00 -
000 cm
konto specjalne
sapphire creek
Awatar użytkownika
opis
Meet me underneath that big Montana sky.
20 lat
164 cm
studentka dziennikarstwa
Aryanna Lowell
Awatar użytkownika
opis
Nieco roztargniona i nazbyt impulsywna studentka dziennikarstwa, która zwykła rozwiązywać swoje "małe" problemy pieniędzmi rodziców

005

Od kiedy z ratusza przyszła informacja o zbliżającym się załamaniu pogodowym, które mogło pokrzyżować plany organizacji przez Alexandra balu sylwestrowego, w domu Lowellów panowała napięta atmosfera. Ojciec Aryanny pomiędzy kolejnymi burzliwymi rozmowami telefonicznymi, nieustępliwie wałkował wśród domowników jeden i ten sam temat, narzekając na bezpodstawność prośby wystosowanej przez urząd.
Po dniu spędzonym na wysłuchiwaniu jego narzekań miała dość.
Nie potrafiła dłużej wysiedzieć w domu i nawet pomimo znienawidzonej przez nią pory roku i niesprzyjającej spacerom pogody, postanowiła się na takowy wybrać. Nie chcąc jednak wysłuchiwać kolejnych pretensji o to, że nie angażuje się w sprawy rodzinne, przy okazji zamierzała załatwić sprawę zaproszeń, które czekały na odebranie z drukarni.
I tak oto połączyła przyjemne z pożytecznym — choć maszerując mokrymi chodnikami, nie była już pewna, czy faktycznie mogłaby określić ten spacer p r z y j e m n y m. Co jakiś czas kinęła tylko pod nosem, wpadając w czekające na każdym kroku kałuże. Roztapiający się śnieg zdawał się zamienić miejskie chodniki w niekończący się labirynt mokrych przejść, co skutecznie psuło jej humor. Buty miała już doszczętnie przesiąknięte wodą, a każdy kolejny krok coraz to bardziej ją drażnił.
Co jej w ogóle odbiło, żeby wybrać się do drukarni piechotą?
Zerknęła na ekran telefonu, chcąc sprawdzić, jak dużo drogi jej jeszcze zostało — niewiele, choć wciąż za dużo. Nie wspominając, że czekała ją jeszcze trasa powrotna — czyli kolejne kałużowe katusze; na samą myśl o tym aż się wzdrygała, szybko porzucają plany wrócenia do domu na własnych nogach. Wolała zamówić taksówkę, aniżeli ponownie przechodzić te męczarnie.
W końcu jednak dotarła pod drzwi drukarni i już miała naciskać klamkę, gdy tuż zza roku wyłoniła się znajoma postać o ognistych włosach — Yv? — zmrużyła brwi, jakby niepewna swojej początkowej oceny. Wzrok zdawał się ją jednak nie mylić, choć widok dziewczyny zdecydowanie ją zaskoczył. Nie wspominała jej ona nic o planach powrotu do rodzinnego miasteczka, jednakże samym jej wyjeździe również dowiedziała się dopiero po czasie — Yvaine! — zwróciła się do niej już głośniej i uniosła ku górze prawą dłoń, chcąc zwrócić na siebie jej uwagę.


Yvaine Rose
23 lata
170 cm
Studia i kariera na stacji benzynowej
Yvaine Rose
Awatar użytkownika
opis
Przyjechała do Sapphire Creek, by wspomóc matkę po zaginięciu Atlasa; młodszego brata.

Pogoda dawała się we znaki — nie potrzebowała informacji z ratusza, by dojść do tych wniosków. Wystarczyło, że zerknęła przez okno wynajmowanego od niedawna, niewielkiego mieszkania, w którym aktualnie pomieszkiwała. Mieszkając przez pewien, całkiem długi czas w większym mieście, zdążyła przywyknąć do panującego za podwójną szybą, miejskiego rozgardiaszu. Wielokrotnie siadała na parapecie, wyglądając przez okno w celu obserwacji ulicznego ruchu.

Od momentu powrotu minęło trochę czasu, za chwilę miał wpaść drugi tydzień, odkąd przyjechała do Sapphire Creek i... Wciąż nie potrafiła się odnaleźć. Zauważyła u siebie roztargnienie i chaotyczność, która nie odstępowała jej na krok. Pojawiała się w każdym możliwym aspekcie życia dziewczyny, a czas, niczym drobinki piasku, przelatywał jej przez palce. Wciąż nie znalazła chwili, by pojawić się w domu własnej matki, a roztargnienie i zabieganie opóźniły rzeczy, które powinna zrobić od razu po powrocie, albo nawet i przed powrotem. Jedną z tych rzeczy, odwlekanych w czasie, była rozmowa z przyjaciółką, która prędzej, czy później i tak powinna nastąpić... Nawet jeśli została wymuszona przez sytuację, w której Rose, chcąc czy nie chcąc, po prostu się znalazła. Miejscem spotkania z przyjaciółką, miała stać się drukarnia, w której miała do załatwienia kilka rzeczy — a tą rzeczą było wydrukowanie kilku zdjęć zaginionego psa, który uciekł z posesji sąsiada. Aktualnie w mieszkaniu Rose drukarki nie było, więc nawet jakby chciała, nie bardzo miała do kogo się zgłosić, a w drukarni, za korzystną cenę, mogła zrobić tyle kopii, ile potrzebowała, a w drodze powrotnej, mogła rozwiesić je na słupach czy tablicy informacyjnej.

Wychodząc zza rogu, miała przymknięte oczy, zaś na głowie, ciemną, materiałową opaskę, mającą chronić uszy przed zimnym, rwącym wiatrem. Nie zareagowała za pierwszym razem na wołanie Aryanny. Wydawało jej się, że usłyszała swoje imię, lecz nie była w stanie zlokalizować, skąd dochodziło wołanie. Zatrzymując się i rozglądając, dopiero po krótkiej chwili, dostrzegła ciemnowłosą dziewczynę, na której widok, delikatnie się uśmiechnęła i mimo tego uśmiechu, przepełniła ją obawa o przebieg tej rozmowy. Nie czuła się zadowolona, ani tym bardziej dumna z faktu, że przyjechała tutaj i nawet nie poinformowała o tym brunetki. Mimo wewnętrznego strachu podeszła do dziewczyny.

— Aryanna...! — Nawet nie pomyślała, imię brunetki po prostu wyrwało się z ust rudowłosej dziewczyny. Z jednej strony, po tonie tej krótkiej wypowiedzi, można było wywnioskować zdziwienie, z drugiej, coś na wzór przeszywającej niepewności.

— Dawno przyjechałaś? — Zapytała, przekrzywiając w dziwieniu głowę. Sytuacja, w której się znalazły, była nieco niezręczna, lecz Yvaine w tym momencie kompletnie nie wiedziała, co powinna powiedzieć, ani jak rozpocząć rozmowę. Z tłumaczeniem wolała poczekać na pytanie Aryanny, które, prędzej czy później się pojawi. Nie speszyła się z tym, nie chciała się narzucać ani tłumaczyć, bo... Może brunetka wcale nie chowała do niej urazy...?

Aryanna Lowell
20 lat
164 cm
studentka dziennikarstwa
Aryanna Lowell
Awatar użytkownika
opis
Nieco roztargniona i nazbyt impulsywna studentka dziennikarstwa, która zwykła rozwiązywać swoje "małe" problemy pieniędzmi rodziców

Widok rudowłosej przyjaciółki wywołał w niej emocjonalny konflikt — radość przeplatała się z zawodem. Bo choć jej niespodziewane spotkanie ją ucieszyło, to wszystko rozchodziło się o to, że było ono właśnie n i e s p o d z i e w a n e.
Dlaczego musiała wpaść na nią na ulicy, aby dowiedzieć się, że w ogóle jest w mieście? Przecież mogła napisać, wspomnieć, chociażby słowem o swoim powrocie. Kilka miesięcy temu, jeszcze przed jej wyjazdem, wydawało jej się, że są sobie bliskie, że naprawdę się przyjaźnią — a teraz? Sama nie była już do końca pewna, w jaki sposób powinna interpretować zachowanie Rose.
Przez moment zamierzała nawet skonfrontować ją ze swoimi odczuciami, jednak ostatecznie ugryzła się w język i odpuściła. Nie był to odpowiedni czas, ani miejsce na długie i szczery rozmowy, zwłaszcza gdy jej dłonie drażnił panujący na dworze chłód, nieustępliwie przypominając o tym, że dobrze byłoby, choć na moment się przed nim schronić.
Właściwie to nie przyjechałam, a przyszłam i to dosłownie przed chwilą — wzruszyła ramionami, czując, że to ona powinna zadać to pytanie, choć nie w takim kontekście, co rudowłosa. Ciekawość tego ile czasu minęło od jej powrotu, dosłownie zżerała ją od środka — A ty? Od dawna tu jesteś? — zmrużyła brwi, nie dodając czy chodziło jej o okolice drukarni, czy może samo miasteczko — Też masz coś do wydrukowania? — dodała po chwili, ewidentnie nie za dobrze radząc sobie w small talku, a niezręczność całego tego nieplanowanego spotkania zupełnie jej nie pomagała.
Może jednak nie powinna decydować się na udawanie, że wszystko jest w porządku, skoro wcale nie było? Przecież ceniła w ich przyjaźni to, że były ze sobą szczere… no właśnie — b y ł y.

Yvaine Rose
35 lat
163 cm
właściciel i manager montana moon
Dawn Milligan
Awatar użytkownika
opis
Do miasteczka ściągnął ją mąż, z którym nieszczególnie jej się układa, dlatego całkowicie poświęca się pracy, gdzie intensywnie stara się przywrócić do życia klubu, który udało im się wykupić.

Namieszała. Tak cholernie namieszała, iż od kilku dni nie była w stanie spojrzeć sobie w oczy.
Chciała zostawić za sobą wydarzenia z sylwestrowej nocy, jednak te wracały do niej jak bumerang głównie za sprawą tego, co w późniejszym czasie działo się w pracy. Ilekroć do niej wracała, była przytłoczona przez nadmiar problemów, przez co nie miała nawet czasu dostatecznie skupić się na informacjach, które zewsząd docierały do niej na temat Fitza. Znów zdecydował się nie poinformować jej o cholernie ważnym przedsięwzięciu, jakim była jego kandydatura na burmistrza, jednak Dawn była ostatnio do tego stopnia rozstrojona, iż nie miała nawet czasu, aby się tym przejąć. W ich domu po raz pierwszy udało się uniknąć ogromnej awantury, a choć od sylwestrowej nocy minęły już niemal trzy tygodnie, niemal nie poruszali ze sobą tego tematu. Właściwie prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiali, ponieważ Milligan była bezustannie rozkojarzona, jednak podjęte przez nią w ostatnim czasie decyzje miały doprowadzić do tego, że to uczucie w końcu zniknie.
Zniknąć miały też kłopoty, które nie do końca świadomie ściągnęła na swoje małżeństwo i teraz czuła się jakby w obowiązku, by jakoś temu zaradzić. Obiecała sobie, że podejmie się próby, jaką miało być uporządkowanie spraw między nią a Fitzwilliamem, a żeby udowodnić mu, iż wcale nie myślała wyłącznie o sobie, zamierzała dać mu coś, czego do tej pory w ogóle nie brała pod uwagę.
I dlatego dziś zamiast we własnym, znalazła się w jego biurze.
Wpuściła się poniekąd sama, choć obecni w drukarni pracownicy widzieli, że zmierzała do gabinetu swojego męża. Nie widziała powodów, by robić z tego tajemnicę, dlatego jednej z pracownic poleciła go o tym poinformować. Rozsiadła się wygodnie za należącym do Fitzwilliama biurkiem, zakładając na nie nogi. Sięgnęła po jedną z leżących na nim gazet, którą leniwie zaczęła przeglądać, jednak poza informacjami dotyczącymi miasteczka, nie znalazła tam nic, co mogłoby ją zaciekawić. Zresztą, wcale nie miała ochoty psuć sobie nastroju, dlatego odrzuciła papier na bok mniej więcej w momencie, w którym drzwi gabinetu otworzyły się i stanął w nich jej małżonek. Uśmiechnęła się, a później zlustrowała go spojrzeniem, nie ruszając się z miejsca nawet na milimetr. - Zamknij drzwi i się rozbierz - poleciła, a chociaż po jej ustach błąkał się uśmiech, przez który ciężko mogło być ocenić, czy mówiła poważnie, czy jedynie sobie żartowała, chodziło o tę pierwszą opcję. Chciał przecież, żeby sprawili sobie dziecko, prawda?

Fitzwilliam Davis
36 lat
195 cm
zarządza rodzinnym biznesem
Fitzwilliam Davis
Awatar użytkownika
opis
So, tell me what is your truly desire?

014
Końcówka roku, a także początek nowego, zdecydowanie nie były dla Fitzwilliama łaskawe. Tysiące spraw, masa problemów i dylematów, sprawiały, że mężczyzna zdecydowanie więcej czasu spędzał w pracy, aniżeli w domu, przez co do zawirowań zawodowych dochodziły również te prywatne, tworząc swoisty misz masz, z którego ani nie chciał, ani nie potrafił wybrnąć.
Sporo miał też za uszami, a wyrzuty sumienia powoli zaczynały go zżerać od środka. W życiu by się nie spodziewał, że kiedykolwiek przyjdzie dzień, w którym przekroczy jakąkolwiek z granic, które stawiał między sobą a Novalie. Do tego dochodziło milczenie, które panowało między nim a Dawn, a także to, że znów spędzali sylwestra oddzielnie.
I sama kandydatura na burmistrza, którą w zasadzie planował, a która wypłynęła szybciej przez działania starego Lowella, nie dawała Davisowi spokoju.
Kampania dopiero nabierała tempa, a on już miał serdecznie dosyć rozmów z mieszkańcami miasteczka i przekonywaniem ich do tego, że był najlepszym, a zarazem jedynym godnym tego stanowiska kandydatem. Gdyby mógł, pewnie by zrezygnował, jednak rękawica rzucona mu przez Raziela, a także pomoc Ivana, który już rozpoczął swoje działania i sianie dezinformacji, sprawiały że Fitzwilliam się nie zatrzymał. Do tego dochodził fakt, że nie powiedział o tym swojej żonie, a znając życie, ona już o tym usłyszała i jedynym co mu pozostało, było czekanie na kolejną awanturę.
Zdążył już też zapomnieć o tym dziecku, które nadal siedziało mu gdzieś z tyłu głowy, jednak po ich ostatniej rozmowie i swoim zawaleniu sprawy, mężczyzna nawet nie próbował na nowo podejmować dyskusji na ten temat.
Ostatnie dni upływały mu na tym, by przygotować nowe miejsce pracy dla Novalie i chociaż domyślał się, że lokowanie jej w drukarni było najlepszym pomysłem z możliwych, to jednak nie potrafił jej odmówić. Siedział akurat z jedną z osób zajmujących się zatrudnieniem, kiedy pracownica poinformowała go o tym, że Dawn na niego czeka.
Spodziewając się najgorszego, udał się do swojego biura i stanął w wejściu, marszcząc lekko brwi, bo nie wyglądała na złą, czy obrażoną. Przyglądała się jej przez chwilę, mierząc wzrokiem pozycję w jakiej siedziała za jego biurkiem.
Ostatecznie wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi.
- O co chodzi, Dawn? - Zapytał, nie spełniając drugiej części jej polecenia. A zamiast tego, rozpiął dwa pierwsze guziki koszuli i podszedł bliżej. Zaskoczyła go i sam nie wiedział, jak powinien był reagować.

Dawn Milligan
35 lat
163 cm
właściciel i manager montana moon
Dawn Milligan
Awatar użytkownika
opis
Do miasteczka ściągnął ją mąż, z którym nieszczególnie jej się układa, dlatego całkowicie poświęca się pracy, gdzie intensywnie stara się przywrócić do życia klubu, który udało im się wykupić.

Ich relacja nigdy nie była prosta i zdecydowanie nie była też bez skazy, jednak liczba błędów, jakie popełniali, w ostatni dniach wzrosła drastycznie. Dawn wiedziała, że dopuszczając bliżej siebie innego mężczyznę, przekroczyła wszelkie granice i prawdopodobnie sprawiła, że małżeństwo, które i tak sprawiało już wrażenie wiszącego na włosku, miało ucierpieć jeszcze bardziej. Wiedziała, że jej przewinienia odbiją się na nich, jeśli odpowiednio wcześnie nie zareaguje, a mimo to przez przeszło trzy tygodnie pozwalała, by sprawy toczyły się własnym torem. Przebudzenia doznała dopiero w momencie, w którym sama zdała sobie sprawę z tego, że się pogubiła. Wyrządziła zbyt wiele szkód, a skoro nie była w stanie naprawić tych, które wiązały się z jej własnym miejscem pracy, skupiła się na relacji łączącej ją z Fitzem.
Gdy chodziło o posiadanie dziecka, w jej umyśle nadal występował ogrom wątpliwości. Nie była przekonana, czy odnajdzie się w roli matki, podobnie zresztą jak nie miała żadnej gwarancji w kwestii tego, czy sprowadzenie do ich związku dziecka nie odbije się na nim. Mieli przecież tak wiele problemów, które w pierwszej kolejności powinni zażegnać, jednak czy ich specjalnością nie było przypadkiem poszerzanie panującego wszędzie chaosu? Właśnie w tym odnajdywali się najlepiej i, jak widać, Milligan planowała kontynuować tradycję, zamiast choć raz zachować się dojrzale i najpierw poważnie z nim porozmawiać.
W teorii nie miał się czego obawiać, choć może to nagłe przystanie na jego propozycję powinno dać mu do myślenia? Gdyby nie brakowało jej rozsądku, dalej utrzymywałaby, że to nie ma większego sensu, natomiast teraz siedziała przed nim i obserwowała uważnie każdy jego ruch, podczas gdy na jej ustach błąkał się zaczepny uśmiech. Maskowała nim dyskomfort, który doskwierał jej na myśl o tym, że w ten sam sposób spoglądała niedawno na kogoś innego. - Nie chciałeś przypadkiem dziecka? - odparła na krótko po tym, kiedy zadał jej tamto pytanie. Widziała, że swoją wizytą udało jej się go zaskoczyć, przez co obecnie wydawał się dość zachowawczy w swoim postępowaniu. Nie doszukiwała się w tym jednak niczego więcej, przekonana o tym, że z ich dwójki to ona była tą, która miała więcej na sumieniu. Ale może zwyczajnie nie chciała myśleć o tym, jakie grzechy na swoich barkach dźwigał on? - No chyba, że zmieniłeś zdanie - zasugerowała, nadal nie podnosząc się z miejsca. Obserwowała go uważnie, jakby chcąc sprawdzić, czy doszuka się w jego spojrzeniu choćby cienia wątpliwości, które przecież w jej głowie kłębiły się nadal. I pewnie gdyby nie towarzyszące jej ostatnio zdenerwowanie, nawet nie pomyślałaby o złożeniu mu takiej wizyty, a jednak była tutaj. I nawet jeśli postępowała głupio, nie było już od tego odwrotu.

Fitzwilliam Davis
36 lat
195 cm
zarządza rodzinnym biznesem
Fitzwilliam Davis
Awatar użytkownika
opis
So, tell me what is your truly desire?

Fitzwilliam skłamałby okrutnie, gdyby powiedział, że ostatnie trzy tygodnie rzadkich rozmów i unikania siebie nawzajem, mocno mu przeszkadzały. Był z nich nawet zadowolony, bo jednak w obliczu tego co się wydarzyło, a także zbliżającej się wielkimi krokami kampanii wyborczej, w którą się wpakował, ale w której przecież chciał. Nie podobał mu się jedynie kierunek, jaki ta zaczynała przybierać, bo jednak obrzucanie się gównem razem z synem Lowella mu nie pasowało. Ale cóż, Davis nie przywykł do tego, by nie sięgać po to, na co miał ochotę, albo rezygnować gdzieś w połowie drogi. W całej tej drodze do burmistrzowskiego stołka miał swoich sojuszników i jedynie solą w oku było mu to, że nadal sam nie powiedział o tym żonie.
Nic więc dziwnego, że jej wizyta w jego miejscu pracy mocno go zaskoczyła i nie do końca wiedział, jak powinien był ją interpretować. Jasne, spodziewał się, że prędzej czy później będą musieli porozmawiać, szczególnie że Dawn na pewno już wiedziała o tym, o czym jej nie powiedział.
Słysząc jej pytanie, zmarszczył brwi i podszedł jeszcze bliżej, uważnie jej się przyglądając.
- Chciałem, owszem. - Odpowiedział jej twierdząco, chociaż ostatnio, nawet o tym zapomniał, albo po prostu nie miał do tego głowy. A i samo podejście Dawn do tematu za bardzo go nie zachęcało. - Nie rozumiem tylko, dlaczego akurat teraz. - Dodał po chwili, podchodząc jeszcze bliżej, by finalnie usiąść na skraju swojego dębowego biurka.
Był zaskoczony i to dość mocno, bo jednak po ich ostatniej rozmowie przed sylwestrem, Dawn dała mu jasno do zrozumienia, że jego podejście do posiadania potomka ani trochę jej nie odpowiada. On sam zaczął się zastanawiać, czy to był odpowiedni moment, szczególnie teraz, kiedy oboje bardziej zajmowali się własnymi, osobnymi życiami, a nie naprawianiem tego ich wspólnego, które już od dłuższego czasu chyliło się ku upadkowi. Dopiero niedawno, Fitzowi klapki spadły z oczu i zaczął dostrzegać, jak kiepsko między nimi było.
- Wiesz, że nigdy nie zmieniam zdania. - Odezwał się po chwili, zakładając ręce na piersi. Spojrzał brunetce w oczy, próbując odczytać z nich te prawdziwe intencje, którą ją dzisiaj do niego przywiodły, bo coś czuł, że wcale nie chodziło o powiększenie rodziny.
- Zastanawiam się tylko, co się zmieniło, Dawn. - Odparł po chwili. - Jeszcze nie dawno się przed tym wzbraniałaś, wytykając mi nieodpowiednie pobudki. - Wytknął, bo nadal pamiętał ostatnią dyskusję na ten temat.
I oczywiście, że nie miał nic przeciwko, bo potrzebował dziedzica, ale najpierw chciał dowiedzieć się, co się wydarzyło, że i ona nagle go zapragnęła.

Dawn Milligan
35 lat
163 cm
właściciel i manager montana moon
Dawn Milligan
Awatar użytkownika
opis
Do miasteczka ściągnął ją mąż, z którym nieszczególnie jej się układa, dlatego całkowicie poświęca się pracy, gdzie intensywnie stara się przywrócić do życia klubu, który udało im się wykupić.

Nie znosiła porażek, a za taką bez wątpienia można uznać ich małżeństwo. Na tej płaszczyźnie notorycznie popełniali błędy = kłamali sobie prosto w twarz, a niejednokrotnie też pomijali istotne szczegóły, wcale nie dlatego, by nie zranić tego drugiego, a raczej po to, aby to sobie zapewnić jakąś korzyść. Nie wiedziała jednak, co swoją najświeższą tajemnicą planował osiągnąć jej małżonek, a mimo to zdecydowała się odpuścić ewentualną konfrontację i po prostu o nic nie pytać. Po pierwsze, w obliczu ogromu pracy, jakiego wymagała od niej Montana, Dawn nie była szczególnie zainteresowana jego walką o stołek burmistrza, a po drugie, i w zasadzie istotniejsze, nie chciała podejmować się rozmowy, która jasno udowadniała, jak koszmarnie im ze sobą szło. Miała wrażenie, że gdyby się tego podjęli, oficjalnie przypieczętowaliby fakt, że ich związek istniał już wyłącznie na papierze, a skoro od tego za wszelką cenę chciała uciec, najlepszym wyjściem wydawało jej się zrobienie czegoś, co nadałoby temu małżeństwu sens.
Szkoda tylko, że nadal nie była do tego w pełni przekonana.
A jemu wystarczyła zaledwie sekunda, żeby to zauważyć.
Wzniosła spojrzenie ku niebu, kiedy usłyszała jego pytania. Prowadzili ze sobą tak niewiele poważnych rozmów, iż nie widziała powodów, dla których akurat w tym temacie mieliby się na taką zdecydować. - I nadal uważam, że są nieodpowiednie - przyznała, nie mając zamiaru kryć się z faktem, że w tym konkretnym aspekcie jej zdanie nie uległo zmianie. Nie chciała, żeby to dziecko stało się narzędziem do budowania sobie większego poparcia w okolicy, bo jeśli miała być szczera, w jej odczuciu posiadali już dostatecznie dużo. Ona miała swój klub, a on zajmował się rodzinnym biznesem, który nadal przynosił zyski. Mało tego, obecnie miał szansę zrealizować swoje polityczne aspiracje, zatem można powiedzieć, że kariery obojga znajdowały się dokładnie tam, gdzie każdy w ich wieku pragnąłby się znajdować. Tym, co nie grało, było wyłącznie ich małżeństwo i to właśnie je Dawn chciała naprawić, decydując się na to poświęcenie. - Ale myślę też, że dziecko mogłoby dobrze zrobić nam - dodała, wzruszając ramionami lekko, jak gdyby to, o czym mówiła, nie sprawiało jej żadnego bólu. Nauczyła się przecież udawać, że wszystko, co związane z nim, tak bardzo jej nie obchodzi, jednak w rzeczywistości naprawdę żałowała, że ich problemy zabrnęły tak daleko. - Ale kilka rzeczy będziesz musiał mi obiecać - wyjaśniła, zadzierając do góry brodę. Chciała rozegrać to na własnych warunkach, albo po prostu coś dla siebie w ten sposób ugrać.

Fitzwilliam Davis
36 lat
195 cm
zarządza rodzinnym biznesem
Fitzwilliam Davis
Awatar użytkownika
opis
So, tell me what is your truly desire?

Fitzwilliam przez ostatnie szesnaście lat zdążył się nauczyć, że porażki i potknięcia zdarzały się każdemu. Jasne, nie lubił ich, jednak nawet ze swoja zachowawczą postawą, nie zawsze był w stanie im zapobiec i momentami, jedynym co mu pozostawało, było przywyknięcie do myśl, że nie zawsze wszystko szło po jego myśli. Nie lubił takich chwil, bo i wychodził z założenia, że jemu błędy zdarzać się nie powinny, a już szczególnie nie w jego karierze zawodowej.
Małżeństwo z Dawn było czymś zupełnie innym. Być może, nigdy nie podchodził do niego jakoś mocno emocjonalnie, jednak taki już był i tak działał — oszczędny w słowach i czynach, mając jednocześnie nadzieję, że jego żona dobrze to rozumiała. Wszak, znali się ponad czternaście lat, nigdy nie zdarzyło im się jeszcze znaleźć w aż tak głębokim kryzysie, z którego Fitzwilliam nie był w stanie znaleźć żadnego rozsądnego wyjścia. Zaczynał się nawet zastanawiać nad tym, czy winą za taki stan rzeczy, nie powinien był obarczać powrotu do Sapphire Creek, a raczej tego, że poniekąd został do tego zmuszony przez Ivana, który koniecznie chciał go mieć przy sobie w tym miasteczku. Davis zaczynał zauważać, że od momentu, kiedy zamieszkali w pięknym domu przy Sapphire Creek, on i Dawn, oddalali się od siebie coraz bardziej i metody, które zazwyczaj w takich sytuacjach działały, tym razem nie przynosiły skutku.
Dziecko wydawało mu się dobrym rozwiązaniem. Czyś, co być może naprawiłoby ich nadszarpnięte stosunki małżeńskie, albo chociaż sprawiłoby, że wreszcie na nowo by się do siebie zbliżyli. Jednak początkowo niechęć Dawn sprawiła, że Davis przestał mówić o tym głośno, co nie oznaczało jednak, że o tym zapomniał. Czekał chyba raczej na odpowiedni moment, obmyślając odpowiednią strategię i listę bardziej przystępnych argumentów, jednak to ona go uprzedziła, sprawiając, że nie miał zielonego pojęcia, co powinien był o tym wszystkim myśleć.
- Wiesz dobrze, że to nie był jedyny z moich argumentów. - Powiedział cicho, przypatrując się jej twarzy i nadal próbując rozgryźć, co tak naprawdę chodziło jej po głowie. - I nie sądzę, by chęć naprawy związku była równie trafnym argumentem. - Dodał po chwili, krzyżując ręce na piersi. Nie chciał jednak w żadnym razie, by Dawn znów się na niego obraziła. - Ale masz rację. Być może to by nam pomogło. - Rzucił pojednawczo. - I co to za obietnice? - Zapytał od razu, ciekaw co też jego żona wymyśliła.

Dawn Milligan
35 lat
163 cm
właściciel i manager montana moon
Dawn Milligan
Awatar użytkownika
opis
Do miasteczka ściągnął ją mąż, z którym nieszczególnie jej się układa, dlatego całkowicie poświęca się pracy, gdzie intensywnie stara się przywrócić do życia klubu, który udało im się wykupić.

Oczywistym jest, że winę za obecny stan ich małżeństwa ponosili oni, nie zaś miejsce, w którym się znaleźli. Niezależnie bowiem od tego, jak miały potoczyć się ich życiowe drogi, nie byliby w stanie utrzymać tego związki bez odpowiedniego zaangażowania, a tego ewidentnie im brakowało. Oddawali się temu na pół gwizdka, kompletnie ignorując fakt, że małżeństwo nie służy jedynie do tego, by mieć się z kim pokazać publicznie, a raczej do tego, by w drugiej osobie znaleźć oparcie i wspólnika w walce z ewentualnymi problemami. W ich przypadku brakowało tego, ponieważ nie potrafili zdobyć się na szczerość. Nie rozmawiali ze sobą o kłopotach - ani tych, które dotyczyły ich indywidualnie, ani tych, które dotykały ich jako małżeństwa. Na własne życzenie blokowali rozwój tego związku, który przecież w przeszłości miał szansę stać się czymś silnym i niesamowitym, tyle tylko, że oni ją zaprzepaścili.
Obecnie Dawn wiedziała już, że nie istniał żaden złoty środek - żaden cudowny element, który samodzielnie odkręciłby ich grzeszki, ale po ostatnich doświadczeniach chciała przynajmniej spróbować odratować to, co jeszcze zostało z ich małżeństwa. Wiedziała, że przyjście na świat dziecka niczego między nimi nie zmieni, jednak mogło stać się kartą przetargową ku temu, aby oni sami te zmiany wypracowali. Hipokryzja, prawda? Jeszcze przed kilkoma tygodniami miała mu za złe to, iż postrzegał ich potencjalne dziecko jako element, który mógłby zwiększyć ich popularność, a obecnie sama próbowała coś na tym ugrać. Rzecz w tym, że ona chciała postarać się o to, by zyskali na tym jako rodzina, którą przecież tworzyli, nawet jeżeli na razie byli w niej wyłącznie we dwójkę.
Wzruszyła lekko ramieniem, dając mu w ten sposób do zrozumienia, że nie chciała się teraz sprzeczać. Jak widać, nawet pomimo tamtej wpadki była skłonna rozważyć powiększenie rodziny i, jak widać, chciała podjąć się tego sama? Była to kwestia braku zaufania, czy jednak po tak długim czasie obudził się w niej jakiś instynkt? - Samo dziecko nie naprawi sytuacji, Fitz. I chyba oboje o tym wiemy - odezwała się, a kiedy zrobiła krótką pauzę, koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę. - Więc potrzebuję gwarancji, że coś się zmieni. Koniec z tajemnicami, koniec z kontrolowaniem siebie nawzajem. Pora w końcu zacząć zachowywac się tak, jak powinno każde małżeństwo - wyjaśniła, po czym zacisnęła usta w wąską linię. Choć chciała wymóc na nim taką obietnicę, problemem było to, czy w ogóle by mu uwierzyła. Czy mogła zaufać, że i on chciałby coś w tej kwestii zmienić? Cóż, nie od razu, ale to akurat była kwestia, nad którą sama musiałaby popracować.

Fitzwilliam Davis
36 lat
195 cm
zarządza rodzinnym biznesem
Fitzwilliam Davis
Awatar użytkownika
opis
So, tell me what is your truly desire?

Fitzwilliam nie do końca był pewien, gdzie i w którym momencie, to co na początku związku z Dawn grało, potem przestało działać. I nawet kiedy sporadycznie zdarzało mu się nad tym zastanawiać, nie był w stanie wskazać konkretnego punktu w czasie, od którego ich małżeństwo zaczęło się psuć, bo na pewno coś musiało się gdzieś po drodze wydarzyć. Coś — być może mało istotnego — co rozpoczęło lawinę pełną kolejnych błędów i potknięć, które doprowadziły ich do tego konkretnego momentu, w którym aktualnie się znajdowali.
Nie było sensu dłużej się oszukiwać. Ani tym bardziej udawać, że wszystko było w porządku, skoro chyba oni sami w końcu przejrzeli na oczy. I chociaż nie było tego po nim widać na pierwszy rzut oka, Fitzwilliam w pewnym stopniu, odczuwał tego skutki. Nigdy nie był przesadnie wylewny i nie był zdecydowanie typem człowieka, który lubi rozmawiać o swoim problemach, albo się nad nimi przesadnie długo zastanawiać.
Każde normalne małżeństwo, gdyby znalazło się w ich sytuacji, zapewne już dawno wylądowałoby na jakieś terapii dla par, a przynajmniej tak się Davisowi wydawało. On jednak nie miał zamiaru wywlekać na światło dzienne — i to w dodatku przed obcą osobą — tego, co zazwyczaj skrzętnie ukrywał za fasadą idealnego męża.
I pomysł na spłodzenie dziecka był w pewnym sensie plasterkiem, którym miał zakleić tę ziejącą ranę, która powstała na ich relacji. Nie powinni byli do tego tak podchodzić, jednak siedząc teraz w swoim biurze naprzeciwko Dawn, zaczynał dostrzegać, że chyba oboje chcieli tego samego — ratowania ich związku na wszystkie możliwe sposoby, nawet jeżeli oboje doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że ich pobudki były całkowicie niewłaściwe.
- Mam tego świadomość. - Odpowiedział szczerze, spoglądając na brunetkę uważniej. Wiedział doskonale, że samo posiadanie dziecka niczego między nimi nie zmieni, jeżeli faktycznie oboje się nie postarają. - Jednak warto spróbować. - Dorzucił jeszcze z cieniem uśmiechu malującym się na jego ustach.
A potem zmarszczył lekko brwi, kiedy przedstawiła mu swoje warunki. W pierwszym odruchu miał ochotę powiedzieć, że w zasadzie były oczywiste, bo każde małżeństwo działało w ten sposób, nie musząc sobie obiecywać braku kontroli, czy ukrywania czegokolwiek przed sobą. Pytanie jedynie, po ile byli w stanie sobie zaufać. - Dobrze. - Zgodził się w końcu, bo też nie widział innego wyjścia z sytuacji, po czym odepchnął się lekko od biurka i nachylił nad Dawn. - To skoro już tu jesteś… - zaczął przysuwając się jeszcze odrobinę bliżej - to wykorzystamy okazję? - Zaproponował, nie dając jej jednak chwili na zastanowienie, zamiast tego, łącząc ich usta w pocałunku.

Dawn Milligan
35 lat
163 cm
właściciel i manager montana moon
Dawn Milligan
Awatar użytkownika
opis
Do miasteczka ściągnął ją mąż, z którym nieszczególnie jej się układa, dlatego całkowicie poświęca się pracy, gdzie intensywnie stara się przywrócić do życia klubu, który udało im się wykupić.

Rzeczywiście próbowali odratować to małżeństwo, jednak powody, dla których się na to porywali, nie mogły być właściwe, skoro podjęte przez nich działania także pozostawiały wiele do życzenia. Dawn wiedziała przecież, że dziecko nie rozwiąże ich problemów, ba, prawdopodobnie jeszcze bardziej je pogłębi, jednak w ostatnim czasie miała tak silne wrażenie, że wszystko wymykało jej się z rąk, iż postanowiła dać temu szansę, ponieważ obawiała się, że ich małżeństwo stanie się kolejną rzeczą, którą uda jej się zaprzepaścić. To oznaczałoby utratę wszystkiego, co posiadała, a na to bynajmniej nie czuła się gotowa. Nie czuła się także gotowa na to, by zostać całkiem sama, a choć ich związek pełen był ciągłych upadków, a jednocześnie jak gdyby brakowało im wzlotów. Teraz, kiedy dyktowała mu swoje warunki, była niemal stuprocentowo pewna, że któreś z nich nie dotrzyma umowy i ta próba skończy się tak, jak kończyły się ich dotychczasowe starania. A może raczej jej starania? W końcu w odczuciu Dawn, Fitz nie robił nic, co pomogłoby im stanąć na nogi.
Nie wiedziała, czego się spodziewać, jednak tak spokojna reakcja wcale jej nie uspokoiła. Może była przewrażliwiona, jednak w obliczu tego poczuła się trochę tak, jakby obojętne było mu to, co się wydarzy. Co dziwne, właśnie w tym momencie oczekiwała od niego jakichś emocji, a kiedy ich nie dostała, sama również wywiesiła białą flagę. Uśmiechnęła się, ale ten uśmiech niewiele miał wspólnego z tym, którym obdarowywała go na początku ich relacji. Nie był tak szczery i bez wątpienia brakowało w nim tego, co mówiło, że była szczęśliwa. Prawdopodobnie dlatego, że wcale się tak nie czuła.
Omiotła jego twarz spojrzeniem z tak niewielkiej odległości, a później ulokowała dłoń na jego policzku i odwzajemniła pocałunek. Chwilę zwlekała z pogłębieniem go, a wszystko to dlatego, że jej ciało nie reagowało na tę bliskość naturalnie. Być może miało to coś wspólnego z faktem, że Milligan wcale nie chciała zostać matką - nie chciała być tą, w ciele której rozwinie się to dziecko, choć przecież lata temu myśl o założeniu rodziny była dla niej czymś normalnym. Zresztą, właśnie taką decyzję podjęła, zanim zdecydowała się do niego przyjść i teraz planowała się tej decyzji trzymać… Przynajmniej tak długo, jak nie dojdzie do wniosku, że wszystkie inne obietnice zostały już złamane. - Miałeś się rozebrać - przypomniała mu, kiedy na krótką chwilę oderwała się od jego ust i ulokowała spojrzenie w jego oczach. Czemu wcale nie czuła się tak, jakby podjęcie tej decyzji rzeczywiście miało wyjść im na dobre?

Fitzwilliam Davis
36 lat
195 cm
zarządza rodzinnym biznesem
Fitzwilliam Davis
Awatar użytkownika
opis
So, tell me what is your truly desire?

Sposób, w jaki Fitzwilliam i Dawn podchodzili do naprawy małżeństwa wydawał się mężczyźnie nieodpowiedni. Nie sądził, by miało to cokolwiek między nimi zmienić, tym bardziej że jakby się przyjrzeć wszystkiemu z boku, oboje prowadzili praktyczne osobne życia, odgrywając jedynie rolę zgodnego małżeństwa, kiedy akurat wymagała tego sytuacja.
Sytuacja między nimi była napięta, a przede wszystkim, kwalifikowała się pod poważny kryzys małżeński, z którego chyba po raz pierwszy w życiu Davis nie widział wyjścia.
No, może też za bardzo nie zastanawiał się nad tym, jak mógłby rozwiązać tę sytuację, skupiając się przede wszystkim na własnym biznesie i kampanii wyborczej, którą miał zamiar wygrać wszelkimi dostępnymi środkami. Bez względu na to, czy byłyby one mniej, czy też bardziej legalne.
Jego małżeństwo zeszło na boczny plan, a Fitzwilliam zaczął myślę, że może tak jak we wcześniejszych takich sytuacjach, wystarczyło jedynie poczekać, a wszystkie problemy zostałyby rozwiązane, tudzież zamiecione pod dywan.
Nic więc dziwnego, że wizyta Dawn w drukarni mocno go zaskoczyła. Nie spodziewał się ani tego, że do niego przyjdzie, a już na pewno tego, że będzie chciała chciała porozmawiać o dziecku. O potomku, o którym on wspominał już kilkukrotnie, używając do tego dość koślawych argumentów.
Jej żądania były akceptowalne, więc zgodził się na nie bez przeszkód. To nic, że miał świadomość, iż oboje sobie już nie ufają, a już na pewno nie tak, jak lata temu, kiedy wstępowali w ten związek małżeński. Lata tajemnic, kłamstw i kręcenia powoli dawały o sobie znać, jednak Davis nie miał zamiaru się nad tym dłużej zastanawiać. Na to miał przyjść czas o wiele później.
- Mówiłem ci już, że dobrze się prezentujesz za tym biurkiem? - Zapytał, powoli rozpinając guziki swojej śnieżnobiałej koszuli. Czuł, że coś było nie tak. A pocałunek sprzed chwili dawał mu na to pewnego rodzaju dowody.
Nie chciał się jednak przejmować tym w tym momencie, ani nawet o tym myśleć. Podejrzewał, że mógł to być wynik stresu, czy czegokolwiek innego, bo nawet przez myśl mu nie przeszło, że Dawn mogłaby mieć jakiekolwiek inne powody.
- Ale o wiele lepiej będziesz wyglądała na nim. - Stwierdził, kiedy jego koszula niedbale wylądowała na podłodze, a on ponownie pochylił się nad fotelem, na którym siedziała brunetka, by raz jeszcze połączyć ich usta w pocałunku.

Dawn Milligan
ODPOWIEDZ