaki, które nie mają słuchu
Ophelia Murdock
Awatar użytkownika
opis
Hello darkness, my old friend
I've come to talk with you again

Ostatnimi czasy, Ophelia przestała marzyć. A w zasadzie, bała się to robić, nie wiedząc do końca, czy kiedykolwiek odzyska wzrok, a bez niego nie chciała nawet robić zbyt dużych planów na kolejny tydzień. Przeciągające się w czasie ozdrowienie nie nastrajało jej optymistycznie, a raczej sprawiało, że coraz częściej popadała w nostalgię i melancholię, spędzając najchętniej czas w zaciszu własnego pokoju.
Ten wieczór miał być jednak inny i Ophelia miała co do niego jeden podstawowy plan, nawet całkiem łatwy do zrealizowania. Najzwyczajniej w świecie, chciała się sponiewierać i chociaż na chwilę zapomnieć o wszystkich problemach i tym, co w ostatnich dniach naprawdę mocno ją męczyło i uwierało.
- Wiesz - zaczęła, marszcząc lekko brwi i przy okazji nie pozwalając Art na to, by ta tak szybko niweczyła ich cudowny plan - inwestor to żaden problem. Szczególnie gdybyśmy przedstawiły mu cudowną wizje picia alkoholu z wiaderek. Poza tym tu w miasteczku to byłby strzał w dziesiątkę. Byłybyśmy jedyne. - Powiedziała z pewnością w głosie. Były to jednak raczej żarty, bo Ophelia nie zamierzała prowadzić własnego biznesu. Chciała jedynie odzyskać wzrok i wrócić do gry, a nawet przenieść się na nowo do Nowego Jorku, nawet jeśli wiązałoby się to z porzuceniem tego nowego życia, które dla siebie stworzyła po powrocie do Sapphire Creek.
- Będę to miała na uwadze. - Obiecała z lekkim uśmiechem. - I chyba stawiałabym na trzecią opcję i wbicie się komuś randomowo na imprezę. Wiesz, mamy asa w rękawie. Ślepej laski na pewno nie wyrzucą. - Oznajmiła, parskając śmiechem. Teraz, kilkanaście miesięcy po wypadku, Murdock potrafiła żartować sobie ze swojej niepełnosprawności, chociaż na początku przychodziło jej to z trudem i strasznie się irytowała, kiedy robił to ktoś inny. Obecnie, nie miała już z tym aż takiego problemu, nabierając po prostu do całej sytuacji nieco zdrowego dystansu, jakby zrozumiała, że odzyskanie przez nią wzroku, nie było zależne jedynie od niej.
Zaśmiała się, słysząc dokładny opis dłoni barmana, przedstawiany jej przez Art.
- Fuj. Weź nawet tak nie mów. - Wzdrygnęła się z obrzydzeniem, krzywiąc się przy tym. - Nie ma nic gorszego niż brudne paznokcie u faceta. A jeszcze gorzej, jak je sobie obgryzuje. Fujka razy dwa. - Dodała jeszcze, wzdrygając się po raz kolejny, chociaż to drugie mogło być spowodowane wypiciem pierwszego, naprawdę mocnego shota. - I trzymam cię za słowo. Jak będzie miał zadbane dłonie to może go nawet poderwę. - Oznajmiła, parskając śmiechem, chociaż dobrze wiedziała, że tego nie zrobi. Nie była tego typu kobietą, zresztą nawet za bardzo jej na tym nie zależało. Jednak z drugiej strony, Ophelia chciała sprawdzić, czy nie wyszła z wprawy.
- No raczej. - Zgodziła się, wyciągając rękę, by odszukać kolejny pełny kieliszek. - Na drugą nóżkę, bo będziemy krzywo chodzić. - Dodała po chwili, po czym wypiła wszystko za jednym razem, krzywiąc się przy tym potwornie. - Strasznie mocne te szoty tu mają. - Dodała, kiedy doszła już nieco do siebie, a szeroki uśmiech pojawił się na jej twarzy, zaś w głowie zaczynała odczuwać pewnego rodzaju lekkość, wywołaną wypitym już do tej pory alkoholem.

art foster
29 lat
164 cm
pracuję w ratuszu i kradnę portfele
art foster
Awatar użytkownika
opis
Miała w życiu pecha, rodząc się wśród Fosterów, ale uśmiechnęło się do niej szczęście, kiedy doczekała się przeszczepu nerki. Pracuje w ratuszu żeby mieć dostęp do rzeczy, do których nie powinna, a dzięki temu łatwiej jej się kradnie.

Marzenia przez długi czas były jedyną rzeczą jaką dysponowała. To one rozświetlały jej drogę w ciemnościach,a przede wszystkim pozwalały oderwać się od brudów życia, które ciągnęły się za nią w nieskończoność. Część z nich udało jej się ziścić, ale tylko za sprawą przeszczepu nerki. Gdyby nie to, prawdopodobnie w końcu by z nich zrezygnowała, uznawszy, że nie ma sensu gonić myślami za czymś co nigdy się nie spełni.
Teraz coraz śmielej myślała o innych, przyjemnych rzeczach. Łatwiej było wyrwać się z domu, nie mieszkając już z rodzicami i przez chwilę nie myśleć o wielkim planie, a zamiast tego skupić się na prostych rzeczach, takich jak zdruzgotanie się alkoholem i niezarzyganie przy tym ubrań. Cieszyła się, że miała okazję zrobić to właśnie z Ophelią, która równie mocno potrzebowała odskoczni, co ona.
- W sumie, może i masz rację. Weźmy na przykład tych całych Lowellów. Dzieci tego starego dziada byłyby całkiem niezłym celem. Skoro walczą o jego uznanie, taki lokalny biznes trafiający w niszę byłby jak strzał w dziesiątkę, a potem wiadomo, franczyza i te sprawy. Jeszcze zrobi się o nas głośno, Murdock - zaśmiała się, nie traktując swoich planów poważnie. Istniało ogromne prawdopodobieństwo, że ktoś taki popukałby się tylko w czoło i posłał je do diabła, ale ten plan zaczynał jej się coraz bardziej podobać. Nawet jeśli nigdy miał nie być wcielony w życie.
- A nie no, to jest drugi as, pierwszym jesteśmy my rzecz jasna, dwie najlepsze laski w Sapphire Creek - dodała, unosząc sugestywnie brwi. Choć nie miało to większego znaczenia, nigdy nie panowała nad ekspresją swojego ciała. Wizja wbicia na imprezę do obcych ludzi, zaczynała jej się coraz bardziej podobać. Chociaż istniało ryzyko, że spotkają mimo wszystko kogoś znajomego, nikogo zazwyczaj na takich wydarzeniach nie interesowało, czy ktoś przyszedł na krzywy ryj. No, z wyjątkiem właściciela mieszkania, ale ci zazwyczaj o odpowiedniej porze byli już tak zalani, że ledwie kojarzyli fakty.
- O ble, nawet nie chce tego sobie wyobrażać, bo już zaczynam myśleć o innych, obleśnych rzeczach jakie ludzie robią - skrzywiła się, przypominając sobie o różnych dziwacznych naleciałościach, jakie przez lata zaobserwowała nie tylko u nieznajomych, ale i całkiem dobrze znanych ludzi. Postanowiła jednak nie kontynuować tematu, żeby przyjaciółka nie musiała zostać sam na sam z tą wizją. - Trzymam za słowo. W zasadzie to zaraz możemy się przesiąść, co ty na to? Póki są miejsca przy seksi dłoniach - do lokalu zaczynało przychodzić już coraz więcej ludzi, ale część miejsc przy barze pozostawała pusta. Na pierwszy strzał szły stoliki, a kilka grupek po prostu stało w okolicy baru, głośno o czymś rozmawiając.
- Widzisz, to się nazywa ekonomiczne picie - zaśmiała się, próbując się nie zakrztusić kolejnym szotem. Rzeczywiście były mocne, a choć w piciu podłych trunków miała wprawę, jej gardło mimo wszystko było wrażliwe na ten smak. - To co, po jeszcze jednym, ale przy barze? Czy robimy krótką przerwę? - zapytała, czując, że i jej ciało nabiera przyjemnego, watowatego uczucia.

Ophelia Murdock
29 lat
155 cm
próbuję uczyć muzyki dzieciaki, które nie mają słuchu
Ophelia Murdock
Awatar użytkownika
opis
Hello darkness, my old friend
I've come to talk with you again

Marzenia były dobre, ale Ophelia uważała, że tylko takie, które było się w stanie spełnić. Te wszystkie inne, zwane przez nią również planami dalekosiężnymi, były totalnie do niczego. Albo ona po prostu, po dwóch latach, podczas których nic się w jej sytuacji nie zmieniało, przestała walczyć i rozmyślać o tym, co by było gdyby jednak ten wzrok odzyskała.
Planowanie tej ich cud miód knajpy, było jednak czymś innym. Czymś, co pozostawało jedynie w marzeniach, bo Murdock nie widziała siebie jako właścicielki podobnego przybytku, tym bardziej że nie miała przecież zielonego pojęcia o tym, na temat tego, jak taki biznes się prowadzi i co należałoby zrobić, by ten funkcjonował w miarę poprawnie. Pomarzyć jednak można sobie było.
- Wiesz, jak masz kasę na start to wszystko jest możliwe. - Stwierdziła po chwili, po części ustosunkowując się do tego, kim byli Lowellowie. Ona sama uważała ich za bandę nierobów, które korzystały jedynie z dobrego nazwiska i pieniędzy rodziców, a nie z trudów własnej, ciężkiej pracy.
- Proszę cię. Najlepsza jestem, póki nie wyjdzie, że nic nie widzę. Potem sytuacja odwraca się o sto osiemdziesiąt stopni. - Odparła, krzywiąc się przy tym lekko, bo taka była prawda. Ophelia już nie raz spotkała się z odrzuceniem z powodu swojej niepełnosprawności, a faceci jakoś nie ustawiali się do niej w długim ogonku. No może poza Dermotem, który przyczepił się do niej, niczym rzep psiego ogona i Robertem, który z jakichś nieznanych jej jeszcze przyczyn chciał wszystko naprawiać.
Jednak sama idea wbicia na cudzą imprezę mocno się Opehlii podobała, bo odbiegała od tego, co zazwyczaj robiła i w jaki sposób się zachowywała. Hamlet uwielbiał mawiać, że miała kija w tyłku.
- Myślisz o dłubaniu w nosie albo bekaniu? - Zapytała rozbawiona, mając ochotę trochę się jeszcze z tego pośmiać. Ludzie byli różni i każdy miał swoje mniejsze, albo większe dziwnostki, a większość z nich, była zazwyczaj naprawdę obleśna.
- Dobra, dość tego obrzydliwego tematu, bo mi się zaraz cała ta wódka cofnie. - Stwierdziła, krzywiąc się potwornie po wypitym szocie. Ophelia rzadko kiedy ostatnio piła, bo jednak brała silne leki, których nie powinna była mieszać z alkoholem. Dzisiaj jednak miała ochotę się zabawić i nic nie było jej w stanie przed tym powstrzymać.
- Chodźmy do baru. - Zarządziła w końcu, ostrożnie podnosząc się ze swojego miejsca. Zaraz jednak przytrzymała się stolika, bo w głowie jej się zakręciło i poczuła się niezwykle lekka za sprawą wypitej już wódki. - Nie darowałabym sobie, gdyby nam zajęli najlepsze miejsca. - Dodała jeszcze, ruszając przed siebie po omacku, co chwila, wpadając na kogoś, jednak wiedziała, że w razie potrzeby Art ją odpowiednio pokieruje.

art foster
ODPOWIEDZ