25 lat
190 cm
Tresuje gęsi
Jeremiah Dohemy
Awatar użytkownika
opis
Jestem wkurwionym dzieciakiem, jestem zniszczonym dzieciakiem

09
Przyjaźń Jeremiasza z Zoe Weasley okazała się być jedynie jednonocnym ubocznym skutkiem pochłoniętego, niezwykle bezmyślnie, bo w towarzystwie nastolatki, spirytusu. I choć we wnętrzu czerwonego jeepa dokończył ojcowską nalewkę, powtarzając bełkotliwie swojemu rozbawionemu kumplowi, że Weasley jest jego najlepszą przyjaciółką, to najwyraźniej przestała nią być, kiedy zamknęła mu drzwi przed nosem w akompaniamencie ponaglających go odgłosów klaksonu i bluzg.
Relacja, która łączyła go z Zoe Weasley rozpłynęła się tak, jak stopić miał się śnieg wraz z nadejściem wiosny, choć Jere wciąż pamiętał tą noc i darzył pierwszą dziewczynę, której zwierzył się ze swoich życiowych bolączek sentymentem. Miał ochotę uśmiechnąć się na jej widok, choć wciąż był jednak Jeremiaszem Dohemy i jedynym, na co mógł się zdobyć było od niechcenia rzucone cześć Weasley, kiedy mijał ją czasem pomiędzy sklepowymi regałami. Zupełnie tak, jakby nie wiedziała o nim więcej niż ktokolwiek inny.
Bywały dni, kiedy wspomnienia tej nieszczęsnej nocy wyjątkowo go irytowały. Kiedy rozbawiony Chad z czerwonego jeepa z irytującym uśmieszkiem na twarzy, nieprzejęty wcale grymasami Jeremiasza pytał gdzie jego dziewczyna. Uśmiech bladł, gdy brunet wzruszał tylko ramionami, rzucając; Która?
Po trzydziestu dniach Chad był jednak już zbyt znudzony tematem, by pytać, a Jeremiasz pozostał ostatnią osobą, która pamiętała co wydarzyło się, kiedy drogę dzielącą Sapphire Creek i Helenę przysypała gruba warstwa śniegu. Nawet pomimo tego, że miał na głowie umierającego ojca i był z tym całkiem sam. Archer wyjechał w odwiedziny do matki, a Jere czuł się tak, jakby na jego barki spadł ogromny ciężar. Już wcześniej, choć na własne życzenie, był sam, jednak stary Dohemy poruszony najwyraźniej wyjazdem starszego syna, stał się wyjątkowo upierdliwy. Jeremiasz przez to coraz więcej czasu spędzał na swoim rodzinnym ranczu, zaniedbując Milevę i jej konie. Wynajdywał sobie zajęcia, które pochłaniały jego myśli od rana do południa, zaś popołudnia i wieczory spędzał w towarzystwie ojca, przyzwyczajając się powoli do roli jego prywatnej opiekunki. Nie był może tą wymarzoną blondynką z długimi nogami i implantami w biuście o jakiej stary często wspominał, jednak czasem łaskawie dolewał mu kroplę spirytusu do herbaty. Wiedział, że umilał tym ostatnie chwile staruszka na tym ziemskim łez padole.
Ojciec po takim specyfiku zwykle szybciej padał i spał do samego świtu, nie dręczony już przez upiorne myśli wynikające z cholernego umierania. Tak wyglądał kolejny wieczór, który Jere znów spędził na fotelu, wpatrzony w pogrążoną we śnie twarz ojca.
Nic nie zapowiadało żadnych odstępstw od rutyny, bo brunet wreszcie zwlókł się pod prysznic, w ciszy delektując się niemal lodowatą wodą. Na dworze było już ciemno, jednak psy w oddali ujadały, dziwnie niespokojne, a wkrótce i niczym niezmącony spokój pod dachem Dohemych przerwał łomot do drzwi. W pierwszej chwili Jeremiasz wcale się tym nie przejął. Uniósł tylko głowę, nasłuchując.
Było późno, nie spodziewał się żadnych gości, a jeśli w jego drzwi stukał właśnie zawzięcie ktoś, kto potrzebował pomocy to miał się jej nie doczekać. Problemy innych ludzi nie były przecież jego problemami.
Pukanie jednak nie ustępowało i wkrótce dotarł do niego też znajomy głos, po którym zaraz zakręcił kurek i zirytowany już wyszedł z łazienki w samych spodenkach, z wodą wciąż kapiącą z włosów. Zoe Weasley mogłaby wybudzić swoim dobijaniem się nawet martwego, a upierdliwy stary był niczym niemowlę. Dopadł więc do drzwi i otworzył je z obojętną jak zwykle miną.
-Pali się? - rzucił gniewnie, mierząc dziewczynę równie lodowatym spojrzeniem, co te powietrze, które uderzyło w jego skromne odzienie.

Zoe Weasley
18 lat
165 cm
Zdecydowanie już nie pilnuję Ronalda
Zoe Weasley
Awatar użytkownika
opis
What if I told you that I need you?
Would you tell me that you need me, yeah?

#042


Po miesiącu Zoe wspominała Jeremiasha już tylko przypadkiem — kiedy niefortunnie przypomniała sobie o sytuacji, mającej miejsce w samochodzie mężczyzny. Mimo tego początkowo peszyła się ze wstydu, ilekroć mijała Dohemy’ego na ulicy, acz z wyraźną próbą odwzorowania pewności siebie, unosiła brodę i sucho odpowiadała na jego równie lakoniczne przywitanie.
Jednak z czasem coraz bardziej rozmywał się w umyśle; coraz mniej emocji towarzyszyło jej, gdy ukradkiem spoglądała na niego zza lokalnych, sklepowych półek, udając klientkę, która wyjątkowo zainteresowała się czytaniem etykiety razowego makaronu. Albo czegokolwiek innego.
Wkrótce Jeremiah Dohemy stał się wyłącznie lichym wspomnieniem. Wywoływał raptem chwilowy wybuch podejrzanych emocji, które w zatrważającym tempie znikały — prawdopodobnie w wyniku skołowania i zażenowania własnym zachowaniem — po dłuższym wpatrywaniu się w jego lico.
Niewiele wiedziała o zdrowiu Pana Dohemy. Czasem któraś z sąsiadek coś bąknęła albo zasłyszała kolejną, niepotwierdzoną plotkę na rynku. Za każdym razem Zoe towarzyszyło krótkie uczucie żałości. Kręciła jednak głową i skupiona na obowiązkach dnia codziennego, zapominała zarówno o mężczyźnie, jak i o jego niesfornym dziecku. Dopiero na przełomie lutego, gdy niespodziewanie na rutynowo oblężanym przez siebie bazarku, zaczęto rozprawiać o pokrewieństwie Zoe Weasley.
Na wiadomość o pomyłce, o której energicznie rozmawiały dwie kobiety, wypuściła z rąk obszerny, wiklinowy kosz. Krwistoczerwone jabłka doturlały się pod same trzewiki staruszek, momentalnie zwracając ich uwagę na domniemaną winowajczynie. Z widzianym przejęciem przymknęły bordowe, spierzchnięte wargi i prędko rozeszły się w różnych kierunkach. A Zoe Weasley po prostu stała i tempo wpatrywała się w punkt przed sobą. Pozwoliła na to, aby śpieszący ludzie zaczęli trącać ją ramieniem.
Powrót do mieszkania przyjaciółki opiewał w kolejne, niefortunnie zasłyszane plotki. Para na przystanku rozmawiała o najstarszym bracie Weasley, z którym oboje chodzili do liceum oraz jego podmienionej siostrze. Ponadto dwójka chłopców w jej wieku gorliwie sprawdzała coś w telefonie, po czym z podobnym zaangażowaniem lustrowali twarz Zoe. W pierwszym odruchu schowała nos pod miękki materiał szalika; w drugim wytknęła im język, na co jeden głośno i wyraźnie stwierdził, że Zoe Weasley rzeczywiście nie przypominała Ronalda Weasleya.
Gdy usiadła na kanapie Marjorie, czuła się psychicznie zmiażdzona. Miała wrażenie, że każdy przechodzień łypał na nią wścibskim spojrzeniem — i chociaż była to wyłącznie absurdalna wizja, powstała na skutek trosk w głowie Zoe, to nie mogła zaprzeczyć, że cała rodzina Weasley rzeczywiście zawisła na językach mieszkańców Sapphire Creek.
Przez kolejne dwie godziny nerwowo stąpała po mieszkaniu. Z szaleńczo bijącym sercem, gorliwie zastanawiała się nad tym, w jaki sposób informacja o szpitalnej pomyłce dotarła do społeczeństwa. Wątpiła w nieroztropność braci. Przy każdym kontakcie z Zoe pozostawali dziwnie mało komunikatywni. Nawet sam stary Charles Weasley nie byłby skłonny przyznać się do błędu i spodziewała się, że zamierzał tą tajemnicę zabrać do grobu. Traktował córkę z wyraźnym dystansem, acz wiedział, że przyznanie się do braku pokrewieństwa, stanowiło skazę na jego dumie.
Wszakże, to w końcu milczenie było złotem.
W pewnym momencie z impetem chwyciła płaszcz i wybiegła z mieszkania.
Do gospodarstwa Dohemy dotarła pieszo. Droga zajęła jej kolejną godzinę, podczas której przez panujący zewsząd mróz, jej policzki i koniuszek nosa nabrał koloru intensywnej purpury. Mimo tego w zaparte szła naprzód w ledwo dopiętym płaszczu i rozwiązanych adidasach.
Pierwsze uderzenie było słabe, niemal niesłyszalne. Z lekkim zawahaniem spojrzała w ciemne, kuchenne okno, po czym rozglądnęła się wzdłuż pozostałych szyb. W jednym nadal gościło światło, dlatego zawtórowała ponownie. Jeden, drugi, siódmy i jedynasty raz. Echo jej głuchego ataku roznosiło się po okolicy i najwyraźniej zaostrzyło szczekanie jakiegoś psa. Wokoło było ponuro, a słabo oświetlone ranczo, nijak współgrało z aurą zapadającego mroku. Zoe doskonale wiedziała, że to nie była właściwa pora do odwiedzin. Ale pomimo tego kolejny raz uderzyła otwartą dłonią w zimne, twarde drewno.
Nie usłyszała kroków, dochodzących zza drzwi; nie usłyszała również szczęknięcia zamka oraz skrzypnięcia klamki. Ledwo zdążyła wyhamować dłoń, która niemal bezwładnie zawisła przed naglą klatką piersiową Jeremiaha, a potem swobodnie opadła wzdłuż ciała Zoe. Początkowo jej wzrok padł na tors. Zdumiona, widocznie wytrącona z pantałyku, rozchyliła wargi i mechanicznie, z dziwnym uporem, uniosła głowę wyżej. Dopiero zapalczywe spojrzenie mężczyzny zmotywowało ją do przyjęcia bardziej zamkniętej postawy. Natychmiast dźgnęła go palcem w prawą pierś.
Jesteś dupkiem — bąknęła, po czym postawiwszy trzy kroki do przodu, przepchnęła się do środka. — Niewyżytą, zakłamaną, okropną i podłą kupą gówna! — krzyknęła wręcz. W tamtej chwili nie przejmowała się faktem, że jej uniesiony głos zmącił spokój tego domu.
Zoe Weasley przeważnie rozważnie dobierała słowa. Zwykła zwracać się surowszym, acz wciąż przyjemnym tonem, nie wypowiadała brzydkich słów i przede wszystkim starała się nie obrażać innych (poza braćmi). Tymczasem Jeremiah Dohemy, który w tamtym momencie wezbrał w niej skrajne emocje, znalazł się poza skalą społeczeństwa do jakiej starała się zwracać z należytym szacunkiem. W oczach Zoe rozprysnął się żal i potężny gniew, dlatego jeszcze jeden raz dźgnęła mężczyznę w klatkę piersiową.
Co ty sobie myślałeś, Jeremiah? — zapytała rozpretensjonowana. — Teraz całe miasteczko rozmawia o mnie i o pozostałych Weasleyach! — Oburącz go popchnęła.


Jeremiah Dohemy
25 lat
190 cm
Tresuje gęsi
Jeremiah Dohemy
Awatar użytkownika
opis
Jestem wkurwionym dzieciakiem, jestem zniszczonym dzieciakiem

Pomiędzy drzwiami łazienki, a ciężkimi, drewnianymi wejściowymi wrotami, w które zawzięcie stukała Zoe Weasley, Jeremiah nie miał nawet chwili na przemyślenia. Nie zastanowił się, co mogło ją sprowadzać na ranczo o tak niedorzecznej porze. Być może dla świętego spokoju nie powinien otwierać jej drzwi, udając, że w domu nie było nawet żywego ducha. Zoe jednak usiłowała połamać sobie na nich paluchy, domagając się wejścia, choć wcześniej traktowała go niemal jak toksyczne powietrze. Jeremiasz więc, w trosce o komfort psychiczny ojca i też dlatego, by uniknąć jego niewygodnych pytań, gdyby w korytarzu stanął twarzą w twarz z młodą Weasley wrzeszczącą na jego syna, musiał zmierzyć się z tym gniewem, który czekał na niego za drzwiami, a który przebijał się przez nie niemal pięścią.
Gdzieś w głębi duszy ciekawość go zżerała, jednak mina pozostawała obojętna. Zmarszczka na czole pogłębiła się, kiedy palec brunetki uderzył nagi tors, a Jeremiasz skrzywił się teatralnie, taksując uważnym spojrzeniem jej czerwoną twarz, jakby próbował wyczytać z niej co poczynił, że wpędził Zoe Weasley w tak rażący gniew.
Jesteś dupkiem.
Odruchowo niemal parsknął, kręcąc głową z niemałym politowaniem. Rozbawienie na skamieniałej zwykle twarzy Jeremiasza mieszało się z niezrozumieniem i nie malało wcale, kiedy nieprzejęta jego obojętnością Zoe, obrzucała go czułymi słówkami. Potarł nagi tors, w który boleśnie wbił się paznokieć Zoe, a kiedy wreszcie skończyła, westchnął ciężko -Powiesz mi coś czego nie wiem? Bo to już słyszałem, mogłabyś się bardziej postarać- mruknął spokojnie, krzyżując ręce na piersi.
Zoe Weasley nie była pierwszą, która nazywała go dupkiem, zakłamaną kupą gówna czy jeszcze większą świnią. Była za to pierwszą, która sprawiła, że cierpkie słowa w jakimś stopniu go dotknęły. Poczuł je dosadnie, kiedy wykręciły mu żołądek w nieprzyjemny supeł. Rozczarowanie sprawiło, że ta więź, która łączyła go z Zoe po wspólnej nalewce zniknęła tak niespodziewanie, jak niespodziewanie brunetka pojawiła się wtedy w jego życiu. Nie była już tą, która zdołała przedrzeć się przez jego twardą powłokę, dostrzegając pod nią coś więcej. Każde słowo, które kierowała do niego w tym ciasnym aucie straciło na wartości, ale choć we wnętrzu Jeremiasza rozpętała się burza sprzecznych emocji, jego twarz pozostawała wciąż niewzruszona.
Rozłożył zamaszyście ręce w niemej niewiedzy, kiedy spytała co też sobie myślał. Bo Jeremiasz właściwie nie miał bladego pojęcia co takiego uczynił, że wywołał taki gniew i salwę brzydkich słówek, które zupełnie nie pasowały do tej niewinnej buzi Zoe Weasley.
Musiał dopuścić się haniebnych czynów skoro zjawiła się u jego drzwi w samym środku ciemnego wieczoru.
Zmarszczył brwi jeszcze bardziej, wytrzymując ciskające gromami spojrzenie Zoe. Stał niewzruszony, kiedy atakowała nieprzejęta jego tors, choć nawet nie drgnął, gdy spróbowała go pchnąć. Jej drobna sylwetka nie robiła na nim żadnego wrażenia, a jedynie pobudziła pełne politowania spojrzenie.
-A to nowość, że stare baby rozmawiają o twoich braciach - zakpił, nie mogąc się powstrzymać. Bracia Weasley z pewnością nie należeli do prawych młodzieńców. Mieli za uszami czyny, według emerytowanego społeczeństwa, haniebne. Jeden umawiał się z jakąś Indianką, zaś drugi z każdą możliwą pannicą w promieniu mili. Kolejni wyglądali według pani Lindy ze sklepu podejrzanie. A Jere z pewnością nie miał z jej opinią nic wspólnego. Zoe Weasley do czasu była jedynym Weasleyem, który go interesował w jakikolwiek sposób.
Jej złość powoli zaczęła mu się udzielać, a podniesiony ton głosu, odbijający się echem w pustym korytarzu drażnił na myśl o śpiącym w salonie ojcu. Pochwycił więc mocno nadgarstki wyjątkowo upierdliwego dziewczęcia, a całą jej sylwetkę, która dopiero co tak śmiało go atakowała, przygwoździł do chropowatej powierzchni ściany. Oczy mu pociemniały, kiedy spoglądał na Zoe z góry, kapiąc na nią chłodnymi kropelkami z włosów.
-Nie zmuszaj mnie żebym cię uciszył Weasley - syknął, mrużąc oczy. Ręce Zoe bez problemu umieścił nad jej głową, choć gotów był przycisnąć jej łapę do ust, gdyby zachowała się jednak wyjątkowo niemądrze i postanowiła nadal się wydzierać przez coś, czego Jeremiasz nie zrobił.
Lub nie wiedział, że to zrobił.

Zoe Weasley
18 lat
165 cm
Zdecydowanie już nie pilnuję Ronalda
Zoe Weasley
Awatar użytkownika
opis
What if I told you that I need you?
Would you tell me that you need me, yeah?

Impertynencka postawa Jeremiaha podziałała na Zoe niczym płachta na byka. Mocno ściągnęła brwi i wydęła — w obrażony, acz przez jej delikatne rysy twarzy raczej kuriozalny sposób — usta. Niewzruszona niewzruszeniem mężczyzny jeszcze jeden raz dźgnęła go paznokciem w nagą pierś.
Przestań być bezczelny, Jeremiah — wtrąciła po wzmiance o starszych kobietach i braciach Weasley.
Rzeczywiście bardzo często słuchała plotek o całej piątce rodzeństwa i nierzadko, jeszcze zanim wyspowiadali się w domu, była w posiadaniu cennych informacji, dotyczących ich występków. Społeczństwo Sapphire Creek prawiło o nieposłuszeństwie najstarszych dwóch braci, oddaniu średnich i lekkomyślnemu podejściu do życia Ronalda. O Zoe wspominano, gdy napotykało jej nieprzystępną postawę i oceniające spojrzenie. Tak było jeszcze kilka dni temu, zanim miasteczko obiegła wiadomość o szpitalnej pomyłce.
Kolejne dźgnięcie przepełniała agresja. Więcej jednak nie zdążyła wyżyć się na klatce piersiowej Jeremiaha, bo ten niespodziewanie zareagował. Nagle przestał biernie odbierać negatywną postawę dziewczyny; nagle przestał pozwalać na to, aby arogancko dawała upust swoim emocjom i spętał jej nadgarstki w najbardziej prostolinijny sposób, jaki dotychczas napotykała wyłącznie na ekranie telewizora. Uderzyła plecami w chropowatą ścianę, uprzednio wydając z siebie ciche, acz zbolałe jęknięcie, po czym natychmiast, w akcie groteskowego lęku, osadziła spojerzenie na twarzy Jeremiaha.
Oczy mężczyzny przywoływały obraz ciemnego, burzowego nieba, które niejednokrotnie pojawiało się nad Sapphire Creek. Dalekie były od wyrzutów sumienia; dalekie były od ludzkiego zrozumienia, bo czyhająca w nich pustka, sprawiła, że Zoe zmiękły kolana.
Przymknęła powieki i szarpnęła się mimowolnie, kiedy z jego lica spłynęły na jej policzki chłodne krople. Przy pierwszej i drugiej próbie wyrwania się z zamknięcia, żałośnie zaparła się nogami. Potem zamachnęła się ramionami raz w lewo, raz w prawo, jednak miażdżące palce Jeremiaha nie pozwoliły ruszyć się nawet o centymetr. Zakpiła z jego cierpliwości. Już po chwili, całkowicie bagatelizując ostrzeżenie, zaczęła ciężko sapać z wysiłku oraz charakterystycznie, w typowo damskim tonie, furczeć z nerwów.
Wierciła się niemożliwie intensywnie.
Zoe była wściekła. W jej mniemaniu Jeremiah nie tylko rozpuścił plotki, ale również w niebywale bezczelny sposób nie pozwalał siebie skarcić! W dodatku dominował nad nią, co jedynie potęgowało uczucie gniewu i żalu.
W końcu rozluźniła mięśnie, przez co jej nadgarstki niemal bezwładnie zawisły w dłoni mężczyzny. Wyciągnęła szyję, którą przez ostatnie kilkanaście sekund chaotycznie poruszała na boki w celu stawienia jakiejkolwiek próby oporu, i ponownie nawiązała kontakt wzrokowy z Jeremiahem.
I co mi niby zrobisz? — wycedziła. Zapalczywe spojrzenie Dohemy’ego było paraliżujące, acz na przekór wszystkim czerwonym sygnałom, Zoe postanowiła w dalszym ciągu stawić czoła trwodze. Nagle prychnęła cynicznym, wręcz szaleńczym śmiechem. — Nie jesteśmy przyjaciółmi. Nawet nie znajomymi, ale miałam nadzieję, że wszystko co powiedzieliśmy sobie w samochodzie zostanie wyłącznie pomiędzy nami, Jeremiah — pokręciła głową. — Więc nie oczekuj, że będę teraz spokojna! — wrzasnęła. Jej głos w zatrważającym tempie obiegł cały parter. W salonie coś gruchnęło, jednak nie na tyle głośno, aby zmącić uwagę Zoe, którą poświęciła wyłącznie Jeremiahowi.

Jeremiah Dohemy
ODPOWIEDZ