24 lata
160 cm
zrobi Ci piękne paznokcie i wydepiluję okolice bikini
Barbie Butler
Awatar użytkownika
opis
You're my first thought in the morning, my last thought before I fall asleep and almost every thought in between.

026
Przez ostatnie dni, Barbie znów zaczynała czuć grunt pod stopami. Powoli zaczynała znikać cała ta niepewność, która pojawiła się w niej wraz z ponownymi odwiedzinami jej ojca. Jasne, nadal miała wrażenie, że ten spokój, który tak mozolnie odbudowywała razem z Dante, był jeszcze kruchy niczym lód na świeżo zamarzniętym jeziorze i wystarczył jeden nieostrożny krok, by wszystko ponownie się rozpadło, pochłaniając ją w ciemną otchłań nierozważnych działań, tysiąca nieprzepracowanych wspomnień i miliona targających nią emocji, z którymi nie potrafiła sobie radzić.
Dni jednak płynęły spokojnie jeden za drugim, zaś dzięki lekkim namowom Dante, Barbie zdecydowała się w końcu sięgnąć po ukrytą w czeluściach komody wizytówkę i zadzwonić do rodziców. Z ojcem raczej nie rozmawiała długo, mając do niego przeogromny żal za to, w jaki sposób ja zawsze traktował. To matce poświęciła najwięcej uwagi, w końcu rozumiejąc zmianę w zachowaniu Butlera, zaś decyzja o wyjeździe została podjęta dość szybko. Musiała zobaczyć się ze swoją rodzicielką, bo dobrze wiedziała, że nie byłaby w stanie sobie tego wybaczyć. Miała się tam wybrać z Dante, jednak do tego momentu mieli jeszcze trochę czasu.
Przez kilka ostatnich dni Barbie zastanawiała się, co mogłaby miłego zrobić dla swojego chłopaka, aż w końcu wpadła na iście szalony, a przede wszystkim karkołomny pomysł. Znała siebie i znała swoje umiejętności kulinarne, które były bardziej niż złe, a mimo to, spędziła kilkanaście godzin na wyszukiwaniu przepisu idealnego, a przede wszystkim takiego, który byłaby w stanie zrobić sama. To nic, że wybrała danie oznaczone na stronie jako trudne do wykonania. Stwierdziła, że da radę. Zresztą, wielkimi krokami zbliżały się Walentynki, a że Bambi była niepoprawną romantyczką, postanowiła urządzić dla swojego chłopaka randkę niespodziankę.
Oczywiście, że w piwniczce, bo to miejsce stało się — przynajmniej dla niej — pewnego rodzaju miejscem kultu. Czymś, gdzie na dobre rozpoczęła się jej relacja z Dante, chociaż ich pierwsza interakcja w piwniczce nie należała do najłatwiejszych.
I chociaż piekielnie przerażały ją ciemności panujące w piwnicy, a także obecność ohydnych pająków, była gotowa na to, by się poświęcić, szczególnie że ostatnio — po pojawieniu się w jego życiu siostry — brunet przechodził trudne chwile.
- Hej. - Przywitała się z nim, kiedy wszystko miała już gotowe i wystarczyło jedynie go zawołać. Weszła do jego pokoju i przysiadła na łóżku. - Mam dla ciebie niespodziankę. - Powiedziała z lekkim uśmiechem na ustach, chwytając go za rękę. - Chodź, zanim wszystko wystygnie. - Dodała, zdradzając nieco to, co będą robili.
Dante jednak nie wiedział, że zamiast standardowych naleśników z tysiącem wymyślnych farszów, albo jajecznicy, na dole w piwnicy czekała na niego sałatka, tłuczone ziemniaczki i lekko przypalony kurczak, bo oczywiście, że Barbie nie przypilnowała dobrze czasu, za bardzo zaabsorbowana układaniem grafiku na kolejny miesiąc. Nawet nie wiedziała, że ziemniaki były przesolone, sałatka trochę za słodka, zaś samo mięso, nie dość, że lekko zwęglone to jeszcze cholernie pierne, bo sypnęło jej się za dużo papryki. Jednak się starała, nawet bardzo.


Dante Morrison
26 lat
190 cm
pracownik w zakładzie stolarskim
Dante Morrison
Awatar użytkownika
opis
Boy with a heart of gold, get run over by heaven knows what
Weary soldier, I get older, life gets colder

Lekki spokój, który zapanował na ranczo po tych dość burzliwych świętach szybko został rozwiany niespodziewanym pojawieniem się z życiu Dante Lorelai, o której nie miał nawet pojęcia, że istniała. Choć tamten dzień pamiętał jak przez mgłę — wiedział, że z nią rozmawiał i był w stanie przypomnieć sobie przebieg tej rozmowy, ale trudności pojawiały się wtedy, gdy próbował przypomnieć sobie późniejsze godziny. Zupełnie jak wtedy, gdy Bambi nieświadomie jednym pytaniem i zbiciem ramki ze zdjęciem wywołała w nim nieprzyjemne wspomnienia, a on nie potrafił sobie przypomnieć tego, co wtedy powiedział czy jak znalazł się z powrotem w pokoju. Tym razem pamiętał jedynie to, że dziewczyna była obok niego przez cały czas i że to dzięki jej obecności jakoś poradził sobie z tym atakiem paniki.
Przez kolejne dni dochodził do siebie, a na pewno pomagał mu w tym projekt przemeblowania piwnicy, bo taka praca zawsze go uspokajała i pomagała powoli poukładać sobie wszystko w głowie. Postawienie ścianki, która miała oddzielić dalszą, przeznaczoną na przechowywanie wszystkich gratów, część od tej, z której mieli zamiar zrobić kącik czytelniczy, nie zajęło mu wiele czasu i w jeden z weekendów udało im się nawet wszystko poprzestawiać, a do tego złożyć dwa nowe regały, które miały pomieścić nie tylko te książki, które Bambi podarowała mu na święta, ale też wszelkie kolejne, które niewątpliwie jeszcze kupią. I nawet to, na szczęście, poszło dość sprawnie, a dziewczyna faktycznie mu nie przeszkadzała, a nawet miejscami pomagała, choć jemu po prostu wystarczała jej obecność obok. Wkrótce do regałów dołączyła jeszcze niewielka sofa i niski stolik, a stół i krzesła, które wykorzystał do ich kolacji, stanęły w rogu, bo był pewien, że gdy tylko uda mu się zamontować lepsze oświetlenie, a Bambi udekoruje wnętrze tak, by było bardziej przytulne, niż straszne, to właśnie tam będą często lądować z jedzeniem, bo piwnica będzie wyglądać jak zwykły pokój, nawet jeśli będzie brakowało w niej okna.
Do czasu aż ten ich nowy, czytelniczy kącik, nie zostanie porządnie dokończony, Dante nadal zaszywał się z książką w swojej sypialni, choć był pewien, że nawet później będzie to robił — czy była to kwestia przyzwyczajenia, czy tego, że po prostu w sypialni miał ten swój własny kąt, to było już nieistotne.
- Hej. - Odparł, gdy Bambi usiadła obok niego i zaraz podniósł na nią pytający wzrok. - Jaką niespodziankę? - Dopytał, ale posłusznie odłożył swoją książkę na bok i dał się poprowadzić do piwnicy, zatrzymując się, gdy jego oczom zamiast sterty naleśników ukazał się dość nietypowy, jak dla Bambi, obiad.
- Sama to wszystko przygotowałaś? - Zapytał, odwracając się w jej stronę i lekko uśmiechając, bo nie spodziewał się, że robiła mu aż taką niespodziankę. Tym razem to on ją poprowadził, zaraz odsuwając dla niej krzesło i samemu też zajmując miejsce, przy okazji przyglądając się przygotowanym potrawom. - Wygląda i pachnie bardzo ładnie. - I mówił całkiem szczerze, bo lekko przypalony kurczak nie robił na niego jakiegoś strasznie negatywnego wrażenia.

Barbie Butler
24 lata
160 cm
zrobi Ci piękne paznokcie i wydepiluję okolice bikini
Barbie Butler
Awatar użytkownika
opis
You're my first thought in the morning, my last thought before I fall asleep and almost every thought in between.

Z tamtego dnia, kiedy Lorelai pojawiła się w ich domu po raz pierwszy, Barbie pamiętała zdecydowanie więcej. Przede wszystkim jednak nadal miała przed oczami widok spanikowanego Dante, którego znalazła po powrocie na ranczo w jego pokoju. Nie miała pojęcia co się wydarzyło, a co doprowadziło go do stanu, w którym już kiedyś go widziała. Nie to jednak było istotne, jednak po czasie, blondynka dowiedziała się wszystkiego. I chociaż nie znała tej całej Lorelai i nie wiedziała, jakie dziewczyna miała zamiary względem Dante, Bambi nie zamierzała pozwolić na to, by ta nadal obca dziewucha w jakikolwiek sposób mu zaszkodziła.
Kochała go i chciała, żeby był szczęśliwy, a przede wszystkim, by nieprzyjemne wspomnienia, które czasami do niego wracały, nie zaprzątały mu głowy. Nic na razie nie mówiła, nie chcąc się wtrącać, a przede wszystkim, dając szansę ku temu, by relacja rodzeństwa się rozwinęła.
Zresztą, ostatnimi czasy, Bambi miała też trochę swoich problemów ze swoimi rodzicami, a także pewnym kudłatym jegomościem, którego znalazła któregoś dnia, gdy wracała do domu i nie miała serca, by go tam na tym mrozie zostawić. Rocky, bo tak go nazwała, zamieszkał w sypialni, którą do niedawna zajmowały żarłoczne kozy, a blondynka czekała na odpowiedni moment, by powiedzieć Dante o jego istnieniu. Ten jednak nie nadchodził, a szczeniak, jakby rozumiejąc, o co się rozchodzi siedział dość cicho, nie zdradzając swojej obecności na ranczo.
- Jeśli ci powiem, co to za niespodzianka, to przestanie nią być. - Odpowiedziała mu jedynie z szerokim uśmiechem na ustach, prowadząc go do piwniczki, która po pewnych zmianach wyglądała już o wiele lepiej, jednak nadal nieco Barbie przerażała. Planowała już jednak dokupienie kilku lampek albo nawet porządnego żyrandola, żeby nieco rozświetlić panującym tam mrok.
- Sama samiuteńka. - Odpowiedziała, ponownie się do niego uśmiechając i ciesząc się, że jednak udało jej się sprawić mu niespodziankę. - Chciałam zrobić coś innego i mam nadzieję, że będzie ci smakowało. - Dodała jeszcze, zajmując krzesło, które jej odsunął. - Mam nadzieję, że smakowało będzie równie dobrze. - Odparła, sięgając po ziemniaki, by nałożyć ich sobie trochę na talerz. - A poza tym, nie mogę wiecznie serwować naleśników. Kończą mi się pomysły na farsze. - Dodała parskając śmiechem.
I już miała powiedzieć coś jeszcze, kiedy z góry dobiegło do nich pojedyncze szczeknięcie.
- Co w ogóle czytałeś? - Zapytała, podejmując pierwszy lepszy temat, który wpadł jej do głowy, żeby tylko nieco odwrócić uwagę Dante od Rocky’ego.

Dante Morrison
26 lat
190 cm
pracownik w zakładzie stolarskim
Dante Morrison
Awatar użytkownika
opis
Boy with a heart of gold, get run over by heaven knows what
Weary soldier, I get older, life gets colder

Dante przyzwyczaił się, że po Bambi można było się spodziewać wszelkich niespodzianek, zaczynając od takich chwytających za serce jak książki, które mu dała, a kończąc na tyc mniej przyjemnych, jak pamiętna akcja z woskiem czy to, jak zabrała mu śruby. Chociaż widać było, że rodzaj niespodzianki zależał od tego, jakie aktualnie miała do osoby nastawienie i Dante był pewien, ze tym razem czekała go jakaś z tych przyjemnych, bo raczej niczym jej nie zawinił. Chyba. Miał nadzieję.
Cholera, a może jednak coś przeskrobał i miała zamiar go otruć? To by tłumaczyło to, że na stole nie znajdowały się naleśniki, do których zdążył przywyknąć jako jednego z niewielu dań, które Bambi potrafiła robić, chociaż na tyle sposobów, że nie zdążyły im się jeszcze znudzić.
- Na pewno będzie. - Zapewnił ją, sam nakładając sobie po trochu wszystkiego, chcąc spróbować tego jej nowego przepisu. - To może czas zacząć je łączyć, może nie słodkie ze słonym, ale... - Zaproponował i urwał, nie kończąc myśli, bo doskonale usłyszał to szczeknięcie. Szczekniecie, którego nie powinno było być, bo przecież nie mieli psa, ani żaden nie błąkał się w okolicy rancza, bo już dawno któreś z nich by go zauważyło. Zatrzymał widelec z nabranymi ziemniakami w połowie drogi i odłożył go na talerz, przenosząc pytający wzrok ze schodów prowadzących na parter na dziewczynę siedzącą tuż przed nim. No bo chyba Bamby nie chowałaby przed nim psa, prawda?
- Agathę Christie. I chyba zainspirowała mnie do zostania detektywem. - Uniósł lekko brwi, testując jej reakcję na to, że tak, miał zamiar iść i spróbować znaleźć źródło dźwięku. Wstał od stołu i nie patrząc już na to, czy Bambi będzie za nim iść, czy też zostanie w piwnicy z ciepłym obiadem, skierował się po schodach na górę.
I choć nie miał ani szykownego kapelusza, ani wąsa, którego mógł podkręcać w zadumie, szukając tropów prowadzących do rozwiązania sprawy, to jednak i cała sytuacja była mniej poważna — nie miał na celu znalezienia czyjegoś mordercy, a psa skitranego gdzieś w domu. No i między psami, a mordercami istniało wiele różnic, ale jedna była znacząca — jak się zagwiżdże, to psy zazwyczaj odpowiadają. Z mordercami było już gorzej, nie żeby Dante miał w tym zakresie jakieś doświadczenie, ale logika jednak nadal istniała. Choć zdawałoby się, że opuściła Bambi, skoro ta uważała, że mogłaby chować psa bez końca, nie informując o tym Dante ani razu.
No i zagwizdał, głośno i przeciągle i wcale nie zdziwiło go to, że odpowiedziało mu szczeknięcie, w którego stronę od razu skierował swoje kroki.

Barbie Butler
24 lata
160 cm
zrobi Ci piękne paznokcie i wydepiluję okolice bikini
Barbie Butler
Awatar użytkownika
opis
You're my first thought in the morning, my last thought before I fall asleep and almost every thought in between.

To, że Bambi miała swoje zagrywki bardzo mocno zależne od tego, jaki miała humor, a przede wszystkim stosunek do konkretnej osoby, wiadomo było nie od dzisiaj. Dante poznał to na własnej skórze, szczególnie wtedy, kiedy oboje prowadzili jeszcze ze sobą swoją regularną, współlokatorksą wojnę.
Teraz jednak sporo się zmieniło, a przede wszystkim uczucia blondynki względem Marudy uległy znacznej zmianie.
Tym razem, chciała mu zrobić przyjemność. Sprawić, żeby humor mu się poprawił, bo nie lubiła kiedy chodził taki przygaszony. Pomysł z obiadem, wydawał się jej najodpowiedniejszy, bo jej babcia, zawsze mawiała, że przez żołądek najłatwiej było trafić do męskiego serca. A że jej naleśniki znał wzdłuż i wszerz, i nawet jeśli mówił, że jeszcze mu się nie przejadły, to blondynka swoje wiedziała i tym razem, miała zamiar naprawdę bardzo mocno się postarać.
- To urocze, że tak wierzysz w mojej umiejętności kulinarne. - Odpowiedziała mu z szerokim uśmiechem. - Ale wiesz, tym razem przynajmniej nie spaliłam piekarnika. - Dodała jeszcze, jakby to był największy wyczyn na świecie, chociaż przecież doskonale pamiętała jak próbowały upiec z Leire ciasto. Zresztą, tego się zapomnieć nie dało.
Niestety, krótkie, a przede wszystkim, dość donośne szczeknięcie zniweczyło wszystko. Bambi starała się, naprawdę bardzo mocno, zwrócić na siebie uwagę Dante, byleby tylko nie poszedł szukać źródła dźwięku.
- W detektywa? - Zapytała siląc się na neutralny ton, po czym podniosła się z miejsca i ruszyła za chłopakiem w kierunku wyjścia z piwnicy. - To musimy ci załatwić melonik i fajkę. - Oznajmiła od razu, wyprzedzając go nieco.
Czy próbowała go zagadać? Oczywiście, że tak.
Czy chciała zataić przed nim fakt, że na ranczo od kilku dni mieszkał z nimi psiak? Jasne, że nie.
Bambi czuła jednak, że to nie była odpowiednia pora na przedstawianie Marudzie nowego członka rodzina, bo co do tego, że Rocky miał z nimi zostać na stałe, miała stuprocentową pewność.
- Co robisz? - Zapytała, kiedy brunet gwizdnął i skrzywiła się lekko, kiedy z dawnego pokoju Gryzeldy i spółki dotarło do nich kolejne szczeknięcie. - Co to było? Może to jakiś szop? - Zapytała, przyspieszając kroku, by wyminąć Dante i stanąć przed drzwiami, zza których dochodził odgłos węszenia.
Brakowało, tylko żeby rozłożyła szeroko ręce, blokując mu dostęp do pomieszczenia i zdradziłaby się ze wszystkim jak cholera.
- To chyba z mojego pokoju. - Oznajmiła jak gdyby nigdy nic, nonszalancko opierając się framugę, jednak Rocky szczeknął kolejne dwa razy i niwecząc jej wysiłki.
Zamiast więc dalej odwracać uwagę Dante, otworzyła drzwi do pokoju, dając wyjść małemu kudłaczowi na zewnątrz.
- O jaki słodki. - Powiedziała, klękając przed psiakiem, by podrapać go za uchem. - Jak się tu dostałeś maluszku? - Zapytała, całkowicie zmieniając front.

Dante Morrison
26 lat
190 cm
pracownik w zakładzie stolarskim
Dante Morrison
Awatar użytkownika
opis
Boy with a heart of gold, get run over by heaven knows what
Weary soldier, I get older, life gets colder

Na wspomnienie o zepsutym piekarniku Dante tylko utweierdził się w przekonaniu, że Bambi nie powinna na zbyt długo zostawać sama, bo przychodziły jej do głowy wtedy jakies dziwne, niebezpieczne pomysły. I może wtedy towarzyszyła jej Leire, ale byłą współlokatorka razem z Dante adoptowała stadko kóz, więc to chyba jasno świadczyło o tym, że była wzmacniaczem wewnętrznego chaosu innych ludzi, aniżeli jakimś hamulcem, który zdołałby powstrzymać kogoś przed głupim pomysłem.
I podejrzewał, że to szczeknięcie nie było przypadkowe — że Bambi któregoś popołudnia, gdy on był w pracy, a ona miała wolne, podjęła kolejną szaloną decyzję, a teraz próbowała jej wynik przed nim chować, choć nie był pewien, jak długo myślała, że uda jej się ten sekret zachować. I jej zachowanie, próbujące odwrócić jego uwagę i sprawić, że jednak nie zacznie węszyć, sprawiło, że tym bardziej podejrzewał ją o jakieś kręcenie.
- To, co każdy detektyw — badam sprawę. - Stwierdził tylko, patrząc na jej nieco spanikowaną twarz ze zdziwieniem, które zamieniło się w kamienny wyraz mówiący, że chyba sobie z niego żartowała, gdy uznała, że odgłosy wydawał szop. - Szop. Szczekać. Dobrze się czujesz? - I to pytanie zadane było z troską, bo ci jeśli miała gorączkę i to dlatego tak mówiła?
I im bardziej Bambi kręciła, im bardziej próbowała odwrócić jego uwagę czy skierować go jak najdalej od drzwi, zza których słychać było odgłosy psa, tym bardziej Dante był przekonany, że skitrany w pokoju zwierzak wcale nie był przypadkiem, a osoba, która go tam schowała, teraz próbowała tuszować ślady. Bardzo, bardzo nieudolnie.
- Chyba musisz iść do lekarza, słuch cię zawodzi. - Stwierdził płasko, po czym obserwował, jak otwiera drzwi i wita się z niepozornym psem, który od razu poleciał do niej, by próbować lizać ją po twarzy.
- Musi być bardzo uzdolniony, skoro dostał się do zamkniętego pokoju, w zamkniętym domu. - Uznał, śledząc wzrokiem zwierzaka, który postanowił do niego podejść i powąchać mu nogawkę, merdając przy tym ogonkiem, najwyraźniej akceptując obecność Dante obok siebie. Szkoda tylko, że nie działało to w dwie strony; gdyby Bambi od razu po przyprowadzeniu psa przedstawiłaby mu go, to nie miałby z tym najmniejszego problemu, ranczo w końcu mieli duże, a on lubił zwierzęta. Jednak fakt, że dziewczyna to przed nim zataiła, sprawił, że Dante nie miał zamiaru tak po prostu ulec.
- No ale skoro nie wiemy, skąd on się tu wziął, to niech zostanie w pokoju. - Stwierdził, wzdychając lekko, jakby faktycznie miał się poddać, jednak niemal od razu zaczął znów mówić, nie dając Bambi szansy na to, by poczuła nadzieję, że wygrała. - A jak zjemy obiad, to możemy go zabrać do schroniska, może ktoś go szuka. A jak nie szuka, to na pewno znajdą mu dobry dom. - Zawyrokował, no bo przecież sam tam wszedł, może szukał swojego właściciela i się po drodze zgubił w ich pustym pokoju! - Wiesz, skoro dostał się tu jakimś magicznym sposobem, to może w ten sam sposób uciekł z domu i teraz ktoś go szuka i za nim tęskni. - Jego zdaniem bezbłędna logika, której towarzyszyło lekkie wzruszenie ramionami i znaczące spojrzenie w stronę Bambi, no bo przecież NIE WIEDZIAŁA, skąd pies wziął się w domu i to było dla niej równie duże zaskoczenie, co dla niego, więc NA PEWNO chciała dla psa jak najlepiej, a tym z pewnością było oddanie go do odpowiedniego miejsca, które znalazłoby mu ODPOWIEDZIALNY dom.

Barbie Butler
24 lata
160 cm
zrobi Ci piękne paznokcie i wydepiluję okolice bikini
Barbie Butler
Awatar użytkownika
opis
You're my first thought in the morning, my last thought before I fall asleep and almost every thought in between.

Gdyby tylko Barbie chociaż przez minutę POMYŚLAŁA, zanim wzięła psa do domu, zapewne nie byliby teraz z Dante w takiej sytuacji. Jasne, miała zamiar mu powiedzieć od razu, ale w międzyczasie wydarzyło się tyle rzecz, że przedstawienie chłopakowi Rocky’ego zeszło na dalszy plan. I to do tego stopnia, że psiak zdążył się już na ranczo zadomowić, a Bambi przyzwyczaiła się do tego włochatego, przeuroczego stworzenia.
- Nie wiem, o jakiej sprawie mówisz, ale niech ci będzie. -⁣Zamiast przestać, blondynka dalej brnęła w ten ślepy zaułek, w który weszła, o nie miała pojęcia jak mu o tym wszystkim inaczej powiedzieć. Spojrzała na bruneta, marszcząc brwi, po czym pokręciła głowę. - Nie no czuję się świetnie. - Stwierdziła od razu. - No a co robią szopy? - Zapytała zaraz, próbując go zagadać. - Byłam pewna, że szczekają. - Dodała już nieco niewinniejszym tonem, przygryzając dolną wargę.
I chociaż dobrze wiedziała, że Dante wiedział, że ten pies znalazł się tam za jej sprawą, nie miała pojęcia jak to teraz ogarnąć.
Rocky też jej nie pomógł, kiedy wypadł z tego pokoju i dopadł do niej, liżąc ją zawzięcie po twarzy. Jak na dłoni było widać, że ją znał. Ba! Nawet ją lubił. W końcu go karmiła.
Słysząc jednak słowa Dante, Barbie wstała na nogi i spojrzała na niego uważnie.
I już była pewna, że wygrała, kiedy z ust bruneta padło słowo schronisko, a ją zmroziło.
- Jak to do schroniska? - Zapytała, czując zbierającą się w jej gardle gigantyczną gulę. Zamrugała gwałtownie, kiedy do oczu napłynęły jej łzy. - Nie możemy. - Dodała zaraz i odchrząknęła, czując jak głos jej drży.
Spojrzała na Dante, po czym pochyliła się, by wziąć Rocky’ego na ręce. Wtuliła twarz w jego futerko i westchnęła głośno. Wiedziała, że musi się przyznać.
- On nie może trafić do schroniska. - Powiedziała cicho. - A co jak znów zrobią mu to samo? W sensie nowi właściciele? - Zapytała, czując jak łzy powoli zaczynały spływać jej po policzkach. Pociągnęła nosem i podeszła bliżej. - Znalazłam go tydzień temu. Przywiązanego do drzewa na krótkim sznurku, zaraz przy wjeździe do nas. - Zaczęła mówić jeszcze szybciej, nadal płacząc i pociągając nosem. - Na mrozie. Co za człowiek zostawia takie biedne stworzonko na mrozie? - Zapytała, spoglądając w ciemne oczy Marudy. - Wzięłam go do domu i schowałam go w tym pokoju. Miałam ci powiedzieć, naprawdę. - Dodała szybko, bo tak było. Nie miała przecież zamiaru kitrać psa na ranczo przez wieczność. Dante nie był głupi i w końcu by się połapał. - Tylko potem pojawiła się Lori i było milion innych rzeczy i wyleciało mi z głowy. - Powiedziała cicho, czując się naprawdę głupio.
Chciała powiedzieć coś jeszcze, ale broda jej zadrżała i Bambi najzwyczajniej w świecie się rozpłakała.
- Przepraszam. - Wyjęczała zapłakanym tonem, spuszczając na chwilę głowę. - Nie chciałam, żebyś był zły. - Dodała jeszcze, odkładając psa na ziemię, po czym ponownie zerknęła na Dante, ocierając mokre od łez policzki.

Dante Morrison
26 lat
190 cm
pracownik w zakładzie stolarskim
Dante Morrison
Awatar użytkownika
opis
Boy with a heart of gold, get run over by heaven knows what
Weary soldier, I get older, life gets colder

Po głowie chodziło mu wiele rzeczy: czy Bambi miała go za idiotę, czy może zwariował, a może to ona oszalała, czy była szansa na to, że puszczenie jej filmów edukacyjnych o okolicznej przyrodzie na youtubie jakoś uratuje jej kulejącą wiedzę, ale przede wszystkim: jak ona się w ogóle na tym świecie tyle lat uchowała?
Nie zadał żadnego z tych pytań, bo jednak wspomnianym idiotą nie był, nawert jeśli czasem mógł sprawiać zupełnie inne wrażenie. I nie skomentował tego w żaden inny sposób, tylko pokręcił głową z rezygnacją, a zaraz zajął się obserwacja pieska, który zdecydowanie znał Bambi, co do tego Dante nie miał żadnych wątpliwości.
Powiedzieć, że nie spodziewał się łez, byłoby kłamstwem, bo za dobrze znał blondynkę, żeby nie podejrzewać, że rozklei się nad losem trzymanego pieska. I to nie było tak, że Dante powiedział to specjalnie, żeby wydobyć z niej taką reakcję, bo przecież nie był okrutny, ale wiedział też, że jeśli nie weźmie jej pod włos, to dziewczyna nadal będzie kręcić, a on chciał jak najszybciej dowiedzieć się, o co właściwie w tym wszystkim chodziło. I słuchał jej historii z uwagą, delikatnie ściskając jej ramię i marszcząc brwi, gdy ta powiedziała mu o warunkach, w których znalazła psiaka. Zaraz też pokręcił głową, na wzmiankę o tym, że dziewczyna zapomniała, żeby mu o wszystkim powiedzieć i westchnął lekko, bo domyślał się, że nie zrobiła tego specjalnie. No dobra, może przez moment miał takie wrażenie, gdy próbowała go odwieść jak najdalej od pokoju, w którym znajdował się ich nowy współlokator, ale to wrażenie szybko minęło.
- Oj słońce - Zaczął, przyciągając ją do siebie, gdy odstawiła psa na ziemię i pocałował ją w czoło. - nie jestem zły, tylko powinnaś mi była o nim od razu powiedzieć, a nie biedak musiał się kisić w tym pokoju nie wiadomo ile. - Zaśmiał się lekko i sięgnął jedną dłonią, by wytrzeć jej policzek i przy okazji unieść jej twarz tak, by na niego spojrzała. I już miał ją pocałować, żeby naprawdę jej pokazać, że się nie gniewał — gdyby miała jakieś wątpliwości — ale obok nich rozległo się donośne szczeknięcie, przez które ostateczne Dante lekko odchylił się od dziewczyny. - Twój nowy przyjaciel chyba jest zazdrosny. - Uniósł lekko brwi, z lekkim uśmiechem na ustach i ostatecznie odsunął się od Bambi, spoglądając na psiaka, który zaczął merdać ogonkiem na ten jawny pokaz uwagi.
- No hej. - Odezwał się, kucając i wyciągając rękę do zwierzaka, by ten mógł ją powąchać, a potem podrapał go za uszami. - Jak się nazywasz kolego, co? - Zapytał, uśmiechając się lekko, gdy pies polizał go po palcach.

Barbie Butler
24 lata
160 cm
zrobi Ci piękne paznokcie i wydepiluję okolice bikini
Barbie Butler
Awatar użytkownika
opis
You're my first thought in the morning, my last thought before I fall asleep and almost every thought in between.

No cóż, nie dało się ukryć, że w niektórych sytuacjach, Bambi wykazywała wręcz wybitną nieznajomość podstawowych zasad, które panowały w świecie przyrody. Może i nie była aż tak głupia, nawet jeśli jej zachowanie i kolor włosów wskazywały na to, że była wręcz podręcznikowym przykładem stereotypowej blondynki. Barbie wiedziała, że szopy nie szczekają. Nie miała pojęcia, jakie odgłosy właściwie wydają, jednak nie o to w tym wszystkim chodziło. Brnęła więc dalej w to swoje odwlekanie w czasie wyjawienia prawdy o Rocky’m, bo najzwyczajniej w świecie, obawiała się nieco reakcji Dante. A samo kitranie psa w zamkniętym pokoju, też nie należało do najlepszych pomysłów.
W końcu jednak musiała się do tego wszystkiego przyznać, bo wiedziała, że brunet idiotą nie był i już dawno ją przejrzał. Szczególnie że odwracanie jego uwagi od zamkniętego pokoju, zza którego drzwi dochodziło szczekanie, nie szło jej jakoś wybitnie.
No cóż, łzy na pewno nie były udawane. Barbie za bardzo przejęła się losem swojego nowego pupila i jego potencjalnym zamieszkaniem w schronisku. Nie chciała tego robić, bo już zdążyła się przyzwyczaić do obecności małego włochatego stworzonka i chciała, żeby psiak z nimi został.
Przytuliła się do Dante, pociągając lekko nosem.
- Nie siedział tam cały czas. - Powiedziała z lekkim uśmiechem, kiedy na niego spojrzała. - Wypuszczałam go, kiedy ciebie nie było. - Dodała, przygryzając dolną wargę. - I naprawdę chciałam ci powiedzieć, tylko nie było ku temu dobrej okazji. - Wyjaśniła, bo faktycznie od kilku dni zbierała się do tego, by powiedzieć brunetowi o wszystkim, ale zawsze albo w ostatniej chwili tchórzyła, albo po prostu zajmowała się czymś innym, zapominając na chwilę o tym, żeby przejść do dość palącego tematu.
Parsknęła śmiechem na wzmiankę o psiej zazdrości.
- Może myśli, że będzie się musiał dzielić z tobą jedzeniem. - Zażartowała, spoglądając to na Dante, to na swojego nowego pupila. - Ma na imię Rocky. - Rzuciła od razu, a psiak obrócił łepek, spoglądając na nią i merdając ogonem. - To może pójdziemy zjeść obiad, zanim do końca nie wystygnie? - Zaproponowała po chwili, mając nadzieję, że kiedy Maruda sobie podje, będzie jej łatwiej przekonać go do tego, by ta mała kudłata kulka została z nimi na ranczo.

Dante Morrison
26 lat
190 cm
pracownik w zakładzie stolarskim
Dante Morrison
Awatar użytkownika
opis
Boy with a heart of gold, get run over by heaven knows what
Weary soldier, I get older, life gets colder

Słabością Bambi był los ich nowego pupil i to, żeby ten nie trafił do schroniska albo do jakiejś złej rodziny, a słabością Dante zdecydowanie była Bambi i to, że naprawdę chciał jej szczęścia. Można by się zastanawiać, czy faktycznie była to słabość, czy może wręcz przeciwnie, a przynajmniej w niektórych przypadkach, ale w tym konkretnym widok jej łez skutecznie zmiękczył mu serce. Chociaż to nie było tak, że miał zamiar faktycznie pieska wyrzucić czy oddać gdzieś indziej, bo mieli już kozy, to dodatkowy zwierzak, a może nawet taki, co nie będzie im wszystkiego zjadał, nie robił mu jakiejś dużej różnicy. No i był uroczy, tego nie należało mu odbierać, a Dante nie miał serca z kamienia, żeby tego nie zauważyć.
- Wiesz, trochę liczę, że nie będzie następnego razu, bo nam się tu zoo zrobi, ale następnym razem po prostu powiedz mi od razu, dobrze? Nawet jeśli okazja nie będzie do tego sprzyjała. - Uśmiechnął się do niej lekko, jakby próbował do końca ją przekonać, że naprawdę nie był zły, po czym na chwilę zmarszczył brwi, zastanawiając się nad jej poprzednimi słowami i tą niepewnością przed mówieniem mu prawdy. - Chyba nie sądziłaś, że się na ciebie zdenerwuję? - Zaczął się zastanawiać, czy kiedykolwiek dał jej do tego powód, by tak myślała, po czym mocniej ją przytulił, całując ją w czubek głowy i lekko wzdychając, rozmyślając nad tym, czy w ogóle chciał znać odpowiedź na to pytanie.
- Ach tak, bo przecież wyjadanie psiej karmy to moje ulubione zajęcie. - Parsknął śmiechem, kręcąc przy tym lekko głową, po czym zaczął drapać nowego współlokatora za uszami. - Cześć Rocky. Powiedz mi, lubisz biegać? Bo ona to strasznie słaby partner na poranne przebieżki, więc mam wakat. - Przy wspominaniu Bambi kiwnął głową w jej stronę, żeby piesek na pewno zrozumiał, o kogo mu chodziło, a gdy obgadywana się odezwała, to w końcu na nią spojrzał i uśmiechnął lekko, podnosząc się i uśmiechając się do niej, żeby dać znać, że wszystko było w porządku.
No i w końcu usiedli do obiadu, tym razem we trójkę, bo Rocky jako pierwszy wparował do piwnicy i zaczął obwąchiwać wszystkie kąty, najdłużej zatrzymując się przy stole, z którego czuł jedzenie, choć zaraz kichnął i pobiegł dalej, jakby jego życiową misją było sprawdzenie każdego zakamarka domu. Dante obserwował go przez chwilę, po czym w końcu zabrał się za krojenie kurczaka, bo przez tę całą aferę zdążył zgłodnieć. Nie przewidział tylko jednego problemu. - Bambi, nie jedz tego, ten kurczak jest surowy. - Zmarszczył lekko brwi, pokazując jej nabity, lekko różowy kawałek mięsa, choć jego zewnętrzna część była w niektórych miejscach przypalona. Przeniósł wzrok na dziewczynę, która próbowała właśnie ziemniaków, a po jej reakcji wnioskował, że z nimi też coś było nie tak. - Hej, postarałaś się. To najważniejsze. - Zapewnił ją, bo domyślał się, że to fiasko zapewne sprawiło, że zrobiło jej się przykro. - Może razem spróbujemy to odratować, albo zrobimy coś nowego? Co ty na to? - Zaproponował, sięgając przez stół i łapiąc Bambi za rękę, bo jak dla niego, to chęci były najważniejsze, a przecież widać było, że bardzo się z tym wszystkim starała.

Barbie Butler
24 lata
160 cm
zrobi Ci piękne paznokcie i wydepiluję okolice bikini
Barbie Butler
Awatar użytkownika
opis
You're my first thought in the morning, my last thought before I fall asleep and almost every thought in between.

Gdyby mogła, Bambi ratowałaby wszystkie bezbronne zwierzątka i zabierała je ze sobą do domu. Ranczo mieli duże i w zasadzie mieszkali na nim we dwójkę, więc blondynka wychodziła z założenia, że dodatkowe stworzenie w jedną czy drugą stronę, nie zrobiłoby im aż tak wielkiej różnicy. Z drugiej jednak strony, ratując wtedy Rocky’ego nie pomyślała o tym, jak zareaguje Dante na widok ich nowego przyjaciela, jednak była pewna, że na pewno nie byłby na nią zły. Zresztą, nigdy się o nic na nią nie gniewał. Jednak odwlekanie w czasie tego wszystkiego, sprawiało, że Barbie zaczynała się denerwować, bo jednak mieli ze sobą rozmawiać. Ona jednak już tak działała. Od zawsze była szalenie roztrzepana i rzadko zdarzało jej się skupiać na jednej konkretnej rzeczy. Tak jak teraz.
Spojrzała na bruneta z nieco niepewną miną, lekko się do niego uśmiechając.
- Zaraz zoo. Kozy i pies to jeszcze nie zoo. Dodajmy do tego jeszcze kota, ze trzy króliki i jakiś kurnik. Wtedy możemy mówić o zoo. - Stwierdziła rozbawiona, mocniej się do chłopaka przytulając i oddychając z ulgą, bo jednak Rocky miał z nimi zostać, a jego dość niefortunna i tymczasowa niewola właśnie dobiegła końca. - I raczej nie planuję kitrać w domu kolejnych zwierzaków, no, chyba że jakiegoś po drodze znajdę, ale obiecuję, że wtedy o wszystkim od razu ci powiem. - Dodała po chwili, zadzierając głowę, by spojrzeć na Marudę. Oczywiste było to, że sobie w tym momencie żartowała.
Potem jednak obserwowała przez chwilę jak brunet rozmawiał z psiakiem i aż się oburzyła, kiedy wytknął jej brak chęci do porannych przebieżek.
- No proszę cię. - Zaczęła, krzyżując ręce na piersi. - Nie mogę być we wszystkim idealna. Zresztą, wolę kiedy biegasz sam i mi przynosisz ciastka z cukierni. - Oznajmiła, bo o tyle, o ile, kondycję jako taką miała, Bambi nie widziała akurat większego sensu w porannych przebieżkach.
Rocky był przeszczęśliwy, kiedy w końcu odzyskał wolność i biegał po piwniczce jak szalony. A kiedy Dante zaczął mówić o surowym kurczaku, mina Barbie zrzedła.
- O nie. - Jęknęła cicho, odkładając sztućce na bok. Ziemniaki były za słone, kurczak surowy i chyba nie chciała wiedzieć, w jakim stanie była ta piekielna sałatka. - No cóż - zaczęła po chwili, nieco zawiedziona, ściskając dłoń chłopaka - przynajmniej się starałam i nie wysadziłam kuchni w powietrze. - Stwierdziła, próbując doszukiwać się jakichkolwiek pozytywów w tej nieudanej kolacji. - No dobrze. Możemy zrobić naleśniki. - Dodała parskając śmiechem.
Resztę wieczoru, spędzili więc na kanapie w salonie, zajadając się naleśnikami z kolejnym wymyślnym farszem, oglądając jakieś głupoty w telewizji, podczas kiedy Rocky spał smacznie na jednym z foteli.
W tamtym momencie Barbie pomyślała, że była najszczęśliwsza i w zasadzie nie chciała niczego zmieniać. Znalazła w końcu swoje miejsce na ziemi, a przede wszystkim kogoś, z kim wszystko wydawało się piękniejsze, a życie nabierało nowych kolorów.
koniec
Dante Morrison
ODPOWIEDZ