24 lata
175 cm
mechanik samochodowy w warsztacie
Mercy Preston-Doyle
Awatar użytkownika
opis
Unbothered. Moisturized. Happy. In My Lane. Focused. Flourishing.

Just remember
You're the one thing
I can't get enough of
So I'll tell you something
This could be love...


to nie randka, ok

Walentynkowe plany Marysi były dokładnie żadne.
Wreszcie wrócił prąd w kompleksie mieszkaniowym i z pomocą tutorialu na youtubie oraz Gigi Rogers naprawiła termostat, by ogrzewanie zapobiegło jej zamarznięciu na sopelek. Tydzień rysował się pod znakiem pracy i rozpakowywania kolejnych pudeł, może przyczepienia paru ładnych obrazków do ścian i spacerów do knajpki z najlepszymi bajglami, jakie jadła w ż y c i u - tuż za rogiem, aż dziwne że tak jej się poszczęściło. Konsekwentnie ignorowała wszystkie zaczepki podpuszczających ją adoratorów, choć słowo "Walentynki" nigdzie nie padło i Mercy zapomniała, że to już teraz. Nie wyraziła jednak chęci umówienia się z nikim, to na kawę, to na pogaduszki, to na cokolwiek innego. Dni mijały, aż któregoś poskarżyła się sąsiadowi na monotonię tego miasta. Nie miało jej nic do zaoferowania, poza nudą i i mamą, z którą sprawy wcale jeszcze nie zaczęły się układać i rozwiązywać, bo życie to nie film niestety.
Otto przekonywał, że i w Sapphire Creek CZASEM COŚ się dzieje i nalegał, żeby w środę po pracy poszła z nim na jakiś miejski festyn - trzy razy odmówiła, ale za czwartym doszła do wniosku że co jej szkodzi, za tego kasztana znalezionego na wycieraczce mogła ewentualnie spędzić z nim z godzinkę. Co prawda nic nie mówił o potłuczonym kubku który zostawiła mu w torebce na klamce w ramach rewanżu, więc pomyślała to, co pomyślałby każdy - że ktoś przechodząc korytarzem po prostu ukradł torebkę spodziewając się czegoś cennego w środku (musiał się mocno rozczarować). No trudno, tak się zdarza.
Przebrała się w pierwsze lepsze ciuchy i skórzaną kurtkę, bo nie wiedziała czy istnieje dress code wiejskich festynów - ale nawet jeśli istniał, to by go olała. Mieszkała w centrum, więc podejście do właściwego miejsca było przyjemnym, krótkim spacerem. Usiadła na jakimś murku obok budynku Community Center. Dopiero teraz, rozglądając się dookoła, zrozumiała co się wydarzyło - zewsząd patrzyli na nią sprzedawcy walentynkowych prezentów i ozdóbek, plac przystrojony był serduszkowymi dekoracjami a z głośników leciała muzyka o miłości, którą w radio Mercy natychmiast by przełączyła.
Gdy tylko na horyzoncie objawił jej się Barnes, posłała mu wściekłe spojrzenie, niemal ciskając w niego laserami!!!! I paluszkiem, w oskarżycielskim trybie, ale to jasne.
Jesteś nieznośny — tak pięknie i czule się z nim przywitała. Zasłużył, co nie? — Zapomniałeś powiedzieć, że to festyn WALENTYNKOWY? — kontynuowała z pretensją. Oczywiście, że wtedy by się nie zgodziła, nawet z ciekawości by tu nie przyszła żeby nie dać mu mylnego wrażenia, że może jednak lubiła go choć trochę. No w życiu, nie Marysia. — Tylko sobie nie myśl, że to randka — zastrzegła z fochem, bo ją wrobił. Wykorzystał jej niewiedzę, to że miała pusty łeb i nie skojarzyła, że w środę będzie czternasty, i że czternasty luty z czymś się wiąże. Ze świętem różowo-czerwonego-czekoladowego konsumpcjonizmu, którego wcale nie chciała obchodzić. A na pewno nie z nim! — Nie skojarzyłam, że w środę są walentynki. Tylko dlatego tu jestem, jasne? I nie wykorzystuj więcej mojej kalendarzowej ignorancji!
To powiedziawszy... Musiała przyznać, że obłoczki waty cukrowej wyglądały bardzo zachęcająco...

Otto Barnes
24 lata
186 cm
ściga się na motorkach
Otto Barnes
Awatar użytkownika
opis
Kretyn, który oklepanymi tekstami na podryw rzuca mniej więcej tak często, jak często sięga po zajęcia, które dostarczą mu kopa z adrenaliny. Kiedy nie startuje w wyścigach to je ostre jedzenie, wpada na głupie pomysły albo flirtuje ze swoją niepodrywalną sąsiadką. Albo wszystko to naraz, bo co miałoby niby go ograniczać?

Walentynkowe plany Otto również były żadne.
I to głównie dlatego, że skutecznie unikał wszelkich zaproszeń na wyjścia tego dnia, dobrze wiedząc, że zgadzanie się mogłoby dać zapraszającej go dziewczynie jakieś NADZIEJE, a on może był seryjnym podrywaczem i flirciarzem, ale raczej wolał unikać bycia łamaczem serc. A przynajmniej celowo, no bo jednak czasem nic nie mógł na to poradzić, taki był jego urok i tyle. (Tak to sobie tłumaczył) ((W rzeczywistości pewnie po prostu był głupi))
Inaczej się miała sprawa z wyciąganiem sąsiadki, która poderwać się nie dała, na walentynkowy festyn. To uważał już za coś dozwolonego, bo spodziewał się, że na każdym kroku Mercy będzie mu przypominać, że to nie jest randka, tylko spotkanie koleżeńskie i żeby sobie nie wyobrażał nie-wiadomo-czego, bo niczego nie ma i nie będzie. I zapewne pierwszym krokiem do tego było to wielokrotne odmówienie na jego zaproszenia, którymi rzucał co jakiś czas, gdy spotykał ją na klatce, jako ostateczną broń wybierając kolejnego kasztana, szybko podrzuconego z wiadomością zapisaną na kawałku kartki na jej wycieraczkę. Kubeczek, który dostał w zamian, chyba miał być odpowiedzią, a Otto wziął sobie to przyczepione "napraw mnie" do serca. I to nie tylko dosłownie, chociaż bardzo się starał, klejąc ceramiczne puzzle super klejem i licząc na to, że się nie przykleją do niego (cudem tego uniknął), ale też w przenośni — miał zamiar pokazać Mercy, że Sapphire Creek faktycznie czasem miało jakieś fajne wydarzenia, nawet jeśli tylko na taką małomiasteczkową skalę i tym samym naprawić jej opinię o tym, że nic się tu nie działo, tylko zawiewało nudą.
Wypatrzył ją wśród kręcących się po okolicy ludzi, a gdy tylko na jej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia i wściekłości, jego własną przyozdobił szeroki uśmiech.
- Cześć Mercy, tak, też bardzo miło cię tu widzieć, również uważam, że mamy piękny wieczór! - Odpowiedział jej radośnie na te jej przytyki, pokazując kulturę, bo przecież wypadało, a już szczególnie w takim dniu i w takich okolicznościach. Nie randkowych, oczywiście, skądże znowu. - Byłem pewien, że wiesz i dlatego zgrywasz niedostępną, ale ostatecznie uległaś mojemu urokowi. - Wzruszył ramionami, bo faktycznie nie przyszłoby mu do głowy, że mogła nie kojarzyć, co za okazja może być czternastego lutego. - Nawet prezent ci przyniosłem. - I zaraz wyciągnął w jej stronę ten poklejony kubek, który na pewno nie nadawał się do picia, bo nie był sklejony idealnie, ale może dałoby się z niego zrobić jakaś doniczkę, bo nawet miał w dnie dziurę w miejscu, w którym powinien być kawałek ceramiki, a którego nie było w zestawie. Mercy zdecydowanie dała mu jakieś wybrakowane puzzle. - Ale tak tak, nie randka, pewnie. I dlatego się tak wystroiłaś, bo to nie randka? Bardzo ładnie wyglądasz, tylko czy nie jest ci przypadkiem zimno? - Uniósł lekko brwi, bo on jednak stawiał na cieplejsze ubrania, nawet jeśli był w miarę zimnolubny. Nie mógł pozwolić sobie na rozchorowanie, skoro sezon już się rozpoczął — nie miał zamiaru opuszczać jakichś wyścigów przez głupie przeziębienie. - Wiesz, jak aż tak bardzo oburzają cię wszechobecne serduszka, to możesz iść do domu, zostaw mnie samego na pastwę festynu i jego licznych atrakcji. - Wzruszył ramionami, po czym rozejrzał się dookoła i westchnął bardzo ciężko i bardzo teatralnie. - Wychodzi na to, że sam będę musiał zjeść wielką watę dla dwojga, pewnie się od niej pochoruję i dostanę cukrzycy, no ale trudno. - Ach, tyle dobrego jedzenia! Tyle atrakcji! A to wszystko zwiedzane w samotności, cóż za rozpacz!! Litości, dobijcie go, on chyba nie da rady.

Mercy Preston-Doyle
24 lata
175 cm
mechanik samochodowy w warsztacie
Mercy Preston-Doyle
Awatar użytkownika
opis
Unbothered. Moisturized. Happy. In My Lane. Focused. Flourishing.

Przewróciła oczami tak bardzo, że prawie jej się zgubiły w czaszce i oślepła!!! Otto mógł być tymi swoimi tekstami odpowiedzialny za jej trwałe kalectwo. Zgrywa niedostępną? Prychnęła. — Nie zgrywam niczego, po prostu jestem niedostępna. Dla ciebie — wzruszyła ramionami, zdziwiona że w ogóle musiała ten oczywisty fakt Barnesowi prostować i wykładać jak kawę na ławę! Ten to musiał mieć na bani żeby sobie wkręcić, że Marysia udawała niezainteresowaną jego urokiem. O nie nie, nic z tego - Marysia była jak najbardziej prawdziwie niewzruszona.
Tak gdzieś przez jedenaście sekund, nim w jej dłoniach znalazł się posklejany kubek - którego jednak nikt nie ukradł i nad którym Otto faktycznie spędził czas? Może przez bardzo ulotną chwilkę na buzi Mercy zawitało zdziwienie, ale starała się je szybko odgonić, obracając kubeczek w palcach. — Dokładnie tak jak mówisz. To nie randka — uparcie obstawiała przy swoim. Zsunęła tyłek z murka, a kubeczek odłożyła do skórzanego plecaka żeby bezpiecznie się kołysał do powrotu do domu. — Może nawet bym poszła do domu, bo faktycznie, trochę zimno… — wzruszyła ramionami rozglądając się wokół. — Ale jak miałbyś zachorować, czy coś… — dodała z teatralną, przerysowaną obojętnością, takim totalnym ok fineeeee rzuconym od niechcenia, po czym minęła Barnesa i ruszyła w stronę stoiska z watą cukrową. — Idziesz? — zawołała za nim; to była jej forma powiedzenia chodź, będzie fajnie. Starała się, co nie!
Ty też bardzo ładnie wyglądasz — dodała uprzejmie gdy zajęli miejsce w kolejce. Nawet nie przesunęła po nim spojrzeniem, więc chodziło raczej o drobną zaczepkę i jego przystojną facjatę. — Nieźle ci poszło z tym kubkiem. Może powinnam ci podrzucić jeszcze kilka? — uśmiechnęła się szerzej; prezent nieco ją wzruszył, na pewno poruszył i mile zaskoczył, ale nie po drodze jej było z wylewnością i dawaniem Otto powodów by uwierzył, że jego podryw działał! — Niebieską poproszę — zamówiła w okienku, po czym zapłaciła zegarkiem - nawet gdyby chciał, nie mogła mu na to pozwolić bo wtedy to już całkiem byłaby randka, co nie? Odeszli więc w bok żeby nie blokować przejścia, a Marysia złapała w palce mini-chmurkę z waty i… Wyciągnęła dłoń w stronę ust Barnesa!
Żeby było jasne - nie karmię cię romantycznie bo są walentynki, tylko przyspieszam tę twoją chorobę i rychłą śmierć — nawet się roześmiała, więc może jednak żartowała - pewności mieć nie mógł.
Zawsze chciałam przejechać się w Diabelskim Młynie, ale mam lęk wysokości — dodała po chwili bardziej serio, tęsknym wzrokiem sięgając ku białej, wysokiej instalacji z której nie-frajerzy oglądali panoramę miasta z góry.

Otto Barnes
24 lata
186 cm
ściga się na motorkach
Otto Barnes
Awatar użytkownika
opis
Kretyn, który oklepanymi tekstami na podryw rzuca mniej więcej tak często, jak często sięga po zajęcia, które dostarczą mu kopa z adrenaliny. Kiedy nie startuje w wyścigach to je ostre jedzenie, wpada na głupie pomysły albo flirtuje ze swoją niepodrywalną sąsiadką. Albo wszystko to naraz, bo co miałoby niby go ograniczać?

Na moment zmrużył oczy, przyglądając jej się wnikliwie, jakby próbował wyczytać z jej twarzy jej największe sekrety i pragnienia, choć tymi drugimi najwyraźniej nie było to, by pójść z nim na randkę, a szkoda. Wielka szkoda.
- Dla mnie? Jestem taki wyjątkowy, czy może jednym z wielu, skoro są walentynki, a ty jesteś ze mną tutaj na NIE randce? - Spojrzał na nią pytająco, z głupim wyszczerzem na twarzy, bo był pewien, że musiała dostać inne zaproszenia na ten wieczór, a jednak (!!!) przystała na to jego. Okej, było czwarte z kolei, ale Otto zdążył już się nauczyć, że do trzech razy sztuka jest dla frajerów, a jak chce się coś osiągnąć, to trzeba próbować aż do skutku. No, chyba że jest się saperem, wtedy to już gorzej, ale tego jeszcze nie próbował — z mocnym akcentem na jeszcze. - Tak się skarżyłaś, że w miasteczku jest nudno i nie ma co robić, a wiesz, że randki by ci to twoje nudne życie urozmaiciły? - Może było w tym trochę wyzwania, może takiego zwykłego "nie wpadłaś na to nigdy?" jakby Otto dziwił się, że tak prosty pomysł Mercy najwyraźniej kompletnie zignorowała.
Oglądał zmieniającą sie mimikę jej twarzy z ogromnym zadowoleniem i rosnącą pewnością siebie. Jeszcze chwila i to jego ego go przerośnie i będzie musiał je ciągnąć za sobą jak zbyt dużego balonika wypełnionego helem. Sprawę zdecydowanie pogorszyło to, że jednak dała się namówić na wspólne łażenie po festynie, zamiast zawrócić na pięcie i wcale go nie nabrała tym swoim teatralnym występem, cały czas podejrzewał ją o to, że chciała z nim iść, tylko udawała, że tak nie jest! Niemal podskoczył w miejscu, by zaraz dziarskim krokiem się z nią zrównać, przyglądając się wszystkim okolicznym atrakcjom.
Mercy jednak nie powinna była go komplementować, bo w środku jednak był tym nieznośnym dzieciakiem i teraz już naprawdę będzie miała problem z tym, żeby się od niego uwolnić. - Niestety, oferta była ograniczona czasowo, zamknąłem warsztat naprawy kubeczków. - Nie miał zamiaru jej się przyznawać, że mniej więcej pięć razy chciał zaryć głową w ten jej kubek z nudów, bo takie puzzle (ani jakiekolwiek puzzle czy inne zajęcie wymagające cierpliwości) nie były czymś, co mu odpowiadało. Naprawił jeden, bo uznał, że może będzie zabawnie; nie było, ale widok jej zadowolonej miny trochę wynagrodził mu te istne męczarnie, które musiał przetrwać. Ale tylko trochę, więc wysiłek włożony w zajęcie nie był równy lub mniejszy od nagrody i może nigdy nie był z matmy najlepszy, ale coś mu się tu nie kalkulowało.
Nie zdążył zapłacić, ale zdążył jej pokazać, że tym razem to on przewraca oczami aż za bardzo, bo był raczej z tych, co uważali, że jeśli dziewczyna chciała płacić, to mogła i nie miał zamiaru się wykłócać, że to była jego rola. No ale znów — raczej nie chodził na poważne randki do restauracji, w których mógłby to zachowanie okazywać, bo ze stawianiem drinków w barze sprawa miała się trochę inaczej.
- No wiesz? A już miałem mówić, że jesteś bohaterką, bo mnie od tej choroby uratujesz. - Westchnął ciężko, kręcąc głową w geście rozczarowania, po czym zjadł wyciągniętą w jego stronę watę, patrząc się przy tym na Mercy i rozciągając usta w uśmiechu w momencie, gdy poczuł słodki smak przekąski na języku. No i oczywiście, że potem odwdzięczył jej się tym samym, a dla jakiegoś losowego gapia musieli wyglądać jak para zakochanych młodych, świętująca wspólnie ten cudowny środek tygodnia.
- A ja zawsze chciałem znaleźć takie najbardziej rozklekotane koło, takie wiesz, co to wiatr zawieje i jest ryzyko, że to będzie twoja ostatnia przejażdżka w życiu. No i oczywiście do niego wsiąść. - I wcale jej tu nie bajerował, wciskając jakiś kit, bo faktycznie zdarzało mu się odwiedzać różne festyny i inne tymczasowe obwoźne parki rozrywki, szukając wśród nich takiego diabelskiego młynu, którego aura powiewała grozą, a wejście powinno być obarczone jakimś kontraktem, że w razie wypadku właściciel nie ponosi winy. Westchnął zaraz ciężko i bardzo nad wyraz. - Ech, to się jednak do tego nie nadaje, zbyt porządne, zero dreszczyku grozy. Idealne dla ciebie. - Spojrzał na nią kątem oka, lekko unosząc jeden kącik ust do góry, bo wiadomo, podpuszczał ją, no ale skoro zawsze chciała, a tu nadarzała się okazja, to żal chyba było nie skorzystać! - Wiesz, - Zaczął, podkradając jej jeszcze trochę waty. - wychodzę z założenia, że żyje się raz i trzeba z tego życia korzystać garściami, a jeśli przez to będzie się żyło krótko, to przynajmniej z poczuciem, że żyło się w pełni. - Wzruszył ramionami, bo to było jego swego rodzaju motto, przez które próbował różnych, często głupich i niebezpiecznych rzeczy i nigdy ich nie żałował. No dobra, poza tym jednym razem, albo dwoma. Może pięcioma. Ale hej, nadal miał wszystkie kończyny i oddychał, tylko to się przecież liczyło!

Mercy Preston-Doyle
24 lata
175 cm
mechanik samochodowy w warsztacie
Mercy Preston-Doyle
Awatar użytkownika
opis
Unbothered. Moisturized. Happy. In My Lane. Focused. Flourishing.

Chciała mu coś odpyskować, naprawdę mocno CHCIAŁA, ale… Trudno się było kłócić z jego argumentem - fakty były takie, że Marysia rzeczywiście innych adoratorów odtrąciła skuteczniej niż Otto, z którym jednak ostatecznie spędza walentynkowy wieczór. Skutkiem pomyłki czy nie, nierandka czy randka… Barnes musiał być wyjątkowy, skoro jeszcze nie zwiała do domu. Dlatego tylko cisnęła w niego nienawistnym spojrzeniem, ze złymi brwiami w pakiecie i ustami zaciśniętymi w wąską kreskę. Już wolała nic nie mówić, bo tylko by się bardziej pogrążyła!
Nie potrzebuję akurat takich urozmaiceń — szła w zaparte. Może i randki wypełniłyby jakoś jej czas, ale JAK? Potem to tylko nerwy: czemu nie odpisał, czemu się spóźnił, czemu gapił się na tyłek innej dziewuchy na ulicy, czemu to tamto, a na koniec tylko płacz i złamane serce. Miała się w to wpakować dobrowolnie? A w życiu.
To powiedziawszy, nie zdawała sobie nawet sprawy że wyglądali jak dwójka zakochańców, gdy językiem łapała watę cukrową z dłoni turbo irytującego sąsiada. — Czasem zastanawiam się czy wypadłeś kiedyś z kołyski? Czy może tyle razy spadłeś z motoru i uderzyłeś się w głowę, że kabelki już nie stykają? — odparła w pełnym skupieniu, jakby faktycznie rozmyślała nad powodem jego szaleństwa. Miał nierówno pod sufitem, brakowało piątej klepki - jak zwał, tak zwał. Niebezpiecznie zbliżali się koła, które może owszem - wyglądało porządnie, ale… Wciąż było bardzo wysokie, za wysokie!
Ale to nie ma sensu — pokręciła głową, pakując do buzi kolejną porcję waty cukrowej. — Jeśli żyjesz dłużej, to masz więcej czasu, żeby z tego życia korzystać garściami — obróciła jego argument do góry nogami, przechyliła na boki i przekręciła. — Jeśli wsiądę na koło i umrę, to wcale nie zrobiłam sobie przysługi - zamieniłam z pięćdziesiąt fajnych lat na kwadrans. Nie warto, zupełnie nie.
W tym różnili się fundamentalnie. On szukał ryzyka i płynących z niego emocji, ona zaś wolałaby nie skończyć w trumnie przed przejściem na emeryturę. Szkoda by było - tyle wpłacanych składek i nie miałaby pobrać nawet jednej wypłaty??????? LOL NIE. Wówczas wpadła na pomysł, jej oczka rozbłysły iskierkami podekscytowania, gdy słała Otteuszowi uśmieszek małego diabełka.
Zawsze mógłbyś… — noooo mógłby, gdyby chciał, nie żeby Marysia chciała, wcale, ani trochę — … Przejechać się tym nudnym, bezpiecznym kołem i na przykład… — niechcący, przypadkiem zupełnym — … Nagrać film i ewentualnie, kiedyś, przy okazji, mi go pokazać.
Trudno było się kłócić z jej logiką! On się przejedzie kołem, bo on chce się przejechać kołem, a ona zobaczy widok z góry bez jechania kołem, choć wcale nie chce, ale zrobi mu przysługę podziwiając nagranie z jego podróży, żeby się cieszył że może z kimś dzielić emocje. Czy to nie było idealne rozwiązanie? Im bliżej koła się znajdowali, tym bardziej Marysię ogarniał strach, który może nawet było trochę widać na jej buźce. Diabelski młyn wydawał się koszmarnie wysoki, a w jej wyobraźni już pojawiały się kolejne warianty wypadków i upadków, awarii zakończonych zgonem i ogólnego horroru całej przejażdżki.

Otto Barnes
24 lata
186 cm
ściga się na motorkach
Otto Barnes
Awatar użytkownika
opis
Kretyn, który oklepanymi tekstami na podryw rzuca mniej więcej tak często, jak często sięga po zajęcia, które dostarczą mu kopa z adrenaliny. Kiedy nie startuje w wyścigach to je ostre jedzenie, wpada na głupie pomysły albo flirtuje ze swoją niepodrywalną sąsiadką. Albo wszystko to naraz, bo co miałoby niby go ograniczać?

Czyli wszystko było jasne: Otto był wyjątkowy.
Nie żeby kiedykolwiek w to wątpił, ale teraz miał niezbite dowody na to, że Mercy go za takiego uważała, skoro jednak wybrała sobie jego towarzystwo W WALENTYNKI. No musiało być w nim to coś i zapewne była tym jego pewność siebie i niezaprzeczalny urok osobisty. Nie miał też zamiaru się z nią kłócić o randki, bo skoro nie chciała, to jej strata i to ogromna, bo jednak odwiedzanie atrakcji było fajniejsze z kimś innym, chociaż on nie mógł się za bardzo na ten temat wypowiadać — swoje randki widywał raczej w barach czy klubach, omijając szerokim łukiem te bardziej romantyczne miejscówki, jakby miał na nie prawdziwą alergię. Za to najróżniejsze dziwne miejsca odwiedzał zazwyczaj z Gigi, bo ta dała się na nie bez problemu wyciągać, choć czasem miał wrażenie, że po prostu chciała pilnować, żeby Otto za szybko sobie głowy nie rozbił.
- Wbrew pozorom uważam na motorze, chociaż wypadki chodzą po ludziach. Ale czy ojciec mnie za dzieciaka nie upuścił o jeden raz za dużo, żeby mi się to spodobało, to ci nie powiem. - Jeśli faktycznie tak było, że to przez jakąś niezdarność ojca chłopak polubił to uczucie adrenaliny (chociaż kto wie, ile jej czuje takie małe dziecko spadające z rąk na dywan), to Otto raczej nigdy się o tym nie dowie — Eric zbyt dobrze wiedział, że jego żona by się o tym w jakiś cudowny sposób dowiedziała, gdyby tylko wypowiedział te słowa na głos i mężczyzna nie miałby życia, bo Betty dręczyłaby go wyrzutami sumienia, że to przez niego ich syn jest taki i ona się musi teraz martwić. Chociaż Otto czasem myślał, że największym plot twistem byłoby to, że to jego matka dopuściła się upuszczenia go w okresie niemowlęcym i dlatego teraz tak na niego chuchała, ale jeśli była to prawda, to Betty zapewne zabierze ten sekret ze sobą do grobu. Chociaż może to właśnie dlatego jednak zgadzała się na te jego wszystkie wybryki, bo wiedziała, że to z jej winy??
- Naprawdę wolisz dożyć setki, robiąc te same, nudne rzeczy w kółko? Ja bym się załamał, już te twoje kubeczkowe puzzle zabrały mi z życia jakieś pięć lat. Chyba wolę umrzeć przed trzydziestką skacząc ze spadochronu. - Zamyślił się, bo z drugiej strony wizja ścigania się z Gigi w jakimś domu starców chodzikami nadal gdzieś żyła w jego głowie i czasem sprawiała, że powątpiewał w te swoje "żyj szybko, nie żałuj niczego". Był pewien, że byłby królem chodzikowych wyścigów.
- Mmm... niby mógłbym, ale wiesz, nie wiem, czy mi się chce. - Odparł jej z równie przebiegłym uśmiechem, bo nietrudno było się domyślić, co robiła — chyba oboje krążyli wokół siebie z tymi ukrytymi między wierszami i w tonie głosu pomysłami, ale żadne z nich najwyraźniej nie chciało się ugiąć, a przynajmniej, w przypadku Otto, nie tak od razu i bezinteresownie. - Ale tak samemu bym miał? Trochę nudno, wejść na takie bezpieczne, nie aż takie wysokie koło, spędzić tam... - Tu spojrzał na tabliczkę, informującą o długości jazdy i znów wrócił spojrzeniem do Mercy, wzdychając ciężko, jakby ta przeczytana wiadomość była mu bardzo nie na rękę. - piętnaście długich, samotnych minut i nie mieć z tego nic w zamian. - Pokręcił głową, bo skoro faktycznie nie chciała jechać — widział to po jej twarzy, która zdawała się blednąć z każdym kolejnym krokiem, chyba że po prostu światło się tak zmieniało, nie był pewien, ok! - ale chciała mieć z tego filmiki i inne takie, no to jemu należało się coś w zamian za tę przysługę, ot co. - Ale dobra. Jestem gotów na to olbrzymie poświęcenie dla mojej nie-randki. - Zadecydował w końcu po chwili ciszy, podczas której udawał, że bardzo wnikliwie wszystko analizuje. Oderwał wzrok od koła i odwrócił się w pełni w stronę Mercy, przybierając bardzo poważny wyraz twarzy i nawet ułożył dłoń na jej ramieniu, nachylając się tak, żeby mieć oczy na wysokości jej twarzy. - Tylko wiesz, nie zakochaj się, widząc, jaki jestem odważny i bezinteresowny, bo będę musiał złamać ci serce — nie jestem typem randkowicza. - Wyznał bardzo zbolałym, szczerym tonem, jakby martwił się o to, że Mercy faktycznie po jego powrocie z tej niebezpiecznej wyprawy będzie w niego wlepiać spojrzenie pełne serduszek. Nie dał jej jednak czasu na odpowiedź, bo od razu jej zasalutował z szerokim uśmiechem i faktycznie poszedł na to koło, nawet od razu załapując się na miejsce. Pomachał jej jeszcze, gdy wagonik ruszył, a gdy zbliżał się szczytu, to zaczął filmować widok, nie zapominając o tym, by w pewnym momencie odwrócić kamerę w telefonie i zapozować na tle panoramy. Strzelił też kilka zdjęć, w tym selfie, oczywiście, a wszystko po to, żeby Mercy przypadkiem nie zapomniała, KTO poświęcił się dla zaspokojenia jej ciekawości.
W końcu wagonik zatoczył pełne koło, a on wyszedł i od razu zaczął zbliżać się do Mercy, rozkładając ręce, by pokazać, że wyszedł z tej ekstremalnej, zagrażającej życiu przejażdżki bez szwanku i finalnie zatrzymał się tuż obok niej, z szerokim uśmiechem na ustach i lekko uniesionymi brwiami, czekając na jakiś jej komentarz czy pochwałę tego niezwykle odważnego czynu. No należało mu się w końcu.

Mercy Preston-Doyle
24 lata
175 cm
mechanik samochodowy w warsztacie
Mercy Preston-Doyle
Awatar użytkownika
opis
Unbothered. Moisturized. Happy. In My Lane. Focused. Flourishing.

Wybrała sobie jego towarzystwo W ZWYKŁĄ NUDNĄ ŚRODĘ PO PRACY, a że on akurat postanowił obchodzić (i pół świata) tego dnia święto konsumpcjonizmu i serduszek to NIE JEJ WINA. Będzie w to brnąć do ostatniej sekundy życia, ostatniego oddechu, już wówczas jako pani Marysia Barnes zapewne. Ale nie wyprzedzajmy faktów, bo na razie wyjątkowość Otto polegała tylko na tym, że WYJĄTKOWO BARDZO IRYTOWAŁ Mercy swoją pewnością siebie, tekstami, żarcikami i ogólnie zbyt dobrą aparycją. Natura powinna jednak trochę wyrównywać szanse i typa z takim charakterem obdarzyć bardziej… przystępną facjatą!!!
Jeśli tak się poświęcasz dla nie-randki — przewróciła oczami — to nie chcę nawet pytać co robisz na tak-randkach — oczywiście utrzymywała narrację i ton obojętności i ogólnego nieprzejęcia, bo jej przecież WCALE nie zależało na tym żeby zrobił kilka fotek z góry i jej pokazał. Z tą wysokością to w ogóle był powód dla którego miała Dziubka - jej ptaszek mógł odkrywać świat z perspektywy niedostępnej dla Marysi, a ponieważ Dziubek był przedłużeniem serca Mercy, to trochę tak, jakby ona uczestniczyła w jego podniebnych przygodach. Mogła sobie tylko wyobrażać jaka to wolność tak polatać i się nie bać - no, przynajmniej dopóki nie wsadziła Otto do koła, żeby mógł jej znieść widoki na dół. Jego słowa sprawiły jednak, że zakrztusiła się watą cukrową. Prawie umarła, kaszleć zaczęła i musiał ją na pewno w plecy mocno postukać, gdy dłonią zasłoniła usta i walczyła o każdy płytki oddech. Nie zakochaj się. Pff!!!!
Nie zdążyła odpowiedzieć, bo gnojek uciekł przed konsekwencjami swoich słów do wagonika (całe szczęście dla obojga). Nie dostał po łbie za głupotę, a i Mercy miała chwilę żeby jednak nie umierać, jednak pozostać na ziemskim padole i przekminić najlepszą odpowiedź na tę jego zaczepkę.
Takie niskie, nudne koło a urosłeś z tej dumy ze trzy rozmiary — mruknęła w odpowiedzi na wypiętą męską pierś, to było tak turbo hetero-samcze zachowanie że O M G. — Jesteś bardzo dzielny, mój bohaterze — dodała, a jej głos OCIEKAŁ sarkazmem, bo przecież nie mógł jednocześnie zapewniać jej że to koło to nic, pikuś oraz domagać się pochwał jakby koło było wielkie i niebezpieczne. Tzn było, ale tylko dla Marysi, dla niego nie. — Co powiesz na zakład? — zagadała, gdy ruszyli spokojnym krokiem gdzieś pomiędzy kolejnymi dekoracjami, ładną ścieżką zakochanych par. — Taki jesteś pewny, że się w tobie dramatycznie zakocham i złamiesz mi serce? Ja mówię, że będzie odwrotnie. To ty się zakochasz i będziesz płakał, bo tego nie odwzajemnię — skontrowała. Przystanęła na moment i wyciągnęła do niego rąsię, bo przecież jak zakład, to trzeba formalnie przypieczętować. — Nie jestem typem randkowiczki — powtórzyła po nim z szerokim uśmiechem. — Chcesz się spotykać? Spoko, ale obiecaj, że nie zepsujesz tego uczuciami — i na przypieczętowanie układu zamierzała mu podarować pewny i mocny uścisk dłoni.
Z jej strony nie powinien spodziewać się dramatu ani tragedii złamanego serca, ponieważ Marysia już dawno zdecydowała, że swojego serca mu nie da! Obawiała się jednak, że on popłynie w uczuciach - bo przecież trudno się takiej Maryśce oprzeć i SKOŃCZY SIĘ JAK ZWYKLE, czyli a f e r ą. A Marysia czasu nie ma na afery, nic a nic. — No, szybko. Decyduj się, bo zawsze chciałam wygrać maskotkę na amerykańskim festynie, a teraz nie ma kolejki do… — obróciła się i palcem wskazała na budkę ze strzelaniem. — Tamtego czegoś.

Otto Barnes
24 lata
186 cm
ściga się na motorkach
Otto Barnes
Awatar użytkownika
opis
Kretyn, który oklepanymi tekstami na podryw rzuca mniej więcej tak często, jak często sięga po zajęcia, które dostarczą mu kopa z adrenaliny. Kiedy nie startuje w wyścigach to je ostre jedzenie, wpada na głupie pomysły albo flirtuje ze swoją niepodrywalną sąsiadką. Albo wszystko to naraz, bo co miałoby niby go ograniczać?

Odpowiedź na to nie-pytanie Mercy była bardzo prosta — Otto po prostu na randki nie chadzał. Obca mu była idea kupowania ładnych kwiatów i nerwowego poprawiania ubrania, gdy czekało się pod drzwiami wybranki, nie był zaznajomiony z koncepcją spokojnych przechadzek w parku i trzymania się za ręce, gdy z ust leciały komplementy i słodkie plany na przyszłość, a pocałunki na koniec spotkania nigdy nie były niewinnymi obietnicami tego, co mogłoby się wydarzyć, tylko zawsze prowadziły do czegoś więcej, choć pozbawionego uczuć, a przynajmniej tych, które powinno się było utożsamiać z randkami. Nie odpowiedział jej jednak, chociaż może jego przebiegły uśmiech, taki, który zwiastował, że Otto wiedział coś, czego nie wiedziała ona i nie miał zamiaru się tym z nią dzielić, mówił wszystko, co powinna była wiedzieć.
Wyderkowa duma należała do tych, które rosnąć już nie powinny, bo w tym stanie, w którym była aktualnie, stwarzała zagrożenie dla wszystkich dookoła, a już szczególnie dla swojego właściciela. Szkoda tylko, że on zagrożenie wręcz uwielbiał, więc taki rozwój sytuacji był mu bardzo na rękę. O innych już trudniej było to powiedzieć.
- Wiedziałem, że docenisz moje poświęcenie. - Westchnął teatralnie, jakby faktycznie posiedzenie przez kwadrans w lekko chyboczącym na wietrze wagoniku było bardzo trudnym i męczącym zadaniem. Za to na jej kolejne słowa wyraźnie się wyprostował, patrząc na nią z nieukrywanym zainteresowaniem, bo wystarczyło słowo "zakład", by całkowicie skupić na sobie jego uwagę, sprawić, by pochylił się z zaciekawieniem w stronę swojego rozmówcy, jak ćma przyciągana światłem lampy. Jej argument sprawił, że tylko uniósł brwi w zdziwieniu, bo proszę, Otto? Zakochać się? Nigdy w życiu. I to faktycznie, bo na przestrzeni lat żadna dziewczyna nie zdołała skraść mu serca, a jego... zwyczaje wcale nie były dyktowane chęcią zemsty za złamane serce czy innymi takimi pierdołami, tylko po prostu — Otto był, jaki był. I słysząc jej coraz to kolejne argumenty, czy warunki coraz bardziej upewniał się w tym, że to miał być najłatwiej wygrany zakład w jego życiu, że to Mercy w przeciągu tygodnia, może dwóch, przyjdzie na jkego wycieraczkę kajać się, że zakład przegrała i że to on i jego kamienne serduszko wygrali. No dobra, zakład z właścicielem budynku o klucz na dach był zdecydowanie łatwiejszy do wygrania, a nawet tak łatwy, że Otto po prostu nie brał go pod uwagę.
- Stoi. - Stwierdził krótko, zaciskając swoje palce na jej dłoni, z pewnym siebie uśmiechem na twarzy, ale takim, że aż chce się przywalić, by zobaczyć czy może zejdzie, czy jednak biedak jest na niego skazany do końca życia. - A co dostanie zwycięzca? Samo uczucie satysfakcji z wygranej, czy może masz jakiś inny pomysł? - Skoro proponowała zakład, to nagrodę też powinna, dlatego spojrzał na nią pytająco, puszczając już jej dłoń gdy przypieczętowali tę swoją umowę uściskiem. Jego wzrok zaraz zawędrował w stronę pokazywanej przez nią budki i kiwnął tylko głową, ruszając w tamtym kierunku. - Jedna rzecz, którą musisz o mnie wiedzieć — praktycznie nigdy nie odmawiam zakładu. No, chyba że ktoś chce robić coś nielegalnego. - Zakłady o włamywanie się na różne tereny, kradzieże czy inne rzeczy oscylujące między szarą, a tą stricte nielegalną strefą odrzucał niemal od razu, bo może ucieczka przed policją dałaby mu zastrzyk adrenaliny, którego zdawał się ciągle szukać, nawet w najzwyklejszych zajęciach, ale jednak mimo tej swojej wrodzonej, męskiej głupoty, rozumiał, że czyny miały swoje konsekwencje, a on wolał wspinać się po skałkach bez zabezpieczającej liny, aniżeli spać w więziennej celi.
Po chwili stanęli w kolejce do atrakcji, a on z zaciekawieniem przyglądał się, jak stojący przed nimi chłopak próbował swoich sił w ustrzeleniu jak największej ilości celów. Otto nie miał doświadczenia z bronią, bo jak jego ojca można było zaklasyfikować jako takiego typowego tatę, który zabierał go na ryby, oglądał futbol i grillował w klapeczkach, szortach i koszuli w kwiaty, dyskutując ze sowimi kolegami o następnym wypadzie na golfa, to nie był z tych, którzy parali się myślistwem czy wypadami na strzelnicę, chociaż na to drugie Otto chętnie by się z nim wybrał, w porównaniu do spędzania czasu z wędką na łódce.
- O, popatrz, można wygrać rybę. - Zauważył, nieco zdziwiony tym, że wśród pluszaków i innych gadżetów jako nagrody ktoś faktycznie postawił żywe rybki, nie mógł się jednak nad tym zbyt długo zastanawiać, bo zaraz była jego kolej, ustalona na podstawie wymiany spojrzeń i wzruszenia ramionami. I Otto starał się bardzo, ale niestety — nie poszło mu najlepiej i jako nagrodę (bardziej pocieszenia aniżeli zwycięstwa) mógł sobie wybrać breloczek. Więc oczywiście, że mając wybór, wybrał małą, pluszową wydrę z zawieszką, szybko zapominając o swojej sromotnej przegranej, gdy wręczał ją Mercy z szerokim uśmiechem.
- Proszę, żebyś o mnie zawsze pamiętała. - Tak, to był jego sprytny plan do tego, by wygrać ten ich nowy zakład — wręczanie jej drobiazgów jak jakaś sroka, licząc na to, że podarunkami rozkocha ją w sobie bez granic. - Twoja kolej. - Stwierdził, gestem zapraszając ją do stoiska i odsuwając się nieco, by z boku przyglądać się temu, jak ona sobie poradzi.

Mercy Preston-Doyle
24 lata
175 cm
mechanik samochodowy w warsztacie
Mercy Preston-Doyle
Awatar użytkownika
opis
Unbothered. Moisturized. Happy. In My Lane. Focused. Flourishing.

Zdaniem Mercy zakład miał być jej najłatwiejszym zwycięstwem w życiu. W końcu kto mógłby się oprzeć jej wdziękom?!
Dobra, wróć. Wcale nie uważała siebie za najpiękniejszą czy najfajniejszą, ale miała świadomość swoich zalet. Na przykład - uroda względnie w kanonie, może i plus size budowa ale uważała swoje krągłości za bardzo seksowne i smaczne, nie czuła potrzeby desperackiej walki o szczupłą sylwetkę. W szkole się przykładała, więc głupia nie jest. I ma jakieś wykształcenie, i pasję, i zainteresowania, i ciekawy zawód - ma dużo do powiedzenia na szeroką gamę tematów, więc też nie wstyd ją gdzieś zabrać że otworzy buzie i narobi wstydu. Słyszała nieraz że jest zabawna i wesoła i poprawia atmosferę w grupie znajomych, czy na jakichś wyjściach swoim humorem i uśmiechem. Tych zalet mogłaby wymienić całkiem sporo! Nawet nieźle gotuje, lubi pomagać innym i wspierać, robić bezinteresowne przysługi czy prezenty, jest spostrzegawcza i opiekuńcza… Do tego zainteresowanych nią mężczyzn było przynajmniej kilku - przypominam o naszym wspaniałym NPC Franku który równolegle z Otto walczy o randkę! Wszystko zatem wskazywało na to, że Otto niedługo z tej miłości stanie w jej drzwiach z czerwoną różą w zębach i będzie błagał o szansę, hehehe.
Zwycięzca wybierze sobie nagrodę po ogłoszeniu końcu zakładu. Kupon na wszystko to najwyższa możliwa pula nagród, co nie? — zaproponowała odważnie, gdyż oceniła swoje szanse bardzo wysoko. O tak - wiedziała że nagroda „otwarta” to ogromne ryzyko, ale tylko dla przegranego. A ona przegrać nie miała.
Ale zmarnowałeś okazję, Barnes — uśmiechnęła się szerzej. — Mogłeś powiedzieć: „nic nielegalnego, chyba że… skradnę twoje serce i przegrasz, Mercy!” — roześmiała się nawet, bo Otto już jej się tak bardzo kojarzył z dramatycznie żenującymi tekstami na podryw że one jej aż same zaczęły przychodzić do głowy. Zupełnie niechcący.
Przeszli więc do atrakcji ze strzelaniem z jakiejś takiej mini wiatrówki czy innego czegoś co przynajmniej w teorii nie miało być śmiercionośne.
I Otto tak bardzo się starał, że Marysia oglądała to nawet z takim rozczuleniem i poruszeniem. Mógł nawet pomyśleć że zbliżył się do zwycięstwa dając jej breloczek z wyderką, ale uśmiech Marysi był spowodowany czymś zupełnie innym!
Dzięki, przystojniaku. Jesteś tak nieznośny i irytujący, że nie zapomnę nigdy — z serduszkami w oczach niemalże przysięgła mu tę dozgonną miłość, by ostatecznie przewrócić oczami, wrzucić wyderkę do kieszeni kurtki i ustawić się w pozycji do strzelania kolejnej nagrody. — Moja najdroższa wyderko — zwróciła się do niego teatralnie słodkim tonem, przy czym zatrzepotała rzęsami jak postać z kreskówki — może zamknij oczka, bo twoje ego tego widoku nie dźwignie i jeszcze się tu wykrwawisz na tym festynie — zakończyła perfidnie, po czym nadszedł czas na przestawienie.
A przestawienie było takie, że Maryśka za pierwszym podejściem ustrzeliła wszystkie najwyżej punktowane cele, łapiąc po drodze wszystkie premie za czas, bonusy za precyzję i na koniec bonusowe punkty za to, że nie zużyła wszystkich nabojów. Zrobiła to z taką lekkością i łatwizną, jak gdyby właśnie kucnęła do sznurowania butów. Po wszystkim odłożyła tę pseudo broń (strasznie marnej jakości, zatem strzelać było znacznie trudniej!) i odwróciła się w stronę swojego nie-randka.
Opadła troszkę szczęka? — zacytowała Shreka z taaaaaaakim dumnym uśmiechem. W tym czasie sprzedawca zaczął przeklinać pod nosem, że wstrętna gówniara już nie może więcej brać udziału. Wziąć miała tylko nagrodę i spadać. A nagrodą była…

Otto Barnes
24 lata
186 cm
ściga się na motorkach
Otto Barnes
Awatar użytkownika
opis
Kretyn, który oklepanymi tekstami na podryw rzuca mniej więcej tak często, jak często sięga po zajęcia, które dostarczą mu kopa z adrenaliny. Kiedy nie startuje w wyścigach to je ostre jedzenie, wpada na głupie pomysły albo flirtuje ze swoją niepodrywalną sąsiadką. Albo wszystko to naraz, bo co miałoby niby go ograniczać?

Najwyraźniej dobrali się idealnie, bo Otto też był przekonany o swojej świetności i tym, że to on wygra zakład i to bez problemu. Nie był aż tak hop do przodu, by dawać sobie deadline, ale pewien był w stu procentach tego, że to Mercy zakocha się jako pierwsza w jego bezsensownych żartach, niekończącej się brawurze i ładnej buźce, wyćwiczonej do obdarzania pięknych pań olśniewającym uśmiechem. No normalnie tylko wzdychać. On za to zakochiwać się nie zamierzał, bo nigdy mu się to nie przydarzyło, więc czemu niby miałoby teraz, no bez sensu zupełnie! Wychodził z założenia, że na wszystko był pierwszy raz, ale akurat nie na takie rzeczy, a przynajmniej nie w jego przypadku i to nie dlatego, że był twardym samcem alfa z podcastów dla bezmózgich inceli z internetu, ale dlatego, że kiedyś próbował i mu nie wyszło i generalnie to nie miał zamiaru się tym zajmować.
- Kupon na wszystko? Och Mercy, nawet nie wiesz, w co się wpakowałaś. - No i tak, tu właśnie pojawiał się ten olśniewający uśmiech, od którego dziewczynom miękły kolana, bo mając na horyzoncie tak wspaniałą nagrodę, Otto wziął sobie ten zakład do siebie, chcąc go wygrać za wszelką cenę. I jeszcze nie wiedział, co chciałby dostać jako nagrodę, jak go już w końcu wygra, przekonany o tym, że zwycięstwo miał niemal w garści, ale był pewien, że gdy przyjdzie na to odpowiednia pora, to odpowiedź sama do niego przyjdzie.
- Ach, bo widzisz sąsiadko, ja nie chcę kraść twojego serca, gdzie w tym zabawa? Ja chcę, żebyś mi je dała dobrowolnie. - Tym razem tylko kącik jego ust powędrował w górę, jakby chciał pokazać, że "HA! Patrz jaki ten typ jest pewny siebie, no normalnie nic go nie pobije, dobrze, że jesteśmy na zewnątrz, bo jego ego się tu mieści!". No ale bardzo zadowolony był z tego tekstu, choć wcale nie miał zamiaru bawić się uczuciami Mercy, a przynajmniej jeszcze nie dotarło do niego to, że jak już dziewczyna się w nim zakocha, to będzie trochę niezręcznie i będą musieli pomyśleć nad tym, co z tym faktem, dość niefortunnym, chociaż jakże szczęśliwym dla Otto — w końcu wygra wtedy zakład! - zrobić. Ale to nie były rozkminy na ten moment, bo na razie to byli na festynie, a nie w niedalekiej przyszłości!
- Oj już przestań mi prawić komplementy, bo jeszcze się zarumienię. - Zaśmiał się lekko, po czym przewrócił oczami na ten jej komentarz, że mógłby nie przeżyć tego, co miał zaraz zobaczyć.
I te same oczy zaraz się powiększyły, gdy obserwował, jak Mercy bezbłędnie strzelała w kolejne cele, a wystawca robił się coraz bardziej zielony na twarzy, Chociaż to drugie widział tylko kątem oka, bo cała jego uwaga skupiona była na stojącej obok dziewczynie, z pewnością pokonującą wszelkie rekordy straganu.
- Nawet bardzo. - Przyznał szczerze, bo nie miał przecież zamiaru ukrywać tego, że Mercy mu zaimponowała! - Naucz mnie tego, co? - Zapytał, z lekką nadzieją w głosie, bo nie było to coś, co KONIECZNIE musiał umieć, ale przez ten moment był zafascynowany i chciał spróbować swoich sił, o. Dziewczyna zaraz odebrała swoją bardzo rybną i bardzo żywą nagrodę, a Otto kiwnął głowa w stronę zwierzątka beznamiętnie dryfującego w torbie. - Powinnaś go nazwać Benz. Bo wiesz, Mercedes... Benz... - Uśmiechnął się szeroko, a wymieniając imiona, najpierw wskazał na nią, a potem na jej nowe zwierzątko. Nigdy nie był przesadnie kreatywny, chyba że chodziło o wymyślanie nowych niebezpiecznych rzeczy i problemów oraz tego, jak doprowadzić Betty Barnes na skraj załamania nerwowego, ale tym razem był dumny z tego swojego pomysłu.
- No to gdzie teraz, moja nie-randko? - Zapytał, gdy odeszli już od stoiska, nie chcąc dalej być na celowniku wściekłego spojrzenia sprzedawcy.

Mercy Preston-Doyle
24 lata
175 cm
mechanik samochodowy w warsztacie
Mercy Preston-Doyle
Awatar użytkownika
opis
Unbothered. Moisturized. Happy. In My Lane. Focused. Flourishing.

Dobrowolne oddanie serca brzmiało tak absurdalnie i komicznie, że no nie mogła traktować Otto i tego zakładu poważnie. Taka była pewna że jej skute lodem serce jest niewrażliwe na te wszystkie jego zabiegi, jednak gdy zaczęła je sobie w głowie wymieniać, coś poszło mocno nie tak.
Bo chciała w zaciszu własnej głowy ponarzekać na te jego żenujące teksty na podryw; a jednak na jej twarzy zagościł uśmiech, a w sercu przyjemne ciepełko. Bo potrafił ją rozbawić, a to jedna z najważniejszych spraw w relacji damsko-męskiej. Marysia chciała się dużo śmiać, a przy Otto zawsze miała powód.
Chciała sobie wmówić że w ogóle nie był dla niej atrakcyjny, bo do tej pory wybierała sobie facetów z zupełnie innej wizualnej kategorii. A jednak przyłapywała sie regularnie na tym, że zostawała przy jego oczach dłużej, niż wypadało. Lubiła, gdy ich spojrzenia się spotykały - choć tak nie było, absolutnie nie, w tych momentach czuła się tak jakby Otto ze wszystkich miliardów kobiet na świecie, dostrzegał tylko Mercy. Kiedy się do niej uśmiechał, chciała przewracać oczami na ten jego łobuzerski wyraz, tę irytującą pewność siebie… Ale nie mogła, bo coś w jej wnętrzu mówiło, że chciałaby jego uśmiech oglądać każdego dnia.
Nawet gdy wykorzystał jej nieogar żeby pójść na festiwal walentynkowy - chciała być na niego zła, ale wytrzymała tylko kilka sekund. Chciała być zirytowana tym, że nalegał na kolejne spotkania podczas gdy odmówiła stanowczo - ale w zasadzie to było przemiłe, że tak usilnie i uparcie zabiegał o jej czas i towarzystwo.
I wreszcie… Chciała być obrażona za to, że prawie ją przejechał i potłukł jej kubeczki. Ale w plecaku nosiła najpiękniejszy prezent jaki dostała kiedykolwiek (nie zamierzała mówić tego na głos) i była prawdziwie rozczulona i wzruszona jego gestem.
Z jednej strony więc zapierała się rękami i nogami przed przyznaniem, że Otto ma w sobie jakikolwiek procent uroku - z drugiej zaś zamiast wrócić do domu (jak słusznie zauważył), została z nim i bawiła się teraz świetnie. Zapomniała o problemach i troskach, śmiała się wesoło i czuła w jego towarzystwie bardzo dobrze.
Sęk w tym, że Mercy Preston-Doyle nie chciała ryby.
Nie jestem gotowa na bycie matką — jęknęła zrezygnowana, gdy sprzedawca wepchnął jej worek z Benzem do ręki i zabronił powrotu do atrakcji. — Co teraz? Benz musi mieć jakieś akwarium i kuwetę, czy coś. Co to je, tak w ogóle? — aż się po czole podrapała w tej konsternacji i skupieniu, bo miała zerowe pojęcie o akwarystyce i potrzebach zwierząt z łuskami. Pióra - to inna kwestia. Propozycję imienia przyjęła bez marudzenia, nie dlatego ze jej się spodobała (później powie, że była GŁUPIA i będzie wywracać oczami) - tylko dlatego, że Otto wykorzystał moment szoku!!! Marysia uniosła torebkę z rybem na wysokość oczu nowych rodziców i przyjrzała mu się uważnie.
A co jak on mnie nie polubi? — spytała z przejęciem i smutną podkówką. — Po czym się poznaje czy jest szczęśliwy? Nie ma za bardzo uśmiechniętego buzia… Otto, zrób coś — zaapelowała; Barnes był typem śmiesznego wujka, może on miał pomysł jak zabawić rybę, żeby Marysi serce nie pękło ze zmartwienia o dobrostan Benza, hehe.
A o strzelaniu zapomnij. Świat jest bezpieczniejszym miejscem kiedy brakuje ci chociaż jednego zestawu umiejętności — oznajmiła perfidnie, uśmiechając się szerzej. On już i tak miał w życiu za dużo chaosu i ryzyka, brakowało tam jeszcze tylko broni palnej. I think the fuck NOT. Wtem z głośników na terenie festiwalu rozległa się głośno piosenka z Dirty Dancing (a przynajmniej tak ją tytułowała Marysia w swojej głowie). I to chyba te wszystkie serduszka odebrały jej rozum, bo posłała Otteuszowi pytające spojrzenie, a Benza odłożyła wraz ze swoim plecakiem na drewniany, piknikowy stolik.
To kiedy zaprosisz mnie do tańca?
I nawet przestała podkreślać, że to nie jest randka.

Otto Barnes
24 lata
186 cm
ściga się na motorkach
Otto Barnes
Awatar użytkownika
opis
Kretyn, który oklepanymi tekstami na podryw rzuca mniej więcej tak często, jak często sięga po zajęcia, które dostarczą mu kopa z adrenaliny. Kiedy nie startuje w wyścigach to je ostre jedzenie, wpada na głupie pomysły albo flirtuje ze swoją niepodrywalną sąsiadką. Albo wszystko to naraz, bo co miałoby niby go ograniczać?

Otto był przyzwyczajony do tego, że dziewczyny wyraźnie pokazywały mu, że są nim zainteresowane i kłamałby, mówiąc, że żadna nigdy mu się natrętnie nie narzucała, bo jednak miał ten swój urok i zdawał sobie z niego sprawę (czasem aż za bardzo). Mercy jednak była inna — była powiewem świeżości, bo najwyraźniej nie była nim zainteresowana, a jednak nadal trwała w jego towarzystwie, spychając go bezczelnie do strefy friendzone i jednocześnie znosząc dzielnie jego głupie teksty i jeszcze głupsze żarty. I on oczywiście sugerował, że to na pewno przez ten jego zabójczy wygląd i charakter, ale w życiu by nie podejrzewał, że na Mercy jego urok faktycznie zaczyna działać!
- Kuwetę? Może zaraz mi jeszcze powiesz, że musisz kupić mu smycz, żeby go wyprowadzać? - Zapytał, nieco rozbawiony tym, jak bardzo się tym wszystkim przejęła, co było równocześnie niezwykle urocze. - Jak chcesz, to nie musisz być samotną matką, mogę być ojcem tego kawalera. I obiecuję, że nie zniknę, mówiąc, że wychodzę po mleko! - I na potwierdzenie ważności swoich słów nawet położył dłoń na sercu, a drugą podniósł jak do przysięgi — ten tydzień, podczas którego należał do skautów, dawał mu prawo do tego, by uznawać taką obietnicę za prawomocną!
Na jej kolejne słowa, że ryba była smutna, schylił się nieco, by dokładniej przypatrzeć się zwierzęciu, zmarszczył na moment brwi, po czym pokiwał głową ze zrozumieniem.
- Może nie tyle, że jest smutny, a mu zimno? - Zauważył, po czym ściągnął szalik z szyi i owinął go niezbyt pięknie wokół torby, starając się zrobić jakiś prowizoryczny koszyk czy też miskę, coby Benz miał dostęp od góry do światła i nie myślał, że coś go zeżarło. To na pewno by go zestresowało, a tego przecież nie chcieli. - A tak całkiem poważnie, tu niedaleko jest sklep zoologiczny, tam na pewno dadzą ci wszystko, czego będzie potrzebować. - Zaproponował, machając ręką w kierunku zlokalizowanych niedaleko sklepików, które jeszcze powinny być czynne.
- Jesteś bardzo niesprawiedliwa, a ja to sobie zapamiętam. - Zrobił smutną, urażoną minę, ale skoro ona nie chciała nauczyć go strzelać, to on miał zamiar odmówić jej jakichś lekcji w przyszłości, kiedy to jej spodoba się jakaś jego umiejętność i będzie chciała jej spróbować. Dookoła rozległa się muzyka, która sprawiła, że szeroko się uśmiechnął, a gdy spojrzał na Mercy, ta już patrzyła na niego pytająco, więc tylko pokręcił głową i w bardzo teatralnym geście wyciągnął w jej stronę dłoń, lekko się przy tym kłaniając.
- Droga damo, mogę prosić o ten taniec? - Zapytał, ale nie czekał na jej odpowiedź, tylko faktycznie ją do tego tańca porwał i pląsali tak radośnie w pobliżu stoliczka z jej rzeczami — byłoby bardzo niefortunnie, gdyby ktoś ukradł jej nowe zwierzątko, albo ten świeżo naprawiony kubeczek! - ignorując rzucane im spojrzenia, a Otto musiał przyznać, że bawił się naprawdę świetnie. I może pominęli słynny wyskok z filmu, bo zapewne próba jego wykonania skończyłaby się katastrofą — nie byli w końcu zgrani, więc pewnie Otto prędzej zarobiłby z kolana w brzuch (albo gorzej) aniżeli złapał Mercy w odpowiednim momencie — ale zamiast tego na sam koniec Barnes wykonał efektywny odchył swojej partnerki, zawisając nad nią z tym swoim popisowym uśmiechem i wpatrując się w nią może troszkę za długo. Ale tylko troszeczkę, jeszcze nie przekraczał granicy dyskomfortu!
Po tym uznali, że jednak mieli dość wrażeń jak na jeden festyn, a obawa przed tym, że zoologiczny zostanie zamknięty i Benz udusi się w tym jego worku, była zbyt duża, więc od razu skierowali tam swoje kroki, a Otto potem dzielnie zaniósł wszelkie nakupione niezbędne (i te bardziej zbędne, ale uparł się na to, że musi Benzowi kupić tabliczkę z napisem 'home sweet home' do włożenia do środka akwarium, bo bez tego przecież rybek byłby nieszczęśliwy. I nie, nie mieli 'live laugh love' bo wtedy na pewno tez by ją kupił) rzeczy do mieszkania Mercy i pomógł jej tam wszystko poustawiać, jak na ojca przyszywanego przystało, no, chyba że go wcześniej wyrzuciła, to wtedy nie.

zt.

Mercy Preston-Doyle
ODPOWIEDZ